Wygrać o włos

Z dr. Tomaszem Rostkowskim, wykładowcą Szkoły Głównej Handlowej i współpracownikiem Institute of Advanced Managment oraz Jackiem Nowackim z Institute of Advanced Managment rozmawia Antoni Bielewicz.

Z dr. Tomaszem Rostkowskim, wykładowcą Szkoły Głównej Handlowej i współpracownikiem Institute of Advanced Managment oraz Jackiem Nowackim z Institute of Advanced Managment rozmawia Antoni Bielewicz.

Po trzech latach przerwy wróciliśmy do projektu badań rynku pracy i wynagrodzeń informatyków. Tym, co uderza najbardziej w wynikach ostatnich badań, jest zniwelowanie różnic pomiędzy zarobkami oferowanymi specjalistom w różnych regionach kraju. Kiedyś Warszawa i Polska Centralna bardzo wyraźnie górowały nad wynagrodzeniami oferowanymi w innych regionach kraju. Dziś w niektórych sektorach zarobki poza Warszawą są niemal takie same jak te oferowane w stolicy. Z czego to wynika?

Jacek Nowacki: Przede wszystkim z rozproszenia terytorialnego, a także rozwoju, czy wręcz przeniesienia części biznesu poza stolicę. Tam też przeniosło się zapotrzebowanie na informatyków.

Tomasz Rostkowski: Przynajmniej po części wynika to także ze specyfiki zawodu, w którym przestają mieć rację bytu ograniczenia związane z miejscem pracy. Dziś nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że Hindusi pracują zdalnie dla amerykańskich firm a ich wynagrodzenia zbliżają się do amerykańskich stawek. Podobnie nie ma nic dziwnego w tym, że informatycy z Gdańska pracują na rzecz warszawskiej firmy.

Coraz częściej nie ma powodu, dla którego informatyk miałby pojawiać się w swojej firmie. Znam ludzi, którym opłaca się mieszkać w Lublinie, pracować zdalnie i od czasu do czasu przyjeżdżać do Warszawy, by uzgodnić pewne szczegóły.

I konsekwencją przenosin działalności firm poza Warszawę jest stopniowe zrównywanie pensji w regionach z tymi płaconymi w Warszawie? Czy w związku z tym można spodziewać się, że za jakiś czas pensje w regionach będą takie same jak w stolicy?

Tomasz Rostowski

Tomasz Rostowski

J.N.: W niektórych przypadkach już dorównują. Jedna z instytucji finansowych przeniosła część działu informatyki do Olsztyna. Żeby móc ściągnąć tam najlepszych ludzi, musiała zaoferować im pensje podobne do tych, na które mogli liczyć w stolicy. Ten proces będzie się pogłębiał. Zresztą nie wiem, czy wciąż jeszcze można traktować stolicę jako jakiś wyznacznik najwyższych zarobków. Już dziś wiele wymagających projektów IT odbywa się gdzie indziej, a ich uczestnicy są wynagradzani proporcjonalnie do swoich kompetencji, a więc bardzo dobrze.

T.R.: Cały czas musimy pamiętać także o specyfice samego zawodu. Informatycy to generalnie młodzi ludzie, gotowi do częstych zmian, nieprzywiązani niewolniczo do miejsca zamieszkania. Są nastawieni na migrację, na korzystanie z szans. Dość chętnie przenoszą się tam gdzie jest praca. To powoli prowadzić będzie do ujednolicania zarobków.

Z jednym wszak zastrzeżeniem. To zjawisko dotyczyć będzie przede wszystkim dużych ośrodków akademickich, gwarantujących nie tylko obecność młodych inżynierów, ale i całego zaplecza biznesowego. To właśnie tam rozwijają się firmy high-tech. Oczywiście na świecie było wiele prób stworzenia takich ośrodków technologicznych od zera. Ale efekty tych działań były na tyle różne, że regułą pozostaje powstawanie centrów biznesu w sąsiedztwie dobrych uczelni.

J.N.: Mówiąc o wynagrodzeniach, nie możemy zapominać, że tym co przyciąga ludzi do firm nie są tylko pieniądze.

Co zatem składa się na atrakcyjność pracodawcy?

Jacek Nowacki

Jacek Nowacki

T. R.: Przede wszystkim marka firmy i wszystko co się z tym wiąże, a więc także możliwość rozwoju zawodowego. Naprawdę nie jest bez znaczenia to jakim samochodem, z jakim logo firmowym studenci podjeżdżają na piątym roku pod uczelnię.

Druga sprawa to szkolenia. Prawie zawsze podczas rozmowy kwalifikacyjnej ten wątek pojawi się jeszcze przed kwestiami finansowymi. Informatyka to zawód, który wymaga ciągłego dokształcania się i ludzie to wiedzą. Zwłaszcza ludzie młodzi, którzy przez całe studia czują na plecach oddech młodszych kolegów.

J.N.: Czasem gwarancje rozwoju zawodowego mogą nawet zastąpić kwestie finansowe. Tak się dzieje w przypadku administracji, która nie płaci najlepiej, ale daje możliwość stałego podnoszenia kwalifikacji, nawet jeśli polega to jedynie na dostępie do nowoczesnych rozwiązań. Dzięki temu kandydat w kolejnej firmie będzie mógł już oczekiwać wyższej płacy. W ostatecznym więc rozrachunku może mu się przez pewien czas opłacać taka gorzej wynagradzana praca.

