Metodyka w wersji light
Standardowe metodyki zarządzania projektami są zbyt szczegółowe i sformalizowane, by móc z nich korzystać w pełnym wymiarze w małej firmie lub organizacji.
Tomasz Puchalski, konsultant zarządzający w Carrywater Consulting
Rozwiązanie "na miarę"
INEA, największy regionalny operator w Wielkopolsce, świadczący usługi multimedialne i telekomunikacyjne, jest przykładem średniej, intensywnie rozwijającej się firmy, której zarząd zauważył, że bez uporządkowania sfery prowadzenia projektów firma nie będzie w stanie rozwijać się prawidłowo. INEA, choć miała wcześniej procedury, to nie wiedziała jak, jako organizacja, ma zarządzać projektami - jak je planować, zaczynać, przydzielać zasoby i odpowiedzialności, kontrolować, kończyć. "Chcemy móc podejmować decyzje inwestycyjne na podstawie danych mających swoje źródło w dostępnej, rzetelnej analizie całego portfela projektów i możliwości realizacyjnych naszej organizacji. Nie jesteśmy w stanie działać dalej na wyczucie" - tak zarząd firmy przedstawił swój problem.
Sposobem na jego rozwiązanie miały być szkolenia z zarządzania projektami dla menedżerów. Okazało się, jednak, że samo przeszkolenie pracowników z zarządzania projektami nie dało efektów, bo było oderwane od rzeczywistości, w jakiej funkcjonowała organizacja. Firmie zależało na tym, by ktoś, kto pozna jej specyfikę, dostosował metodykę do jej potrzeb. Firma dała też jasny komunikat - nie chce, by zarządzanie projektami było uciążliwie biurokratyczne.
"Rozwiązanie, które zaproponowaliśmy firmie INEA, to metodyka <<szyta na miarę>>, oparta o standard PMBoK, który jako taki jest bardzo obszerny i definiuje dość skomplikowane procesy zarządzania projektami, które u naszego klienta mogły być znacząco uproszczone i dostosowane do realiów i potrzeb firmy. Wdrożenie PMBoK <<z półki>> - o ile w ogólne możliwe i realne - sprawiłoby, że gros energii zespołów projektowych zaangażowane byłoby w spełnianie wymagań metodyki. Na przykład w prowadzenie rejestrów, które nie są - przy obecnej skali organizacji - do niczego potrzebne. Jednocześnie, zabrakłoby czasu na realną pracę projektową. Postanowiliśmy więc wdrożyć kompletną metodykę opartą o PMBoK, ale w wersji light, która określa i definiuje wszystkie kluczowe procesy zarządzania projektami na dostosowanej do potrzeb organizacji <<głębokości>>. Założyliśmy, że w trakcie jej użytkowania będziemy pogłębiać i poszerzać te obszary, które tego będą wymagać" - opowiada Tomasz Puchalski, konsultant zarządzający w Carrywater Consulting.
Oceń artykuł
Komentarze (4)
BOB, ty mi tu wieku nie wypominaj! :))) Wystarczy, że wszyscy head-hunterzy wyrzucają moje aplikacje do kosza, jak tylko zobaczą datę urodzenia! A pan minister Boni dalej truje, że trzeba aktywizować cennych, doświadczonych fachowców, a towarzysz profesor Balcerowicz sugeruje, żeby pracować aż do samej śmierci.... Npo i jak wyglądasz na tle takich autorytetów????
Artykuł ciekawy o tyle, że pokazuje doświadczenia konkretnych firm. Z takich doświadczeń można wyciągnąć wnioski dla siebie. Z drugiej strony autor pierwszego komentarza, po oddzieleniu niepotrzebnych emocji, ma bardzo dużo racji. Według mnie istniejące metodyki, i te zwinne i te klasyczne to swego rodzaju książki kucharskie z mniej lub bardziej precyzyjnymi przepisami. Tylko od kucharza zależy, który zna upodobania i podniebienie swoich klientów, jak przygotuje danie które od niego zamówiono. Od jego doświadczenia zależy z ilu składników i w oparciu o jakie recepty powstanie finalne danie.
Ciekawa wypowiedź i nawet dość zbliżona do rzeczywistości ale jak się ma tyle lat co autor pierwszego komentarza to już nic nie podpasuje bo wszędzie się coś znajdzie co uwiera. Jak choćby i książka do metodyki, zwłaszcza ta od PMI''a. Ale trzeba rację przyznać, że prawdą jest że żadna metodyka nie zastąpi zdrowego rozsądku i to także a może przede wszystkim w zarządzaniu projektami.
