Beautiful practice

Z czasów szkoły podstawowej pamiętam, jak koleżanki umawiały się na sobotnie przedpołudnia na czesanie. Umawiały się, aby nawzajem się czesać. Mogłem sobie to tylko wyobrażać, jak rozpuszczają włosy opadające do bioder i długie godziny zaplatają warkocze.

Z czasów szkoły podstawowej pamiętam, jak koleżanki umawiały się na sobotnie przedpołudnia na czesanie. Umawiały się, aby nawzajem się czesać. Mogłem sobie to tylko wyobrażać, jak rozpuszczają włosy opadające do bioder i długie godziny zaplatają warkocze.

Mogłem to sobie tylko wyobrażać, bo nigdy nawet przez chwilę nie myślałem, że chociaż jako obserwator wezmę w takim spotkaniu udział. Świat kobiet ma swoje tajemnice i sobotnie czesanie moich koleżanek do nich należało. Wcześniej te same koleżanki mogłem obserwować przy podobnej czynności, ale jakże dziecinnej w porównaniu z ich sobotnim czesaniem. Czesały lalki w przedszkolu o gęstych, twardych włosach, najczęściej blond lub kasztanowych. Potem je układały do snu, budziły następnie, ubierały w zależności od okazji w długie suknie bądź w lekkie spódniczki i woziły po przedszkolnym placu zabaw w wózkach. Lalki w przedszkolu były wypielęgnowane i biorąc pod uwagę specyficzne lalkowe piękno, były piękne również za sprawą troski koleżanek. To, że kobiety poświęcają tyle uwagi temu, aby być pięknymi, dostrzegłem wcześnie. Będąc w wieku, w którym człowiek jest największym podglądaczem świata, miałem opiekunkę. Była nią uczennica liceum. Dziś mogę napisać, że była to kobieta, która zwracałaby na siebie uwagę. Fakt, że ona na mnie nie zwracała uwagi, gdy doskonaliła uczesanie, brała toaletę, poprawiała bieliznę, gdy bez zakłopotania podciągała spódnicę i wkładała za pończochę list, ten fakt pozwolił mi właśnie wcześnie dostrzec, że musi istnieć jakiś inny świat, świat, któremu kobiety chcą się przypodobać. Nie tylko to zawdzięczam swej opiekunce. Jak pisze poeta: "Nie moja wina, że jesteśmy tak ulepieni, w połowie z bezinteresownej kontemplacji, i w połowie z apetytu", moja opiekunka karmiła mnie także opowieściami, które wiele lat później rozpoznawałem w Mitologii greckiej czy biblijnych opisach. Pochodziła z pobożnej rodziny i sama była pobożna, i choć to nie jest z pewnością warunek wejścia na drogę zakonną, po skończeniu studiów zamknęła za sobą klasztorną bramę.

A kuzynki, z którymi corocznie spędzałem wakacje u dziadków, dlaczego stroiły się w niedzielny ranek przez długie kwadranse? Dlaczego każdego dnia, gdy przed zachodem słońca zbieraliśmy się nad rzeką, zawsze były w czystych, powiewnych spódniczkach, jasnych bluzkach, gdy tymczasem my, chłopcy, nosiliśmy na sobie bez wstydu trudy codziennych bójek, nosiliśmy poszarpane na drzewach spodnie i koszule. Dlaczego dziadek nerwowo przestępował z nogi na nogę, stojąc w garniturze, gdy babcia siedziała jeszcze w papilotach przed toaletką? Nerwowo palił papierosa, powtarzając "spóźnimy się", a babcia rozczesywała włosy, po dopiero zdjętych lokówkach. Biedny dziadek, powinien wiedzieć, że potrwa to jeszcze pół godziny.

Przekracza moje pojmowanie zajmowania się sobą w wykonaniu kobiet. Ale jaki byłby świat, gdybym nie miał takich problemów? A jaki dzięki temu jest świat. Choć zdarza się, że bywa przy tym denerwujący, ale widać to jest cena, jaką my, mężczyźni, bez zastanowienia płacimy. Weźmy poranki, gdy mieszkałem w domu rodzinnym. Tata, brat i ja kładliśmy się spać z nadzieją, że któremuś z nas jako pierwszemu uda się zająć łazienkę, aby w pośpiechu się ogolić i opłukać. Jeśli ubiegła nas mama, co niestety miało miejsce w większości przypadków, przynajmniej trzy kwadranse snuliśmy się po mieszkaniu. Co to znaczy snuć się rano po mieszkaniu, nie będę pisał. Nie pomagało żadne pukanie w drzwi, żadne zakręcanie wody, gaszenie światła, nie pomagały prośby i groźby, nic nie pomagało, bo tak widać jest ten świat urządzony, że tak właśnie musi być. Dlatego też pewnego dnia machnąłem ręką i postanowiłem spać do czasu, gdy wszyscy nacieszą się o poranku łazienką. I zostało mi to do dziś.

Ten świat falbanek, spódnic, halek, ten świat kolorowych koronek, toalet, toaletek, świat odbić w lustrze służy jednemu, służy pięknu. Dążeniu do piękna. Przywołuję go tu, szkoda, że w tak krótkiej formie, aby wyjaśnić, dlaczego gazeta, którą trzymacie Państwo w tej chwili przed sobą, jest inna od tej sprzed tygodnia. Jest inna, bo poza wszystkim innym, chcemy być również ładni. Chcemy być ładniejsi. Kategorie piękna pozostawmy innemu światu.