Algorytmy

Dla niektórych algorytm to po prostu rytm, w jakim podrygują algi. Lokalny Informatyk nie bardzo orientuje się, co to takiego algi i czy mogą podrygiwać, natomiast doskonale zdaje sobie sprawę, co do istoty algorytmów. Przeciwnie niż jego Dyrekcja i niektórzy koledzy z pracy.

Dla niektórych algorytm to po prostu rytm, w jakim podrygują algi. Lokalny Informatyk nie bardzo orientuje się, co to takiego algi i czy mogą podrygiwać, natomiast doskonale zdaje sobie sprawę, co do istoty algorytmów. Przeciwnie niż jego Dyrekcja i niektórzy koledzy z pracy.

Lokalny znalazł gdzieś w sieci program demonstrujący zasadę działania maszyny Turinga. Pokaz jego działania polegał na przeskakiwaniu po polach wirtualnej taśmy według ułożonego algorytmu. "A co to takiego lata po ekranie?" - zapytał Szef, rzucając okiem na komputer Lokalnego Informatyka. "To maszyna Turinga" - odpowiedział zagadnięty. "Czyja? U nas taki nie pracuje" - Szef wykazał się orientacją. "Bo on nie był naszym pracownikiem. To słynny koleś z Anglii" - Lokalny zaczął dogłębnie sprawę wyjaśniać. "To już z Anglii tu przyjeżdżają szukać roboty?" - Szef nie dawał za wygraną i stawał się coraz bardziej dociekliwy. "On już dawno nie żyje. To słynny informatyk" - Lokalny wyczerpał temat; chyba jednak nie do końca. "Szkoda, że nie żyje. Bo jak taki słynny, to byśmy go mogli w naszej firmie zatrudnić. Przecież roboty u nas dużo, a użytkownicy ciągle mają problemy, to z odbieraniem poczty z załącznikami, to znowu z obliczeniami w arkuszach" - Szef rozmarzył się na temat możliwości świetlanej kariery w dziale IT w branży budowlanej, bo taki właśnie jest profil ich firmy. "Ale chwileczkę, a skąd w takim razie wzięła się tu jego maszyna?" - zreflektował się Szef. "Przecież nie można na teren zakładu wnosić żadnych środków trwałych, które nie są własnością firmy, czyli nie są zaewidencjonowane" - tutaj, należy przyznać, Szef miał niezaprzeczalnie rację. "Ale to nie środek trwały, to wartość niematerialna" - klarował Lokalny. "Jak niematerialny, skoro maszyna?" - dociekał Szef. "No normalnie, maszyna z nazwy tylko, a w rzeczywistości program" - Lokalny naprowadzał Szefa na właściwe tory. "No to głupio bardzo się nazywa. Bo maszyna, to wiadomo, że powinna być z części metalowych, mieć trybiki i przekładnie i zasilanie, aby mogła pracę wykonać. Na przykład, chociażby, maszyna do szycia albo maszyna parowa. Czy nawet świder" - Szef nie mógł znaleźć umysłowego konsensusu na sprzeczność nazwy z rzeczywistością. "To tak zwana maszyna wirtualna, czyli taki pic na wodę, fotomontaż. Niby maszyna, a bardziej udawanie, że maszyna" - Lokalny starał się, jak mógł, przedstawić istotę sprawy. "Aha, czyli takie nic. Taki program jakich wiele, co to nic nie robią, tylko czas się przy nim marnuje" - Szef chyba nieco przegiął z tym pojmowaniem wirtualności software'u.

Pionierzy informatyki mieli chyba nieco łatwiej niż dzisiejsi informatycy. Dawniej zdecydowanie mniej było osób, które domagały się wyjaśnienia sekretów informatyki.


TOP 200