A było tak pięknie

W momencie opublikowania tego felietonu w wersji elektronicznej ( www.computerworld.pl ) będziemy ciągle jeszcze w stanie błogiej nieświadomości. Z chwilą, gdy tekst ten dotrze do Państwa w formie wydrukowanej, świadomość nasza będzie już pełniejsza. Albowiem z każdą godziną życia nasza wiedza i doświadczenie rosną za sprawą zdarzeń zewnętrznych.

W momencie opublikowania tego felietonu w wersji elektronicznej ( www.computerworld.pl ) będziemy ciągle jeszcze w stanie błogiej nieświadomości. Z chwilą, gdy tekst ten dotrze do Państwa w formie wydrukowanej, świadomość nasza będzie już pełniejsza. Albowiem z każdą godziną życia nasza wiedza i doświadczenie rosną za sprawą zdarzeń zewnętrznych.

Między jedną a drugą datą emisji tego tekstu przekonamy się, jak też nasza reprezentacja piłki nożnej poradziła sobie z Ekwadorem w swym pierwszym meczu mistrzostw świata. Wydarzenie to będzie stanowiło continuum dla prognozowania dalszych losów biało-czerwonych. Znając bowiem przebieg niedawnego, bezpośrednio poprzedzającego meczu towarzyskiego z Chorwacją oraz wcześniejszego z Kolumbią, kiedy to ich bramkarz zgotował naszemu tak przykry, by nie rzec nieludzki los, będziemy niemal pewni, gdzie leży granica możliwości naszej reprezentacji, czyli mówiąc bardziej naukowo - jak się kształtuje krzywa trendu.

Śp. Pan Kazimierz w jednym ze swych słynnych powiedzonek stwierdził tak oto: "Gdy szczęście zaczyna się powtarzać, to nie jest już szczęście". Transponując tę myśl do naszej obecnej sytuacji (i wg mnie najbardziej prawdopodobnego scenariusza) należałoby zagaić mniej więcej w te słowa: "gdy nieszczęście zaczyna się powtarzać, to już nie jest nieszczęście". To staje się normą, do której chyba trzeba chwilowo się przyzwyczaić. Podchodząc do tematu nieco bardziej systematycznie i naukowo, można posiłkować się twierdzeniem o trzech ciągach, które to twierdzenie, przekształcone do omawianych tu okoliczności, mogłoby przyjąć brzmienie następujące: jeśli drużyna przegrywa dwa kolejne mecze z przeciwnikami słabszymi niż trzeci przeciwnik, to przegra i z nim. I tu leży limes, czyli granica możliwości. Twierdzenie o trzech ciągach nie przyszło mi do głowy ot tak sobie. Jest to ściśle powiązane z kołem, jakie zatoczyła historia. Na mistrzostwach świata w 1974 roku zorganizowanych także w Niemczech, nasza drużyna pod wodzą Kazimierza Górskiego, w niezwykle przebojowy sposób (najskuteczniejsza drużyna mistrzostw), zajęła trzecie miejsce, przegrywając jedynie z gospodarzami, na boisku zdatnym bardziej do gry w piłkę wodną aniżeli w football. Otóż wtedy kończyłem właśnie pierwszy rok studiów informatycznych na politechnice i w przerwach między meczami przygotowywałem się do egzaminu z analizy matematycznej, którą zdałem bez większych problemów. A jednym z pytań było przeprowadzenie dowodu twierdzenia o trzech ciągach. Jak widać z powyższego, koincydencja zdarzeń pozytywnych bardzo dobrze zagnieżdża się w pamięci.

W warunkach rzeczywistych - przynajmniej jeśli chodzi o drużynowe konkurencje sportowe - prognozowanie w oparciu o aparat matematyczny jest dosyć irracjonalne, zwłaszcza że "piłka jest okrągła, a bramki są dwie". W związku z tym żadne algorytmy ani sztuczna inteligencja, wtłoczone w najnowsze modele komputerów, nie są w stanie przewidzieć trafnie i jednoznacznie rezultatu. My jako kibice możemy natomiast przeczuwać, co się święci.

Pomimo że po 32 latach historia wróciła do tego samego miejsca, to jednak zmieniły się warunki, a przede wszystkim ludzie. Nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. A szkoda.


TOP 200