Jak nie zamawiać testów penetracyjnych
Dobrze, że urzędy zamawiają testy penetracyjne swoich serwisów. Źle, że nie potrafią poprawnie opisać przedmiotu zamówienia.
Dobrze, że urzędy zamawiają testy penetracyjne swoich serwisów. Źle, że nie potrafią poprawnie opisać przedmiotu zamówienia. Spójrzmy na niedawne ogłoszenie UM Krakowa. Przedmiot zamówienia:
"... przeprowadzenie audytu w obszarze bezpieczeństwa teleinformatycznego na zgodność z normą ISO 27001 tj. wykonanie testów penetracyjnych polegających na przeprowadzeniu kontrolowanego ataku na system informatyczny..."
To całkowite pomieszanie pojęć. Audyt to audyt. Test penetracyjny to test penetracyjny. Jedno z drugim ma mało wspólnego. Choć norma ISO 27001 jako jedno z zabezpieczeń wymienia testy penetracyjne to wymienia je między kopiami zapasowymi, kontrolą dostępu czy zarządzaniem licencjami na oprogramowanie. Zakres audytu jest więc o wiele szerszy niż testu penetracyjnego. Co za tym idzie, zamawiający musi być znacznie lepiej przygotowany do audytu na zgodność z normą ISO 27001 bo ocenie nie będzie podlegać sam serwer (jak przy teście penetracyjnym), ale cała instytucja - od strony organizacyjnej, technicznej i każdej innej, która składa się na "zintegrowany system zarządzania bezpieczeństwem" (ISMS). Czy zamawiający jest na to przygotowany? Prawdopodobnie nie. Czy o to mu chodziło? Z pewnością nie. Nieco precyzyjniej opisuje zamiary zamawiającego załącznik nr 3 (umowa) ale wynika z niej, że zakres ten jest z kolei o wiele szerszy niż sam test penetracyjny (np. analiza konfiguracji) ale nadal koncentruje się na kwestiach bezpieczeństwa sieciowego.
Że trudno jest to poprawnie opisać? Zapewne tak. Testy penetracyjne z definicji trudno usystematyzować i opisać pod kątem poprawnego zamówienia. Co nie znaczy, że jest to niemożliwe - można wykorzystać którąś z istniejących metodyk testów penetracyjnych, zalecenia dotyczące testowania aplikacji (OWASP) czy wręcz katalogi dziur (WASC, OWASP). Tyle, że trzeba dokładnie rozumieć co chce się osiągnąć.
Nieco bardziej rozbudowanym przykładem jest sierpniowy SIWZ MSWiA na testy ePUAP. W SIWZ zamawiający oczekuje przeprowadzenia audytu systemu zarządzania bezpieczeństwem informacji w systemie ePUAP na zgodność z wymaganiami normy PN-ISO/IEC 27001, po czym następuje lista zadań (np. walidacja danych wejściowych), które pasują jak najbardziej do testu penetracyjnego ale nijak do audytu! Co gorsze, dalej następuje koncert życzeń zawierający kurioza takie jak bliżej niesprecyzowane testy wydajnościowe (zapewnia wymaganą wydajność - wymaganą do czego? przy jakich założeniach?) czy poziom rozwiązania Planu awaryjnego...
Podsumowując: szanowni koledzy i koleżanki z sektora publicznego - gdy zamawiacie tego typu usługi to pamiętajcie, że słowo "audyt" ma określone znaczenie i nie jest to "coś z testowaniem bezpieczeństwa". Problem nazywania "audytem" wszystkich testów jak leci jest znany od dawna (patrz artykuł Krzysztofa Lidermana). Problem polega także na tym, że na tak sformułowane zamówienie można otrzymać równie ogólnikową wykonaną i nieweryfikowalną pod względem poprawności usługę. Równocześnie przy takim określeniu przedmiotu zamówienia możecie otrzymać oferty za kilkaset tysięcy złotych za usługę, która przy poprawnym sformułowaniu warta byłaby kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy!
