Zaufanie przede wszystkim

Z Dariuszem Adamowskim, dyrektorem Departamentu Informatyki i Telekomunikacji w Kredyt Bank PBI SA, rozmawia Adam Jadczak.

Z Dariuszem Adamowskim, dyrektorem Departamentu Informatyki i Telekomunikacji w Kredyt Bank PBI SA, rozmawia Adam Jadczak.

Pracuje Pan praktycznie od początku istnienia banku na stanowisku dyrektora departamentu informatyki. Czy nie czuje Pan potrzeby zmiany?

Nie mam czasu się nad tym zastanawiać. Każdego dnia dzieje się coś innego. Mój dzień składa się z ogromnej liczby spotkań z kierownictwem banku, pracownikami i dostawcami. W przerwach przeprowadzam rozmowy telefoniczne. Niestety, nie mam zbyt wiele czasu, by przeczytać informacje o najnowszych trendach w informatyce, a jest to niezbędny element mojej pracy. Dzięki temu mogę wskazać kierunek, w którym powinniśmy pójść. Mimo codziennych problemów, praca daje mi ogromną satysfakcję, zwłaszcza gdy widać jej efekty i to nie tylko wtedy, gdy dostrzegane są wewnątrz firmy, ale także gdy doceniają je osoby z zewnątrz.

Gdy podjął Pan pracę, w banku było jedynie 5 osób odpowiedzialnych za informatykę. Dziś w departamencie informatyki pracuje ponad 120 osób. Jak wyglądało tworzenie tego zespołu w ciągu minionych siedmiu lat?

Zespół budowany był stopniowo, w miarę rozwoju banku i zwiększania się liczby zadań stawianych przed departamentem. Sądzę, że jednym z naszych małych sukcesów jest fakt, iż w ciągu siedmiu lat niewielka tylko liczba osób od nas odeszła. Wielu z naszych pracowników pozyskaliśmy, jeśli można się tak wyrazić, poprzez prywatne kontakty, ale także z uczelni, zarówno informatycznych, jak i ekonomicznych. Zdarzają się również osoby z tak nietypowych kierunków, jak chociażby geografia. Sądzę, że dziś mam zespół, który dobrze zna nie tylko zagadnienia informatyczne, ale także rozumie sam bank. Możemy dzięki temu skuteczniej reagować na potrzeby pracowników innych departamentów, a przede wszystkim na potrzeby klientów banku.

W jaki sposób informatycy z Kredyt Banku PBI "zrozumieli" bank?

Staramy się, aby każdy nowy pracownik odbywał praktykę w departamencie merytorycznym, z którym później będzie współpracował. Najlepiej gdy asystują oni przy codziennych czynnościach wykonywanych przez pracowników tego działu. Rozmawiają, wymieniają poglądy - to ułatwia późniejsze kontakty.

Wspomniał Pan, że bank zatrudnia także osoby po kierunkach ekonomicznych. Czy trudniej jest nauczyć ekonomistę zagadnień informatycznych, czy ekonomicznych?

Na razie wciąż łatwiej jest nauczyć informatyka ekonomii. Moim zdaniem informatycy, którzy posiedli już wiedzę związaną z narzędziami informatycznymi i mają otwarty umysł, chcą i muszą uczyć się również tego co "wykracza" poza wiedzę zawodową. Łatwo przychodzi im przyswojenie sobie zasad działania, może nie całego banku, ale na pewno jego fragmentu, za który są odpowiedzialni. Sądzę jednak, że w miarę, jak narzędzia informatyczne staną się łatwiejsze w użyciu, do czego się obecnie dąży, tzw. informatyk-kodysta przestanie być niezbędny.

Czy ma Pan wypróbowany sposób na kierowanie swoim zespołem?

Po pierwsze, należy dobrze zorganizować pracę samemu sobie, ponieważ liczba zadań jest ogromna. Po drugie, dobrze oddelegować uprawnienia swoim zastępcom, dając im pewną swobodę działania. I co najważniejsze, szanować ich decyzje. Po trzecie, rozmawiać z ludźmi. Wiedzieć co robią, czasami podpowiadać im rozwiązania. Co najmniej godzinę dziennie przeznaczam na rozmowy z pracownikami departamentu informatyki. Rozmawiamy także na tematy pozazawodowe. Chociaż na pewno nie mogę być ich spowiednikiem. Często dotyczą one sytuacji prywatnych, w których bank, jako pracodawca, może pomóc.

Nie uważa Pan, że danie dużej swobody działania musi wiązać się również z dużym zaufaniem?

Oczywiście, że tak. Ale nie wyobrażam sobie pracy z ludźmi, do których nie mam zaufania. Przekonanie o zaufaniu do podwładnego przychodzi z czasem. Podczas codziennej współpracy. Po roku, czasami nieco dłużej, wiadomo już, że danej osobie można powierzyć większe zadania. Wszyscy moi zastępcy i naczelnicy wydziałów przeszli praktycznie wszystkie szczeble kariery w departamencie informatyki.

Mam jeszcze jedno pytanie. Czy często rozmawia Pan z dyrektorami departamentów informatyki konkurencyjnych banków?

Tak, zwłaszcza od chwili, gdy część z nich, podobnie jak my, przeniosła się, wraz z centralami swoich banków, w okolice ulicy Kasprzaka w Warszawie. Jednak rozmowy te są bardzo delikatne. Nie możemy zdradzić swoich planów. Czasami jedynie wspominamy o tym co się u nas dzieje, gdy projekt ma być zakończony wkrótce i konkurencja nie ma już szans nas prześcignąć. Z reguły nasze rozmowy koncentrują się na nowych rozwiązaniach informatycznych lub współpracy z polskimi firmami informatycznymi. Ostatnie z tych informacji często pozwalają nam uniknąć związania się z niewłaściwym partnerem.


TOP 200