T.R.: Co godne podkreślenia, wynagrodzenie to ostatecznie zawsze rachunek ekonomiczny. Jeśli czyjaś praca jest na rynku warta powiedzmy 5 tys. zł, a ktoś oferuje 3 tys., to ta różnica musi być w jakiś sposób wyrównana, np. przez dodatkowe elementy wynagrodzenia.

Na ile duże znaczenie mają te pozapłacowe elementy wynagrodzenia?

J.N.: Minęły już lata 90. Ludzie są nieco bardziej złaknieni stabilizacji w portfelu, dlatego dodatkowe benefity nie mają dziś aż takiego znaczenia.

T.R.: Moda na benefity przyszła z krajów, w których trudno już ludzi motywować pieniędzmi. W Polsce pieniądze wciąż mają znaczenie. Są już jednak grupy zawodowe, gdzie pojawia się coraz częściej problem "w jaki sposób im jeszcze zapłacić?". To nie dotyczy zresztą tylko informatyków.

W niektórych branżach pułap nasycenia pracowników świadczeniami dodatkowymi osiągnął bardzo wysoki poziom. Wymyślenie dla nich kolejnej pozapłacowej formy wynagrodzenia staje się już wyzwaniem.

T.R.: Z czasem wiele świadczeń przestaje być benefitami. Tak stało się z telefonem komórkowym czy samochodem służbowym, które stały się narzędziem pracy. Niestety, także państwo polskie nie ułatwia tworzenia takich dodatkowych form wynagrodzenia, opodatkowując wszystko co się da.

Opodatkowany benefit przestaje być benefitem?

J.N.: Oczywiście. Cała rzecz w tym, by pracownik dostał coś za darmo, a nie płacił za to podatków.

Druga rzecz, która uderza przy analizie wynagrodzeń informatyków, to fakt, że nie odstają one już tak bardzo od zarobków oferowanych innym grupom wykwalifikowanych specjalistów.

T.R.: To prosta konsekwencja kryzysu, jaki miał miejsce w tej branży kilka lat temu. Kiedyś wydawało się, że pensje dla informatyków będą tylko rosnąć, a tymczasem te zaczęły spadać. Ma to także związek z dynamiką samego rynku. Fazę błyskawicznego rozwoju, kiedy trzeba było szybko zinformatyzować wszystko co tylko się da, mamy już za sobą. Nie ma więc potrzeby windowania płac. Sam rynek też już swoje przeżył i firmy nie są tak skłonne, by bez zastanowienia płacić dużo specjalistom.

J.N.: Rynek się już nasycił. Minęły czasy, gdy np. w całym kraju było kilkunastu doświadczonych wdrożeniowców ERP. Dziś informatycy objęli już stanowiska, które mieli objąć w strukturach firm, w wielu przypadkach nie ma już przestrzeni, gdzie mogliby się ruszyć. No chyba żeby zaczęli tworzyć swoje firmy informatyczne.

Jeszcze jeden szczegół, który uderza w tabelach z wynagrodzeniami, to pewne zróżnicowanie wynagrodzeń pomiędzy zdawałoby się bardzo podobnymi firmami. Czyżby był to wynik niewiedzy co do realiów płacowych?

J.N.: Tak było, jest i zawsze będzie. Nie łączyłbym tego z niewiedzą.

To raczej siła każdej organizacji, która często może sobie pozwolić na płacenie stawek odległych od rynkowych.

T.R.: Nawet na rynkach, gdzie istnieje bardzo silna wymiana informacji na temat wynagrodzeń i teoretycznie wszystko jest jasne i powszechnie wiadome, można zaobserwować te różnice. Co ciekawe, te rozbieżności mogą być znaczące, choć różnice w kompetencjach są bardzo niewielkie.

Brzmi to paradoksalnie...

T.R.: Tylko z pozoru. To jak z wyścigami konnymi. "Wielkiej Pardubickiej" nie wygrywa się o trzy długości, ale o końskie nozdrza. Tu jest podobnie. Ten, kto nauczył się minimalnie więcej, może często liczyć na znacząco większe wynagrodzenie.

Co warte podkreślenia, od pewnego momentu wpływ na wysokość wynagrodzenia mają nie tylko umiejętności techniczne. Programista, który oprócz biegłości merytorycznej ma jeszcze pewne kompetencje społeczne, czyli mówiąc żartobliwie nie tylko umie słuchać, ale potrafi także pokazać po sobie, że słucha, ma szanse na znacznie wyższą pensję niż jego kolega, który nie posiadł tych umiejętności. Podobnie jest ze znajomością specyfiki biznesowej. Osoba o takich umiejętnościach może być na wagę złota.

J.N.: Mówiąc o różnicach w wynagrodzeniach, musimy pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Nie każda firma potrzebuje ludzi o najwyższych kwalifikacjach. W wielu firmach technologia odgrywa mniejszą rolę i nie ma potrzeby, by na siłę ściągać do firmy najlepszych, płacąc im najlepsze pensje. Nawet w bankach, które z racji potrzeby szybkiej wymiany informacji muszą zatrudniać względnie dobrych specjalistów, pomiędzy płacami na podobnych stanowiskach są dość duże różnice.

Dr Tomasz Rostkowski i Jacek Nowacki są konsultantami w zakresie HR i strategii wynagrodzeń. Obaj przez lata pracowali w firmie HRK. Od kilku miesięcy prowadzą spółkę ekspercką Institute of Advanced Managment.


TOP 200