Znów mamy szansę być liderem

Z Andrzejem Sośnierzem, byłym dyrektorem Śląskiej Kasy Chorych, prezesem medycznej firmy abonamentowej Śląska Opieka Medyczna oraz ekspertem zespołu ds. systemów informacyjnych przy Narodowym Funduszu Zdrowia, rozmawia Antoni Bielewicz.

Z Andrzejem Sośnierzem, byłym dyrektorem Śląskiej Kasy Chorych, prezesem medycznej firmy abonamentowej Śląska Opieka Medyczna oraz ekspertem zespołu ds. systemów informacyjnych przy Narodowym Funduszu Zdrowia, rozmawia Antoni Bielewicz.

Po raz kolejny wraca sprawa budowy Rejestru Usług Medycznych. Dlaczego, Pańskim zdaniem, minister Marek Balicki zdjął RUM z listy projektów offsetowych?

Od początku kwestionowałem wykonanie tego projektu w ramach offsetu. Jeśli bowiem chodzi o budowę systemów IT w ochronie zdrowia, mamy doświadczenia unikalne w skali światowej. Zbudowany został na Śląsku - i w kilku innych regionach Polski - system, jakiego nie ma nigdzie indziej. I w takim momencie uciekamy się do pomocy firm zachodnich, które mają mniejsze od nas doświadczenie i osiągnięcia.

Projekt Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia zawierał 60-70% funkcjonalności systemu START dawnej Śląskiej Kasy Chorych. RUM mający powstać w resorcie zdrowia to był jedynie system sprawozdawczy, uboższy funkcjonalnie, a przy tym dwukrotnie droższy od naszego. Projekt ten był pomysłem Mariusza Łapińskiego. Dobrze, że Marek Balicki odszedł od niego, kiedy jeszcze możemy stworzyć coś lepszego, tańszego i polskiego.

Ale przecież w projekt RUM-u offsetowego zaangażowany były m.in. ComputerLand, który stworzył system START...

Zgadza się. Wydaje mi się jednak, że ComputerLand zaangażował się w to jedynie po to, aby nie stracić rynku. Jakie w końcu mieli alternatywy? W budowę nowego systemu też się pewnie włączą. Trzeba pamiętać o tym, że nasze śląskie rozwiązanie to jeden z rzadkich przykładów udanego projektu informatycznego w administracji na taką skalę. Nikt - nawet minister Mariusz Łapiński - nie zarzucił mu, że nie działa.

Marek Balicki zawsze wypowiadał się z dużą atencją o systemie Śląskiej Kasy Chorych i chciałby skorzystać z doświadczeń śląskich przy budowie Rejestru Usług Medycznych. Co jednak zostało z tego systemu po przeszło trzech latach?

System nadal zbiera dane, choć nie był unowocześniany i nie zbiera kompletu informacji. Trochę się zestarzał, ale w krótkim czasie można go zaktualizować. Szkoda, że przez te lata nic z tym systemem nie zrobiono. Przez ten czas można by już było przygotować się do wdrożenia standardu Europejskiej Karty Pacjenta. Oczywiście, pewne rzeczy trzeba też w nim zmienić, pomyśleć np. o przejściu na karty mikroprocesorowe. To może trochę podrożyć projekt, ale karty pamięciowe wychodzą już z użycia. Należałoby też usprawnić system w zakresie komunikacyjnym wewnątrz systemu i z zakładami opieki zdrowotnej.

Z tego co Pan mówi wynika, że system Śląskiej Kasy Chorych mógłby zostać wdrożony w całej Polsce...

Oczywiście, nawet przy uwzględnieniu wymogów przygotowania Europejskiej Karty Pacjenta. Ten dokument to - w pewnym uproszczeniu - historia choroby. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby te dwie funkcje mieściły się na jednej karcie pacjenta. Mało tego, połączenie tych dwóch funkcji mogłoby przyczynić się do usprawnienia pewnych nieprzemyślanych ustaleń Europejskiej Karty Pacjenta. Dziś jednym z wymogów prawnych jest konieczność wydrukowania na karcie daty ważności. To ogromny błąd. Weźmy pod uwagę taki przykład - ktoś przestaje płacić składki, więc jego karta staje się nieważna, mimo że wydrukowano na niej jeszcze kilkuletni termin ważności. Twórcy Europejskiej Karty Pacjenta nie wymyślili systemu, który pozwalałby takie informacje aktualizować. My moglibyśmy łatwo stworzyć rozwiązanie, które ten problem niweluje. Data ważności wydrukowana na karcie musiałaby być potwierdzona w systemie. W ten sposób Polska miałaby szansę stać się liderem w systemach ochrony zdrowia.

Nasze rozwiązanie pozwoliłoby również na uwzględnienie w karcie innych funkcji, np. płatniczych. Proszę zwrócić uwagę, że byłaby ona najpowszechniejszym dokumentem w Polsce. Nawet dowód osobisty mają tylko dorośli. Kartę pacjenta mieliby zaś wszyscy, nawet noworodki. Oczywiście podniosą się głosy sprzeciwu co do kosztów. W końcu należałoby wydać ponad 38 mln kart, co przy koszcie 1 euro za sztukę tworzy sporą sumę. Nikt jednak nie patrzy, że budżet służby zdrowia to 30 mld zł. Nawet 1% oszczędności daje 300 mln zł rocznie. Oszczędność w tym przypadku nie oznacza dodatkowych pieniędzy, które będzie można przeznaczyć na dowolne cele. Te pieniądze nadal będą wydane na ochronę zdrowia, ale będą wydane lepiej.

Skąd pewność, że zostaną wydane lepiej?

Wynika to z moich doświadczeń. Po wprowadzeniu systemu START na Śląsku praktycznie zniknęły fałszywe recepty. Każda bowiem miała indywidualny numer i łatwo można było wychwycić próby kserowania bądź podrabiania tych druków. Oszczędność w tym przypadku należy rozumieć jako fakt uniknięcia marnotrawstwa.


TOP 200