Microsoft do firm: Nie bójcie się Windows 10, przetestują go dla was użytkownicy domowi

Przedstawiciele koncernu z Redmond chyba pierwszy raz w historii oficjalnie przyznali, że traktują użytkowników domowych jako „zaawansowych testerów”, których zadaniem jest m.in. wykrycie błędów w Windows 10, zanim system trafi do użytkowników biznesowych. Przy okazji potwierdzono, że użytkownicy biznesowi będą musieli za nowy system zapłacić.

Jim Alkove z Microsoftu przedstawił w firmowym blogu ścieżki, którymi będą mogli podążać administratorzy planując upgrade firmowych systemów do Windows 10 – w swoim wpisie stwierdził wprost, że aktualizacje dla Windows 10 oraz wszelkie nowe funkcje i narzędzia będą trafiały do użytkowników korporacyjnych kilka miesięcy po tym, jak otrzymają ją użytkownicy domowi. Dzięki temu, jak wyjaśnił Alkove, nowy system zostanie przed wdrażaniem w firmach kompleksowo sprawdzony i przetestowany przez zwykłych użytkowników, co da Microsoftowi czas na rozwiązanie wszelkich wykrytych w tym czasie problemów.

O tym, że Microsoft zamierza zaoferować użytkownikom korporacyjnym możliwość przeprowadzeni aktualizacji do Windows 10 dopiero w kilka miesięcy po oficjalnej premierze tego systemu mówiło się od kilku miesięcy – prognozowało to wielu analityków, opierając się w swoich przewidywaniach na dotychczasowych działaniach koncernu z Redmond. Nie jest to więc specjalnym zaskoczeniem, tym bardziej, że w podobny sposób użytkownicy działali prawie zawsze – sporadycznie zdarzało się, że duże organizacje wdrażały nowe systemy Microsoftu natychmiast po ich premierze, zwykle czekano z tym do premiery pierwszej zbiorczej aktualizacji (Service Packa), usuwającej najpoważniejsze problemy „wieku dziecięcego”.

Zobacz również:

Tym razem jednak Microsoft najwyraźniej postanowił komunikować swoje plany nieco jaśniej i w bardziej formalny sposób – przedstawiciele koncernu poinformowali, że firmy będą mogły wybrać jedną z dwóch wersji biznesowego Windows 10: taką, która będzie rozwijana w minimalnym stopniu lub wersję rozwijaną równolegle z wydaniem dla użytkowników domowych. Ale nowości pojawiające się w tej drugiej będą udostępniane firmom dopiero w kilka miesięcy po tym, jak trafią do zwykłych użytkowników.

To szczere podejście związane jest najprawdopodobniej z faktem, iż wraz z premierą Windows 10 Microsoft zamierza znacznie przyspieszyć prace nad aktualizowaniem „Okien” – wedle zapowiedzi koncernu, na kolejną wersję systemu będziemy czekali znacznie krócej niż obecnie. A to oznacza, że w interesie Microsoftu jest przekonanie firm do szybszego niż obecnie testowania i wdrażania kolejnych wersji Windows. Być może stąd zaskakująco szczera deklaracja o wykorzystaniu użytkowników domowych w charakterze... królików doświadczalnych.

Dwie wersje dla biznesu… żadna nie będzie darmowa

Wiadomo już, że koncern szykuje dla dużych organizacji dwa modele (czy raczej: dwie oddzielne gałęzie) rozwoju Windows 10 – “Long Term Servicing Branch” oraz “Current Branch for Business”. W żadnym z nich nie jest przewidziany darmowy upgrade do Windows 10, więc użytkownicy którzy będą chcieli zaktualizować wcześniejsze wydania Windows, będą musieli cały czas płacić za kontrakt na dostarczanie oprogramowania Microsoftu (Software Assurance).

Long-Term Servicing Branch ma być modelem bardziej konserwatywnym – firmy, które z niego skorzystają, będą miały pewność, że oferowany w tym wariancie system nie zmieni się w zasadniczy sposób przez cały czas trwania podstawowego i rozszerzonego wsparcia. Oznacza to m.in., że nie pojawią się w nim żadne nowe funkcje. Dla niektórych organizacji jest to kluczowa sprawa – chodzi o to, by nie było potrzebne cykliczne testowanie firmowych systemów pod kątem zgodności z nowymi funkcjami Windows.

Drugi model (Current Branch for Businesses) ma być zdecydowanie bardziej elastyczny i “rozwojowy”. Ta wersja Windows 10 ma być stale rozwijane na podobnych zasadach jak wydanie „konsumenckie” – z tym, że firmy dostęp do nowych funkcji i narzędzi dostaną w kilka miesięcy po tym, jak trafią one do użytkowników domowych, co ma dać czas na wykrycie i usunięcie większości błędów.

Gwoli ciekawostki warto zaznaczyć, iż w swoim poście Alkove napisał m.in., że w momencie premiery „biznesowej” Windows 10 będzie już solidnie przetestowany przez „insiderów” oraz użytkowników. Nie ma tu mowy o testerach Microsoftu („insiderzy” to zwykle niezatrudnieni przez koncern uczestnicy programu Windows Insider) – zdaniem niektórych komentatorów, może to świadczyć o tym, że Microsoft pozbył się znacznej części swojego działu testowego (m.in. podczas redukcji etatów w połowie ubiegłego roku).