Wróżby analityków

Z Charlsem Whitem, wiceprezesem Gartner Group, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Z Charlsem Whitem, wiceprezesem Gartner Group, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

W jaki sposób powstają wasze raporty? Co sprawia, że przewidujecie zaistnienie danego zjawiska, uznajecie pewien trend rynkowy za istotny, a jakąś technologię za mało obiecującą? Co znajduje się między wynikami badań rynkowych a przewidywaniami rozwoju sytuacji w 5-letniej perspektywie: intuicja czy element magii?

Jest to tylko ciężka praca. Korzystamy z trzech podstawowych źródeł danych: rozmawiamy z głównymi informatykami w przedsiębiorstwach, studiujemy dane o opracowanych, przyszłościowych rozwiązaniach, dostarczane przez firmy komputerowe i wreszcie posługujemy się informacjami pochodzącymi ze związanej z nami firmy, która dokonuje analiz finansowych i szacowania perspektywicznych zmian wartości akcji. Ważne są rozmowy z twórcami technologii informatycznych. Staramy się rozmawiać w firmach komputerowych z inżynierami, a nie menedżerami. Nie chcemy być futurologami. Zamiast przewidywania przyszłości, za cel stawiamy sobie wspomaganie naszych klientów - działów informatyki w dużych firmach - w podejmowaniu decyzji. Podejmowaniu ich dzisiaj, a nie w przyszłości! Bo dostarczamy przede wszystkim informacji o bieżącym rozwoju sytuacji.

Poszczególnym zjawiskom i trendom na rynku informatycznym przypisujemy prawdopodobieństwo zaistnienia. Danym zagadnieniem zwykle zajmuje się kilkunastu analityków, a konsens, którego rezultaty są widoczne w naszych raportach, jest rezultatem długich i nieraz zażartych dyskusji prowadzonych w naszej firmie.

Ale czy nie występuje także zjawisko, że sami tworzycie przyszłość, samosprawdzające się przepowiednie, a firmy robią coś, bo tak napisał Gartner?

No cóż, nigdy się nie dowiemy, co by było gdyby... Niektórzy producenci rozmawiają z nami, zanim rozpoczną prace nad nowym rozwiązaniem. Pytają, czego potrzebują i co myślą ich klienci.

Od dawna twierdziliśmy - choć mieliśmy licznych oponentów - że wszyscy producenci baz danych, którzy nie będą wykorzystywać rozwiązań relacyjnych, przestaną się liczyć na tym rynku. I tak się stało, ale przecież nigdy nie dowiemy się, jaki wpływ na rozwój sytuacji miały nasze prognozy.

Jakiekolwiek prognozowanie zawsze niesie ryzyko porażki. Nikt np. nie przewidział tak szybkiego rozwoju World Wide Web. Zapewne i wśród ogromnej liczby scenariuszy rozwoju wydarzeń, jakie można odnaleźć w raportach Gartner Group, nie wszystkie sprawdzają się. Co uważa Pan za waszą największą pomyłkę?

Kiedy IBM wprowadzał na rynek system OS/2, w czasach gdy niewielu użytkowników miało Windows 3.0, uznaliśmy, że produkt IBM będzie miał ogromne znaczenie i zdominuje rynek. Wkrótce szef działu PC w IBM zginął w katastrofie lotniczej. Na jego miejsce przyszli nowi ludzie, którzy wprowadzili odmienną strategię rynkową. W rezultacie nasze przewidywania - jak powszechnie wiadomo - nie sprawdziły się...

Jak ważny dla Gartner Group jest rynek Europy Środkowej i Wschodniej? Czy otworzycie w naszym kraju niezależne przedstawicielstwo?

Nasze obroty na tym rynku są wciąż niewielkie: cała wschodnia i środkowa Europa, razem z Rosją i Ukrainą, stanowi mniej niż jeden procent naszych obrotów. Nie dziwi to zresztą, jeśli spojrzy się na dane dotyczące podziału światowego rynku informatycznego. Wyglądają bardzo podobnie - cały rejon stanowi nie więcej niż jeden procent obrotów.

Liczby te będą się jednak zmieniać, bo musicie intensywnie inwestować w informatykę. A przedstawicielstwo? Może kiedyś w przyszłości... Na razie współpracujemy z firmą .

Wiele osób nie pochwala tego, twierdząc, że Hogart nie zajmuje się wyłącznie konsultingiem. Budzi to podejrzenia o niejawny przepływ do Hogarta klientów, którzy w Polsce pierwotnie zwrócili się do Gartnera.

W podpisanym z Hogartem kontrakcie duży nacisk położyliśmy na etykę zachowań. Gartner w Polsce ma osobny pokój w siedzibie Hogarta i jedną osobę, która zajmuje się wyłącznie naszą firmą. Jeśli któryś z naszych klientów rzeczywiście chciałby skorzystać z usług Hogarta, to mówimy mu, żeby zwrócił się do kogoś innego. W chwili, gdy stwierdzilibyśmy jakiekolwiek nadużycia, natychmiast zerwiemy współpracę. Hogart wie o tym bardzo dobrze. Mieliśmy już niestety taki przypadek w Czechach.

Jeśli w danym kraju rynek informatyczny staje się odpowiednio duży, zaczynamy szukać tam lokalnego partnera. Swojego dystrybutora w Polsce szukaliśmy przez ogłoszenia prasowe. Zgłosiło się kilka firm. Wybraliśmy Hogarta. Konkurencyjne firmy mogą więc być niezadowolone.


TOP 200