Ani straszno, ani śmieszno

Dowiedziałem się ostatnio od kolegi, że ktoś gdzieś na sieci uważa, iż moje felietony nie są śmieszne. W każdym razie nie tak, jak te pisane 10 lat temu. Rzeczywiście, do CW pisuję już, a może aż dziesięć lat. Niestety, redakcja blokuje dostęp do archiwum tylko dla prenumeratorów, więc trudno porównywać.

Dowiedziałem się ostatnio od kolegi, że ktoś gdzieś na sieci uważa, iż moje felietony nie są śmieszne. W każdym razie nie tak, jak te pisane 10 lat temu. Rzeczywiście, do CW pisuję już, a może aż dziesięć lat. Niestety, redakcja blokuje dostęp do archiwum tylko dla prenumeratorów, więc trudno porównywać.

Ostatnio blokuje dla wszystkich, gdyż strony archiwalne felietonistów CW (http://www.computerworld.pl/punkt/punkt.asp?id=852 ) w ogóle odmawiają pokazywania się. Na szczęście wszystko co napisałem można obejrzeć u mnie prywatnie i za darmo (http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum.html ). Nie sposób analizować wszystkie 450 tekstów, dlatego postanowiłem przyjrzeć się ostatnim 48 felietonom. Proste przejrzenie archiwum pozwala zauważyć, że co najmniej 23 razy pisałem o nowych technologiach, o ile majtki-tongi zaliczymy do technologii (nie podaję odnośników, niech Czytelnicy mają przyjemność poszukania w archiwum, jeśli chcą sobie odświeżyć pamięć). Jak wiadomo, technologia sama w sobie nie jest ani śmieszna, ani straszna, ani dobra, ani zła. To tylko ludzie wymyślają jej zastosowania, często gęsto zupełnie przeciwstawne oryginalnemu pomysłowi wynalazcy. Dobrym przykładem jest tu technologia czatowania: wspaniała w szybkiej wymianie informacji, nadużywana prowadzi do bełkotu. O tym też pisałem. W jakimś sensie wszystkie felietony AD 2004 dotyczyły techniki komputerowej, co starałem się podkreślić nadtytułami. Początkowo było to hasło "Na palcach" (w domyśle - liczenie, ale też pokazywanie na palcach), a gdzieś od wiosny "Komputer powszedni", czyli oczywiste nawiązanie do codzienności, czegoś jak nasz chleb powszedni w modlitwie. Tymczasem jeśli wnikliwie przypatrzyć się tematom ubiegłorocznych felietonów, to zdecydowana większość, a nie tylko 25, jak wynikałoby z poprzedniego akapitu, dotyczyła ludzi. O tak, ludzie potrafią być i śmieszni, i straszni zarazem! Miałem w 2004 r. swego faworyta, któremu poświęciłem trzy teksty (zgadnij kto to taki, koteczku), ale poza tym byłem demokratyczny aż do bólu. Dzięki uprzejmości Redakcji na łamach CW pojawili się zarówno politycy, jak i wyborcy, przedsiębiorcy i rockowcy, naukowcy i dziennikarze, kobiety i mężczyźni, homo i hetero, młodzi i starzy, znani i nieznani. Mógłbym bez wahania zacytować Gogola: chciałem, abyśmy się śmiali sami z siebie. Ostatecznie kilka razy pisałem o własnych przypadkach: na ogół ponurych wpadkach, błędach oraz pomyłkach. Niestety, nieznajomy opiniodawca uważa widać, że pokazywanie naszych słabostek nie jest śmieszne. Cóż, jego prawo. Może śmiałby się ze swoich? Czekam na kontakt!

Przygotowując się do kolejnego sezonu, zastanawiam się jaka formuła felietonu w czasopiśmie komputerowym w ogóle ma sens. Moi koledzy z łamów, o ile mogę zorientować się z niepełnego przeglądu, faworyzują tematy poważne, czasami aż do przesady. Mogę jednak obiecać Państwu, że o ile Redaktor Naczelny nie usunie mnie ze stopki redakcyjnej, to przez następne lata będę dalej pisał o ludziach, z nazwiskami, funkcjami i tytułami, bo w całej komputeryzacji liczymy się tylko my. Czasami jako dodatek do techniki, ale przede wszystkim jako podmiot technologii. Dlatego chcę publicznie podziękować moim bohaterom - wszystkim Czytelnikom - za to, że są. Ani śmieszni, ani straszni. Gdzie jest tygrys pogrzebany?

W celu komercyjnej reprodukcji treści Computerworld należy zakupić licencję. Skontaktuj się z naszym partnerem, YGS Group, pod adresem [email protected]

TOP 200