Chciałem napisać

Chciałem napisać felieton o fenomenie polskiej komputeryzacji, czyli tworzeniu klas komputerowych w szkołach gminnych i gimnazjach. Jest to fenomen, bo grupka zapaleńców zdołała w stosunkowo krótkim czasie stworzyć ponad trzy tysiące takich klas, zaś kolejne dwa tysiące są zaplanowane na ten rok.

Chciałem napisać felieton o fenomenie polskiej komputeryzacji, czyli tworzeniu klas komputerowych w szkołach gminnych i gimnazjach. Jest to fenomen, bo grupka zapaleńców zdołała w stosunkowo krótkim czasie stworzyć ponad trzy tysiące takich klas, zaś kolejne dwa tysiące są zaplanowane na ten rok.

Można oczywiście obliczać, że w stosunku do liczby uczniów w polskich szkołach, tj. ponad 4 mln potencjalnych użytkowników, są to wielkości znikome, ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Zakładając jako minimum 2 lekcje komputerowe tygodniowo dla każdego ucznia, można oszacować, że w polskich szkołach potrzeba około ćwierć miliona komputerów. A więc w tym tempie za 10 lat może uda się doprowadzić do sytuacji, gdy wszyscy uczniowie będą mieli okazję dotknąć komputera.

Chciałem napisać o wspaniałym geście TP SA, która - łupiąc niemiłosiernie wszystkich korzystających z telefonów - łaskawie godzi się dać 30 godzin darmowych połączeń dostępowych każdej szkole, w której jest klasa internetowa. Oznacza to, że polski monopolista lekką ręką oddaje Niderlandy, tfu, chciałem powiedzieć część swoich zysków. Jak łatwo bowiem wyliczyć, oferta TP SA oznacza dla tej firmy stratę ok. 1 mln zł miesięcznie, gdyby szkoły były zdolne zapłacić te rachunki. Zresztą jest to sytuacja dziwna: państwowe przedsiębiorstwo ofiarowuje państwowym (w większości) szkołom środki na edukację państwowych przecież dzieci.

Chciałem napisać o funduszach, które "wygospodarowuje" przewodnicząca sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Chodzi o 100 mln zł, których znalezienie w budżecie państwa pozwoli wyposażyć w sale komputerowe połowę szkół średnich. Jeśli państwo nie widzi potrzeby edukowania swoich przyszłych obywateli w normalnym budżecie, to z pewnością dobrze się dzieje, że można mu wyszarpać choć kilka złotych. Proszę to powiedzieć lekarzom, którym aparaturę funduje Owsiak. A także nauczycielom, dla których nie ma pieniędzy na przyzwoite pensje. Chciałem napisać o wstydzie, którego wcale nie powinniśmy odczuwać. Dlaczego mielibyśmy wstydzić się przed resztą świata ubóstwa, z powodu którego komputeryzacja instytucji publicznych w Polsce nie jest najlepsza? A może powinniśmy wstydzić się sposobów przeprowadzenia komputeryzacji ZUS i podatków? Ale przecież te inne, pozaszkolne, publiczne zastosowania komputerów są złotą żyłą, pozwalającą rozwijać się firmom komputerowym. Wprawdzie te z nich, które zawarły intratne kontrakty na rządowe dostawy, jakoś nie kwapią się, żeby uczestniczyć w programie Interkl@sy, ale może mają jeszcze za mało kasy.

Chciałem napisać o najnowszych trendach w edukacji amerykańskiej, gdzie wreszcie zauważono, że komputer jest tylko jednym z wielu narzędzi dostępnych nauczycielom, wcale nie lepszym niż kreda. Wyobraźnia młodego człowieka potrafi odpowiedzieć na wezwanie dobrego pedagoga. Dzisiejsi najlepsi programiś-ci, wizjonerzy, biznesmeni nie mieli żadnych komputerów w szkołach, a jednak jakoś dają sobie radę. Ba, to przecież oni tworzą nową, internetową rzeczywistość.

Chciałem napisać jeszcze o wielu innych zastrzeżeniach, jakie mam wobec wszelkich akcji publicznych. Nie napiszę, bo wizja rozradowanych twarzyczek w małej, drewnianej szkółce, gdzie niedawno założono klasę komputerową, jest zbyt silna. Dziękuję, Januszu, za zastrzyk optymizmu!


TOP 200