CS&CCC

Komputerowe podwórko wygląda nieszczególnie; setki języków programowania, wiele standardów sprzętowych i systemowych, dziesiątki tysięcy pakietów programistycznych różnego rodzaju i przeznaczenia, miliony systemów użytkowych, zbudowanych tak jak krawcom-informatykom materiału i umiejętności stało.

Komputerowe podwórko wygląda nieszczególnie; setki języków programowania, wiele standardów sprzętowych i systemowych, dziesiątki tysięcy pakietów programistycznych różnego rodzaju i przeznaczenia, miliony systemów użytkowych, zbudowanych tak jak krawcom-informatykom materiału i umiejętności stało.

Słowem:bałagan nielichy. Trzeba też i nielichej wiedzy, aby się w tym wszystkim połapać, a informatyczna wiedza deprecjonuje się niemalże z dnia na dzień. Wystarczy kilka miesięcy, aby z informatycznego asa zostały żałosne resztki. Informatyk, tak jak sportowiec wyczynowy , musi ćwiczyć nieustannie. Inaczej wysiadka. Sic transit gloria mundi.

Można oczywiście zastanawiać się, czy cały ten - na pierwszy rzut oka - przypadkowy i chaotyczny rozwój ma sens. Chociaż, wystarczy przypomnieć sobie nie tak znowu odlegle czasy, aby zrozumieć, że gdyby zamiast rynku i ukrytej w nim "chciwej ręki spekulanta", sprawy pozostawić jakiemuś gosplanowi, to pracowalibyśmy - co najwyżej - na pececie klasy XT/RIAD (młodszym kolegom wyjaśniam, że RIAD był to taki totalny pomysł na usprawnienie poznej odmiany feudalizmu, zwanej realnym socjalizmem, za pomocą urządzeń komputeropodobnych ukrytych pod kryptonimem RIAD).

Pokusa atestacji, planowania i koordynacji rozwoju informatyki zaczyna znowu krążyć po Polsce. Kiedyś, jedynie słuszne idee wcielało w życie przesławne Krajowe Biuro Informatyki, za co Andrzej Targowski, jeden z dyrektorow ówczesnego KBI, być może już do końca życia - ale zasłużenie - będzie pokutował w Kalamazoo (w Kalamazoo dnieje).

Dzisiaj stare ciągotki odżywają pod nową nazwą "The Computer Science and Communication Coordination Council", jak kusząco przedstawia się koordynacyjny organ w Internecie. Wystarczy zajrzeć na zaplecze, aby przekonać się, że z organu został tylko tytuł. Można nim co prawda wymachiwać, ale nie widzę, aby robiło to na kimkolwiek wrażenie. Na szczęście i na zdrowie.

Czyżby więc widmo skomputeryzowanej anarchii było chorym snem? Nie sadzę, ale nie dlatego, że w Sieradzu zbudują system podatkowy czy rejestracji pojazdów nie ogladając się na błogosławieństwa Warszawy i organu koordynacyjnego. Sieradz zachowuje się rozsądnie i nie tutaj jest pies pogrzebany. Wszelkie gadanie o spójności systemów nie ma sensu, dopóki się nie zdefinuje, o jaką spójność chodzi. Pomijając sprawy kosztów, to nawet dobrze, że powstaje kilka konkurencyjnych rozwiązań. Z technologicznego punktu widzenia nie ma przeszkód, aby mogły one ze sobą współpracować. Próg technologicznej spójności między różnymi rozwiązaniami pokonuje się dzisiaj zdrowym rozsądkiem, polegającym na dostosowaniu się do istniejących standardów budowy zastosowań, a nie za pomocą organu koordynacyjnego. Zapewne powstają także rozwiązania złe, ale przecież nie dlatego, że brakuje kolejnego organu do spraw..., lecz z niedostatku wiedzy zawodowej, szczupłości środków, brakuodpowiednich narzędzi itp.

To nie informatyka, nawet nie najlepiej stosowana, dezintegruje systemy administracji państwowej. Ich niespójność wynika z innych, raczej pozainformatycznych przyczyn.


TOP 200