Jak ten problem rozwiązać? Któryś z urzędów centralnych powinien zamówić wzorcową, poprawną umowę testu penetracyjnego i udostępniać ją wszystkim zainteresowanym urzędom. Do pomocy można zaangażować aktywne w Polsce stowarzyszenia branżowe takie jak OWASP czy ISSA. A w pierwszej kolejności należy przeczytać zgłaszane przez oferentów pytania do SIWZów, bo jasno z nich wynika co budziło największe wątpliwości.
Oceń artykuł
Komentarze (7)
In the complicated world we live in, it's good to find simlpe solutions.
And to think I was going to talk to someone in prseon about this.
Jeśli cena takiej usługi będzie adekwatna (bo ja wiem, 1000 zł?) to może to mieć sens - wyłapanie ewidentnych i dobrze znanych podatności. W końcu atak na Sony PSN zaczął się od niezałatanego Apacza :) Oczywiście można powiedzieć, że nmapa i OpenVA to sobie sami mogą uruchomić ale wtedy trzeba już mieć kogoś rozumiejącego te narzędzia u siebie, a to może kosztować drożej.
jakoś miałem wrażenie, że pytającemu nie o to chodziło... Ale mniejsza z tym, jeśli zamknie się na minimum, to pytanie: co to zmieni i jaki w ogóle sens takiego testu? Poza przepływem środków oczywiście...
Lista adresów IP może być metodą ograniczenia zasięgu testowania, żeby nie czegoś nie zepsuć albo nie wjechać na sieci nie należące do urzędu. A co do zjechania z ceną to akurat łatwo przewidzieć dolną granicę - przelecenie nmapem, OpenVA i Skipfishem :)
Audyt to audyt. Test to test. Nie wiadomo czego dotyczy zamówienie, choć poza nagłówkiem to raczej test chcieli. Trudno w takim układzie skłądać ofertę na test, gdy w nagłówku jasno audyt stoi...Ale coś innego mnie zastanawia... Z zamówienia wynika, że chodzi o typowo black-boxowy test, treść zapytań do SIWZ sugeruje, że potencjalni oferenci tego nie przyjmują do wiadomości, bo oczekują np. "enumeratywnej listy adresów IP". Sensowne jest oczekiwanie od oferentów kreatywności. W końcu test penetracyjny to, przynajmniej w części, przygoda i odkrywanie nieznanego... Kryterium końcowe: cena, jak zwykle wygra najtańsza oferta... Aż strach pomyśleć jak okrojony może być zakres testu, żeby cena była atrakcyjna, bo przecież dolne ograniczenie nie jest ściśle określone... Pocieszać się można tym, że w innych dziedzinach można spotkać dużo "słabsze" zamówienia, tu wydaje się, że chyba wiedzą czego chcą, tylko nie potrafią tego nazwać...
Ostatnio zdarzyło mi się odrzucić właśnie dwa bardzo podobne zapytania ofertowe, bo miałem wrażenie, że zamawiający wrzucił tam wszystko o czym w życiu usłyszał. Były tam test, a jakże. A także badanie wydajności, analiza konfiguracji, testy IDS/IPS, szkolenie 3 osób i tylko malowania serwerowni zabrakło. Może zamawiającemu chodziło faktycznie tylko o testy penetracyjne i jakieś proste sprawdzenie, czy to w ogóle działa - ja, podchodzac do tego poważnie wyceniłem czas pracy na 2-3 miesiące i kilkadziesiąt tysięcy pln. Już się nie odezwali. Reasumując - bardzo trafny i bardzo dobry artykuł. Mam niestety wrażenie, że nie zmieni się to dopóki nie zaczną tam pracować (lub współpracować) ludzie którzy choć trochę mają pojęcie o co chodzi. Mi edukacja poprzez bloga się znudziła, bo to raczej efekty nie przynosi.
Najpopularniejsze
- Jakie skutki będzie miało wprowadzenie ACTA
- Microsoft: Kinect dla Windows jeszcze w tym...
- 5 zmian, które mogą zaważyć na...
- ATCA zostało wdrożone w sieci 3G Polkomtela...
- Koniec ery nieograniczonego dostępu do...
- iPad 3 zadebiutuje 7 marca 2012 roku
- Kolejne aresztowania w związku z aferą w...
- Rejestr Usług Medycznych, czyli największa...
- Asseco chce Sygnity
- Nokia w trzy miesiące straciła miliard euro
Rekomendacje
Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88





