Wolność i odpowiedzialność

Z profesorem Andrzejem Zollem, rzecznikiem praw obywatelskich, rozmawiają Andrzej Gontarz i Sławomir Kosieliński.

Z profesorem Andrzejem Zollem, rzecznikiem praw obywatelskich, rozmawiają Andrzej Gontarz i Sławomir Kosieliński.

"Po co mi ta cała wolność, skoro nie mam co do garnka włożyć" - takie stwierdzenie można dzisiaj często usłyszeć z ust ludzi, którzy żyją w ubóstwie, mają problemy z zaspokojeniem swoich podstawowych potrzeb życiowych. Takie postawy nie są rzadkie, chociażby w środowiskach, których sytuacja ekonomiczna pogorszyła się w wyniku transformacji społeczno-gospodarczej w naszym kraju, np. wśród byłych pracowników PGR-ów.

Wolność i odpowiedzialność

prof. Andrzejem Zollem

Nie zgadzam się z tezą, że dla zwykłych ludzi problem wolności nie jest istotny. Osoby na terenach popegeerowskich mają rzeczywiście trudności z zaspokojeniem swoich podstawowych potrzeb bytowych, ale to jest też problem wolności - od nędzy, biedy, kłopotów, które godzą w godność człowieka.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej mówi o przyrodzonej i niezbywalnej godności i wolności człowieka, która jest źródłem wszelkich innych jego praw. Godność nie jest nam przez nikogo nadana, jest fundamentalnym składnikiem naszego człowieczeństwa.

W innym artykule konstytucji zostało przywołane pojęcie dobra wspólnego, na którym opiera się odpowiedzialność - za swój kraj, za własną społeczność lokalną, za rodzinę.

Nasza redakcja organizuje w kwietniu konferencję pod hasłem "Wolność i bezpieczeństwo". Jak, Pana zdaniem, wyglądają relacje między tymi aspektami ludzkiego życia w dzisiejszym świecie?

Nie chciałbym zestawiać wolności i bezpieczeństwa. Wolę mówić o wolności i odpowiedzialności. Wolność i odpowiedzialność to dwie strony tego samego zjawiska. Tak jak prawo łączy się nierozerwalnie z obowiązkiem, tak samo wolność z odpowiedzialnością.

Im więcej mamy wolności, to tym większa spada na nas odpowiedzialność. Gdy mamy ograniczoną wolność, to i mniejszą odpowiedzialność. Dlatego tak bardzo się boimy wolności. Bardzo interesująco o naszym strachu przed wolnością pisał ksiądz Józef Tischner. Człowiek chętnie rezygnuje z części wolności, by nie brać na siebie odpowiedzialności - za siebie samego, za innych.

To bardzo groźna i niestety powszechna w naszym kraju postawa. Nie jesteśmy do odpowiedzialności przygotowani. Wolimy to zrzucić na innych, na instytucje czy organizacje. Niech inni dbają o mnie, ja się tego nie podejmuję.

Czy taka postawa dotyczy tylko polskiego społeczeństwa, czy też występuje na dużą skalę również w innych krajach europejskich?

To nie jest dzisiaj tylko problem Polski. Nasza sytuacja jest jednak szczególna. Mamy poważne problemy z odpowiedzialnością za państwo. Nie nauczyliśmy się jej, bo gdy się kształtowały nowożytne państwa, to my byliśmy pozbawieni wolności. W okresie totalitaryzmu też nie korzystaliśmy ze swobód, które były udziałem ludzi w państwach wolnych i demokratycznych.

I to pomimo tego, że swobody obywatelskie i prawa człowieka były w konstytucji PRL-u zapisane grubymi literami.

Do 1989 r. obywatele nie mieli po co odwoływać się do konstytucji. To była czysta deklaracja, dokument ten nie miał żadnego charakteru normatywnego. Taką rolę pełnił tak naprawdę do 1986 r., do momentu powołania Trybunału Konstytucyjnego. Wtedy pojawiły się prawne środki egzekwowania zapisów konstytucji.

Administracja często jednak jeszcze przedkłada własne interesy nad przysługujące obywatelom z mocy konstytucji prawa. Na przykład odmowa udzielenia informacji jest motywowana przez urzędników względami bezpieczeństwa państwa.

To prawda, ale obywatel ma dzisiaj do dyspozycji instrumenty służące do egzekwowania należnych mu praw. Nie jest sam w walce z aparatem państwa. Mamy sądownictwo administracyjne, mamy urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, mamy ustawę o dostępie do informacji publicznej. Wiele spraw z tego zakresu udaje nam się wygrywać. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji odmówiło niedawno jednemu z dziennikarzy udzielenia informacji na temat wysokości emerytury generała Kiszczaka. Po naszej interwencji wiadomość ta została udostępniona. Informacja o wysokości emerytury ze środków publicznych jest informacją publiczną. Nie można się tutaj zasłaniać Ustawą o ochronie danych osobowych.

W jakich momentach ludzie przypominają sobie o przysługujących im z mocy prawa swobodach i domagają się ich egzekwowania?

Świadomość prawna Polaków jest bardzo mała - i to zarówno w odniesieniu do praw, jak i obowiązków. Dla jej podniesienia potrzebne są działania edukacyjne. Duże znaczenie mają w tym zakresie również ruchy obywatelskie. Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich wydało np. "Kodeks dobrej administracji". Powinni się z nim zapoznać zarówno urzędnicy, jak i obywatele.

Ograniczeniu ze strony administracji publicznej ulega też niejednokrotnie wolność gospodarcza. Urzędnik decyduje o warunkach udziału firm w przetargu, powołując się na przykład na Ustawę o informacji niejawnej.

Konstytucyjną zasadą w naszym kraju jest jawność życia publicznego. Sytuację prawną w tym zakresie mamy dobrą, zła jest praktyka w sferze funkcjonowania administracji. W Konstytucji RP jest mowa zarówno o dostępie do informacji publicznej, jak i o wolności gospodarczej. W przypadku przetargu muszą być jasne, przejrzyste warunki uczestnictwa, urząd musi powiedzieć, jakie były przesłanki wyboru tej a nie innej firmy, w tym zakresie informacje nie mogą być w żaden sposób chronione.

Ustawa o ochronie informacji niejawnej określa wąski zakres spraw i sytuacji, w których ze względu na bezpieczeństwo państwa informacja nie może być udostępniona. Urzędnicy często jednak nadużywają tych zapisów. Podobnie jak przepisów Ustawy o ochronie danych osobowych. Ta ustawa najczęściej stanowi osłonę w razie odmowy udzielenia informacji związanej ze sferą publiczną.


TOP 200