Żadnej agencji, żadnej superkontroli

Z dr. Pawłem Węgrzynem z Platformy Obywatelskiej, szefem zespołu Jana M. Rokity ds. społeczeństwa informacyjnego, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z dr. Pawłem Węgrzynem z Platformy Obywatelskiej, szefem zespołu Jana M. Rokity ds. społeczeństwa informacyjnego, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Gdy w 2001 r. trwała w najlepsze kampania wyborcza, SLD próbowało zachęcić do głosowania nań przedstawicieli branży IT, obiecując utworzenie specjalnego działu administracji rządowej "informatyzacja" i realizację Programu Powszechnej Informatyzacji "Nowoczesna Polska". Dział - owszem powstał, dołączony sztucznie do Komitetu Badań Naukowych już jako Ministerstwo Nauki i Informatyzacji, ale z programu zostały tylko szczytne hasła. Myślę, że wynikało to z braku zrozumienia dla teleinformatyki jako narzędzia modernizacji państwa i traktowania jej drugo- albo wręcz trzeciorzędnie. Jak zatem Platforma Obywatelska, która chce rządzić Polską, zamierza wpisać rozwój społeczeństwa informacyjnego w struktury państwa, by je rzeczywiście wspomagały techniki informacyjne i komunikacyjne (ICT)?

Przede wszystkim rozróżnijmy rozwój społeczeństwa informacyjnego, w tym elektronicznej gospodarki, od wykorzystania ICT w administracji rządowej i samorządowej. Jedno z drugim jest silnie związane, ale dzisiaj koordynacja - przypisana ministrowi nauki i informatyzacji - jest fikcyjna. Toteż chcemy zlikwidować dotychczasowy dział administracji publicznej o nazwie "informatyzacja". Regulacje rynku i określanie standardów informatycznych trafią do nowego działu o nazwie "teleinformatyka", w skład którego wejdą również zagadnienia z obecnego działu "łączność".

Natomiast wszystkie zadania związane z zastosowaniem informatyzacji w administracji publicznej byłyby realizowane przez ministra ds. administracji publicznej.

W jaki sposób Państwo zajmą się fundamentalną sprawą uporządkowania rejestrów państwowych?

Żadnej agencji, żadnej superkontroli

dr Paweł Węgrzyn, z Platformy Obywatelskiej, szef zespołu Jana M. Rokity ds. społeczeństwa informacyjnego

Dajemy sobie dwa lata na działania nadzwyczajne w tym zakresie. Nadzór nad uporządkowaniem infrastruktury informacyjnej państwa powinien być umiejscowiony w Kancelarii Premiera, ponieważ dotyka szczególnie drażliwych problemów związanych z istniejącymi strukturami w kilku znaczących ministerstwach i urzędach centralnych. W związku z tym planujemy dokonać szybkiej i znaczącej nowelizacji Ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne.

Ależ ta ustawa dopiero co wchodzi w życie, zaś na jesieni miały się pojawiać kolejne rozporządzenia! Dlaczego wymaga już nowelizacji?!

Nie ma sensu, żeby Plany Informatyzacji Państwa - czołowy zapis tej ustawy - przyjmować w formie obowiązującego prawa co pięć lat. Niech stosowne rozporządzenia będą wydawane w chwili, gdy rzeczywiście zajdzie taka potrzeba - nigdy z góry. To musi przewidzieć odpowiedni minister, którego może wspomóc cała Rada Ministrów. I niech on upublicznia własne plany, co zamierza robić, by branża ICT mogła się zawczasu przygotowywać do startu w przetargach publicznych. Ale przede wszystkim niech pokaże, że propozycje wydatkowania - zwykle niemałych pieniędzy - przyniosą określone wartości społeczeństwu. Proszę pamiętać, że podstawowym celem rządów PO jest między innymi ograniczenie zbędnych wydatków państwa. A stosowane w tym obszarze narzędzia to zarządzanie przez cele oraz budżet zadaniowy.

Jak rozumiem, Pana zespół przygotował już propozycje zmian w tej ustawie. Czego one dotyczą?

Uważamy, że nie jest efektywne dofinansowywanie przez ministra ds. informatyzacji przedsięwzięć z tej dziedziny. Informatyzacja jest narzędziem do osiągnięcia określonych rezultatów. Warto precyzyjnie przeanalizować, jakie narzędzie jest nam potrzebne oraz na jakie nas stać. Skądinąd wiemy, że często dofinansowywanie z centrali prowadzi do marnotrawstwa pieniędzy publicznych. Jak już mówiłem, z programu Platformy Obywatelskiej wynika, że chcemy państwa silnego, acz ograniczonego. Władza centralna nie może robić tego, co leży w gestii organów samorządu terytorialnego.

Planujemy również usunąć z ustawy przepisy o kontroli. Budują one nową strukturę kontrolną o bardzo rozbudowanych uprawnieniach i dużej niezależności. Organów kontrolnych w naszym państwie mamy zdecydowanie za dużo, należy tylko usprawnić istniejący w państwie system inspekcji. Natomiast dodamy przepisy wskazujące, które rejestry publiczne są referencyjnymi, np. PESEL. To ma na celu zapewnienie interoperacyjności systemów informatycznych używanych w administracji publicznej. Dzięki temu możliwa stanie się wymiana danych między nimi oraz obniżą się koszty wdrażania nowych systemów informatycznych, ponieważ zapobiegniemy redundancji. W konsekwencji obywatel ma podawać informacje o sobie lub swojej firmie tylko raz. Potem powinny następować już przepływy informacji między systemami. Również uzupełnimy ustawę o punkty ujednolicające elektroniczny obieg dokumentów - wnoszenie podań drogą elektroniczną, elektroniczny dziennik podawczy czy też powiadamianie interesanta drogą elektroniczną. Siłą rzeczy musi obowiązywać zasada, że obywatela do niczego się nie przymusza. Może załatwiać pewne sprawy drogą elektroniczną, ale nie musi.

Zależy nam także na upowszechnieniu i ułatwieniu dostępu do danych gromadzonych przez urzędy. Obywatel powinien mieć do nich nieograniczony dostęp. To nasza filozofia pełnej przejrzystości i odebrania urzędniczego monopolu na informacje. Nie może być tak, że np. Narodowy Fundusz Zdrowia utajnia zdecydowaną większość informacji.

W rezultacie jesteśmy zdecydowani, żeby nowelizacja Ustawy o informatyzacji była jedną z pierwszych, którą zajmie się nowy rząd.

Niestety, wciąż wielu polityków oskarża firmy informatyczne, że one są przyczyną porażek w budowie systemów informatycznych administracji publicznej, zapominając o otoczce, czyli kiepskiej jakości legislacji i podejmowaniu decyzji politycznych bez patrzenia szeroko na skutki. PiS chce zatem powołać agencję ds. informatyzacji, która łączyłaby kompetencje urzędu z przygotowywaniem założeń niektórych systemów.

Żadnej agencji, żadnej superkontroli. Wystarczy przestrzegać ustanowionych procedur, ponieważ jesteśmy świadomi, że problem jest systemowy i tkwi w sposobie zarządzania państwem. I to należy zmienić.


TOP 200