Binarny żywot

Mawia się często, że prawda leży pośrodku, to znaczy mniej więcej tam, gdzie pies pogrzebany, czyli licho wie gdzie. Na zdrowy rozsądek biorąc, prawda nie może leżeć pośrodku, to znaczy być trochę prawdą, a trochę fałszem. O ile jednak zachowanie takie w logice dwuwartościowej nie uchodzi, to w życiu pospolitym i owszem.

Mawia się często, że prawda leży pośrodku, to znaczy mniej więcej tam, gdzie pies pogrzebany, czyli licho wie gdzie. Na zdrowy rozsądek biorąc, prawda nie może leżeć pośrodku, to znaczy być trochę prawdą, a trochę fałszem. O ile jednak zachowanie takie w logice dwuwartościowej nie uchodzi, to w życiu pospolitym i owszem.

System binarny istniał w zasadzie od zarania świata, tylko ludzie nie do końca zdawali sobie z tego sprawę i przez długi czas nie potrafili tego systemu spożytkować. Jednak gdyby cecha binarności nie była immanentną cechą naszej świadomości, czyli cechą dostrzegalną i osiągalną naszym umysłem, wówczas na pewno nikt by tego nie odkrył i nie zastosował po dziś dzień. Rozróżniamy dzień od nocy, życie od śmierci, plus od minusa oraz całe mnóstwo tego typu dwubiegunowych zjawisk. Wystarczy więc spojrzeć na świat jak na zbiór dwustanowych przeciwieństw, aby stwierdzić, że tak naprawdę jest on w jakimś sensie binarny, aczkolwiek problem skali porównawczej powoduje, że obserwujemy także stany przejściowe, sprawiające wrażenie analogowej ciągłości. Aby jednak być w zgodzie z prawdą, musimy przyjąć do wiadomości, że tak naprawdę nawet technologia cyfrowa nie oferuje idealnej binarności, która jest idealna tylko w teorii. Wszelkie fizyczne obiekty elektroniczne reprezentujące stany zerojedynkowe mają określoną bezwładność, stąd ustawianie potencjału naładowania swoje trwa i nie jest idealnym, bezczasowym impulsem. Jednakże czas ten jest dla nas tak krótki, że możemy go pominąć, idealizując w ten sposób dwustanowość elementów cyfrowych. Gdyby zmiana stanu nie pochłaniała czasu, wówczas dysponowalibyśmy nieskończenie szybkimi układami, a jednak tak nie jest i nawet światło, uważane za najszybszy nośnik informacji, ma ograniczone w tym względzie możliwości. Tak więc problem dostrzegania dwustanowości i ciągłości procesów pośrednich doprowadzających do ustalonego stanu leży w gruncie rzeczy w odbiorze wrażenia upływu czasu, jakim operuje obserwator. Dla kogoś żyjącego (teoretycznie) z "powolną" skalą czasową przemiany dnia w noc będą jak mgnienie oka. Tak też miał ten wzięty z dowcipu dozorca w ogrodzie zoologicznym, któremu niepostrzeżenie rozpierzchły się żółwie. Gdybyśmy chcieli zaobserwować ciągłość bardzo szybkich zmian potencjału w układach dyskretnych, musielibyśmy żyć dużo "szybciej".

W gruncie rzeczy naturalny makroskopowy system binarny niewiele odbiega od tego, którym operujemy w mikroelektronice. Różni je skala wielkości i szybkości zmian. W końcu przecież elektronika to też natura, tylko nieożywiona. Binarność to jedynie przybliżenie wykonane na potrzeby człowieka i jego niedoskonałych zmysłów. Zresztą nie jedyna to ułuda wtłaczana do naszych umysłów. Wystarczy spojrzeć chłodnym okiem na zapis instrukcji inkrementacji (i=i+1), wyglądający zupełnie bezsensownie w kontekście statycznego równania matematycznego. Zamiast znaku równości znacznie lepiej w tym miejscu plasowałaby się strzałka wskazująca co otrzymamy, gdy zwiększymy wartość zmiennej. Niby tylko kwestia symboliki, ale w jakiś sposób obrazuje, że mamy ciągle pewien problem z odnoszeniem się do upływu czasu.


TOP 200