Nowe pojęcie normalności

Czasami proste z pozoru sprawy przeistaczają się w walkę z przeciwnościami, które nie wiadomo czemu stają nam na drodze. Okazuje się, że rzadko coś jest na tyle proste, na ile wygląda. Jak to się nieraz mówi, jeśli sądzisz, że coś idzie dobrze, to znaczy, że nie wiesz wszystkiego.

Niedawno zostałem okolicznościami potraktowany, aby zostać użytkownikiem środowiska programistycznego w wersji darmowej. Pakiet jest darmowy na czas nieokreślony pod warunkiem zarejestrowania się za pomocą serwisu online. Niby sprawa prosta. Podajesz e-mail, hasło, a system wysyła kod autoryzujący. Starania rozpocząłem koło godziny 15. Niestety, serwer docelowy co i rusz się zawieszał, a to po podaniu kodu autoryzującego, a to jeszcze przed jego wysłaniem. Skłonny byłem podejrzewać, że u mnie coś jest nie tak, gdyby nie pojawiający się od czasu do czasu pomiędzy zawieszeniami komunikat, że serwis jest chwilowo niedostępny z powodów technicznych. Widać ktoś w centrali potykał się o kabel i rozłączało. Albo też tamtejszy ABI stwierdził nagle, że procedury są niedopracowane i zamknął wszystko na klucz. Żarty żartami, ale zdarzali się u nas domorośli ABI, których inwencja pozwalała jedynie na tyle, aby wymusić w małej firmie zakup sejfu do przechowywania koperty z hasłem. A najchętniej zamknęliby wszystko na cztery spusty i odebrali każdemu dostęp do czegokolwiek, bo wiadomo przecież, że wtedy jest najbezpieczniej.

Próbując założyć konto, które nie chce się założyć, masz zszargane nerwy i czas między kolejnymi podejściami. Poświęciłem więc go na jeszcze bardziej dobijające zajęcie, czyli pomoc w wypełnieniu formularzy stanowiących podstawę do uzyskania środków unijnych w jakiejś nieprzytłaczającej kwocie. Akurat wpadł do mnie mikroprzedsiębiorca, któremu zachciało się pozyskać poprzez urząd pracy fundusze na udział w kursach doszkalających. Mówiło się, że za komuny była biurokracja, którą często nawet jawnie piętnowano w mediach. Wtedy się mówiło, a teraz jest. Po dwóch godzinach studiowania formularzy i wytycznych do ich wypełnienia zorientowałem się, że coś jest nie tak i dopiero ów starający się upewnił mnie, że to jednak on występuje o dofinansowanie jako uczestnik szkoleń, a nie ich organizator. Ze stosu papierów wynikało wręcz odwrotnie, bo trzeba było podać koszty organizacyjno-administracyjne, wynagrodzenie kadry prowadzącej i inne szczegóły finansowe, których jednostka przeprowadzająca szkolenia nie chciała zbyt chętnie ujawnić. Może i formularze dobre, tylko akurat nie do tej sprawy. Tyle że innych brak.

Zobacz również:

W międzyczasie kontynuowałem próby aktywacji konta, co przyniosło pozytywny rezultat około północy. Przypatruję się temu i stwierdzam, że jeśli to wszystko jest uznawane obecnie za normę, to nie jest to chyba normalne.