Bezc(z)elne nośniki

Ciężkie jest życie prezesa GUC. Ciężkie i pozbawione spokoju, tak potrzebnego do sprawnego urzędowania. A to jakiś idiota piekli sięb (felieton #57), że mu oclono oprogramowanie zamiast samej dyskietki, a to aparat fiskalny odkrywa, że wszystkie przedmioty do przenoszenia informacji powinny podlegać opłatom VAT.

Ciężkie jest życie prezesa GUC. Ciężkie i pozbawione spokoju, tak potrzebnego do sprawnego urzędowania. A to jakiś idiota piekli sięb (felieton #57), że mu oclono oprogramowanie zamiast samej dyskietki, a to aparat fiskalny odkrywa, że wszystkie przedmioty do przenoszenia informacji powinny podlegać opłatom VAT.

Sytuacja w temacie nośników wygląda na pozór prosto. Jak można zapisać informację, to jest VAT od nośnika. Podejrzewam jednak, że większość celników oraz urzędników skarbowych nie wie, co to jest informacja. Ba, myślę, że większość ludzi tego nie wie. Jakby się dobrze zastanowić, to nikt nie potrafi odróżnić informacji od szumu. Dobrze się jednak stało, że administracja celna na początku lat dziewięćdziesiątych nie zagłębiała się w rozważania semantyczno-filozoficzne, tylko ustaliła, że cło należy obliczać wg wartości nośnika, nie zaś od wartości informacji. Trochę to się wprawdzie kłóciło z pragmatyką podatkową w dziedzinie muzyki, ale dopóki komputery były nieme nikt się problemem specjalnie nie przejmował. Wprowadzenie podatku VAT nic nie zmieniło, gdyż obliczano go od tej samej podstawy co i cło. Jeśli więc cło liczono od wartości nośnika, to i VAT także.

Poważniejsze pęknięcie w systemie pojawiło się wraz z wymyśleniem komputerów multimedialnych. Teraz CD-ROM mógł zawierać nie tylko dane oraz programy, ale także muzykę. To nic, że na ogół muzyka owa była tylko dodatkiem do innych informacji. Fiskus chciałby od niej też mieć swój procent. Między nami mówiąc, fiskus chciałby mieć procent od wszystkiego. Powinni byli spodziewać się tego importerzy prasy. Szczęśliwi, że nie muszą płacić VAT-u od gazet i książek, zapomnieli o nośnikach informacji. A na nie obowiązuje 22 procent.

Nie płacili podatku VAT od dyskietek i CD-ROM-ów dołączanych do czasopism, pewnie nie płaciliby też od DVD z filmami, gdyby nie czujność aparatu fiskalnego. Celnicy sprawę przespali, ale nie ich koledzy skarbowi. Zrobili kontrolę i bez trudu odkryli poważne uszczuplenie należnych dochodów państwa. Samych kar za ten rok naliczyli kilkaset tysięcy złotych, a za poprzednie będą miliony.

Powinno więc radować się serce każdego obywatela, o ile oczywiście nie jest on prezesem GUC. Szczególnie gdy wie, że ludzie wymyślili jeszcze CD-R (raz nagrywalny CD-ROM) oraz CD-RW (wielokrotnie nagrywalny CD-ROM). Jakże tu spokojnie pracować, gdy na takiej złocistej płytce może być coś nagrane, ale może też nie być, albo może pozostawać jeszcze nie wymazane poprzednie nagranie? Od czego w takim razie liczyć podatek oraz cło? Jak rozpoznać, że to nie jest zwykły CD-ROM o wartości nośnika jednego dolara, tylko CD-R o cenie ponad 6 USD, a może nawet CD-RW za 25 USD. Czym różni się CD-R od DVD z pornoskiem albo od CD z fugami Bacha?!

Proponuję natychmiastowe zakupienie większej partii odtwarzaczy DVD dla wszystkich urzędów celnych w kraju i stworzenie celnikom godziwych warunków pracy. Należy też zaprenumerować odpowiednią liczbę czasopism zagranicznych z dołączonymi nośnikami informacji, aby zakupiony sprzęt nie zakurzył się. Na szczęście wszystkie te nośniki pozostaną poza granicą celną RP, więc nie trzeba będzie od nich uiszczać podatku VAT. A i przedstawiający towary do clenia też może sobie coś przy okazji obejrzą, np. multimedialny film z kontroli skarbowej.