„Standardowe metodyki zarządzania projektami, tj. Prince2 czy PMBoK, są zbyt szczegółowe i biurokratyczne, by wdrażać je w pełnym wymiarze w małej firmie lub organizacji. Można z nich jednak wybrać pewne elementy i "uszyć rozwiązanie na miarę"… Metodyki są drogowskazem. Po każdej drodze trzeba chodzić patrząc pod nogi i omijając kałuże… Każdy doświadczony PM dostosowuje wybraną metodykę do: - specyfiki projektu - specyfiki klienta – czyli jego nawyków, kultury korporacyjnej, utrwalonych standardów Kto tego nie robi – wchodzi w konflikt z klientem i wylatuje z projektu, a projekt ponosi klęskę. Z drugiej strony – pełne rozluźnienie i stosowanie z danej metodyki tylko wyrywkowo i przypadkowo wybranych gadżetów – prowadzi też do klęski, tylko trochę inaczej. Potrzebna jest elastyczność i konsekwencja zarazem! Krojenie garnituru metodyki „na miarę” – jest OK., pod warunkiem, że jest to każdorazowo miara na konkretnego modela. Tworzenie jakiejś ulgowej „metodyki light” jako zubożonego standardu dla ubogich duchem i umysłem – jest nonsensem. Lepiej sobie od razu strzelić w łeb…. Widziałem już takich potentatów, którym się „PRINCE nie sprawdzał”, a potrafili popełnić wszelkie podręcznikowe błędy udając, że stosują tę metodykę… Agile, podejście adaptacyjne, metoda elastyczna, metodyki zwinne, czy jak tam jeszcze to nazwać – prototypowanie, to chyba najlepsza nazwa – nie jest alternatywą dla stosowania PMBooK-a, czy PRiNCE2! Jest to sposób podejścia równie metodycznego, ale dostosowany do określonej specyfiki projektu. Nie da się zbudować tamy na rzece metodą agile! Jak ktoś tego spróbuje, to ja mu tam potem wystawię nagrobek! Z drugiej strony - nie da się wdrożyć softwaru na miarę - zwłaszcza dla chimerycznego i bałaganiarskiego klienta (których pełno dookoła!) - rygorystycznie stosując np. metodykę PMBooK, wspartą MS Projectem. Trzeba mu podtykać pod nos kolejne wersje softu i pilnie negocjować kolejne zastrzeżenia i akceptacje – aż do skutku. Jak ktoś myśli, że podejście agile nie powinno być rygorystyczne i uporządkowane – to sobie niesmacznie żartuje! Agile pozwala na „zaadresowanie ryzyka” tylko o tyle, o ile trzymamy klienta za rękę i każemy mu rygorystycznie podpisywać kolejne odbiory oraz protokoły rozbieżności. To ryzyko wtedy bezczelnie jemu delegujemy – ale klient na ogół na to zasłużył, bo na początku nie wie dokładnie czego chce. Do dyspozycji PM-a jest całe stado metodyk, bibliotek najlepszych usług, norm i innych standardów PMBooK, PRINCE2, metodyki korporacyjne (kilkanaście!), a poza tym TOGAF, ITIL, COBIT, eTOM, BABOK, CMMI, cały pakiet ISO/IEC **** – nie mam siły wymieniać dalej, i jest jeszcze zdrowy rozsądek, doświadczenie, płynąca z niego intuicja i respektowanie aspektów miękkich. Na tym polega funkcja i rola PM, że on to wszystko lepi w jedną strawną bułkę. A jak ona jest niestrawna – to go wymiatają.
Najpopularniejsze
- Pierwsze w Polsce testy transmisji danych z...
- Magdalena Gaj została Przewodniczącą Rady...
- Asseco wątpi w obiektywny wybór dostawcy w...
- Raport Państwo 2.0, czyli nowa wizja...
- Sygnity: wezwanie Asseco i sezonowość...
- Ogromna liczba komputerów Mac wciąż...
- Nasza Klasa uruchomiła inkubator...
- Google prezentuje okulary z Augmented Reality
- Oracle daje klientom bezpłatny system do...
- CBA kontroluje przetargi związane z CEPiK
Rekomendacje
Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści - Prenumerata: Computerworld, Networld, PC World
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88






