Biegiem do biegłego

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem artykuł Krzysztofa Gienasa "Awatar na sprzedaż" (CW 48/2006).

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem artykuł Krzysztofa Gienasa "Awatar na sprzedaż" (CW 48/2006).

Autor pisze w nim m.in. Funkcjonowanie rozwiązań MMORPG (...) Przynosi ze sobą bowiem namacalne problemy, z którymi przyjdzie zmierzyć się w realnym świecie. Tam, gdzie mamy interesy, możemy mieć sprzeczność; gdzie sprzeczność interesów, zanosi się na spór; jeśli będzie spór, będzie i sąd; a gdzie sąd, tam musi być wyrok. Jest tylko kwestią czasu, kiedy polskie sądy zaczną rozstrzygać trudne kwestie dotyczące szeroko pojętego zjawiska Web 2.0.

Pytanie, które mnie nurtuje brzmi: jak będą to robić? Internet i technologie informatyczne kreują nie tyle nowe wyzwania, co nowe wymiary wyzwań. Oprócz poruszonych przez Krzysztofa Gienasa praw majątkowych autorskich, prawa do osiągania dochodów w wirtualnym świecie itd., na rozstrzygnięcie czekać będą setki spraw związanych z innymi przejawami nowej generacji Internetu. Co się stanie, jeśli np. pracodawca przeprowadzi wywiad internetowy na temat pracownika i zdecyduje się zwolnić z pracy, kierując się jego poglądami wyrażanymi na internetowych forach? A co z "miękką kradzieżą tożsamości", tj. podszywaniem się jednego użytkownika Internetu pod innego, jednakże bez naruszenia ustawy o ochronie danych osobowych? Czy firmy mają prawo do sprostowania nieprawdziwych informacji publikowanych o ich produktach w internetowych blogach, skoro według niektórych orzeczeń i zdarzeń regularnie ukazujący się blog traktowany jest jak prasa, zaś blogger - jako dziennikarz? Czy serwis aukcyjny z siedzibą w Polsce ma przekazywać np. organom skarbowym Słowacji informacje o transakcjach dokonywanych przez jej obywateli? A co ma robić, gdyby w grę wchodziła Białoruś, zaś przedmiotem transakcji był powielacz i farba drukarska, zaś nabywcą - dysydent? To tylko proste przykłady dylematów, które postawi przed nami rzeczywistość już za parę lat. Dylematów, które trzeba będzie rozstrzygnąć przed polskim sądem.

Wobec braku jakichkolwiek regulacji prawnych, a nawet orzecznictwa czy choćby interpretacji i omówień w renomowanych czasopismach prawniczych, każdy sąd będzie zdany tylko na siebie. A dokładniej mówiąc: na intuicję sędziego, jego rozsądek oraz... biegłych. I to ostatnie właśnie martwi mnie najbardziej, bo biegli to chyba najsłabszy element całej układanki.

Wiem o czym mówię, bo przez pewien czas piastowałem tę godność przy jednym z sądów okręgowych. Śpieszę od razu z informacją, że nie miałem okazji być powołanym do wydania opinii w jakiejkolwiek sprawie, bo niedługo po zaprzysiężeniu wyprowadziłem się poza okręg owego sądu, zaś polskie prawo nie dopuszcza "zdalnego" biegłego. Weryfikacja kompetencji, która towarzyszyła wpisowi na listę, była raczej skromna i ograniczyła się do przedłożenia dyplomu, potwierdzenia członkostwa w Izbie Rzeczoznawców PTI oraz jednej opinii. W każdym razie nie uczestniczył w niej żaden fachowiec od informatyki, który mógłby w sposób profesjonalny zweryfikować moje kompetencje.

Mam wrażenie, że na razie mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że rozwój Web 2.0 uwarunkowany jest pewną harmonią instytucji i prawa wobec tego zjawiska, a więc - pośrednio - także rzetelnością opinii w sporach sądowych. Na przykład możliwość wyegzekwowania sprostowań nieprawdziwych informacji to warunek konieczny, aby serwisy internetowe zawierały wartościowe treści - a tym samym były chętnie wykorzystywane. I przy całkowitym braku regulacji, kwestia biegłych i ich kompetencji nabiera zasadniczego znaczenia.


TOP 200