Walka trwa

Z Józefem Halbersztadtem, ekspertem patentowym z Urzędu Patentowego RP, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Z Józefem Halbersztadtem, ekspertem patentowym z Urzędu Patentowego RP, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Czy można w Polsce opatentować program komputerowy?

Oczywiście, nie. Szczegółowe zasady patentowania określa u nas rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów - zawarte w nim wytyczne są w tej materii jasne. Całkiem niedawno - ku irytacji rzeczników patentowych reprezentujących w Polsce IBM i Philipsa - odrzuciliśmy ważne dla nich zgłoszenia patentowe. W tym rozporządzeniu wzorowano się na dawnych rozwiązaniach niemieckich, ta bowiem "szkoła patentowa" była nam zawsze najbliższa.

1 września br. odbędzie się głosowanie nad unijną dyrektywą dopuszczającą patentowanie oprogramowania, co ostatecznie zmieni również nasz porządek prawny.

Józef Halbersztadt

Józef Halbersztadt

Nie przeceniajmy znaczenia tej daty. To bowiem tylko upublicznienie procesu legislacyjnego mającego na celu legitymizację wątpliwej działalności Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO). Zresztą proces ten w przypadku Parlamentu Europejskiego wygląda nieco inaczej niż w przypadku zwyczajnych parlamentów.

Przyjęcie dyrektywy wydaje się jednak prawie pewne.

Niekoniecznie. Wiele zależy od tego, jakie stanowisko zajmie bardzo wpływowa partia europejskich socjalistów i socjaldemokratów, w niej zaś opinie są mocno podzielone. Do tej pory zgłoszono kilkadziesiąt poprawek do dyrektywy, zaś jeśli zbyt daleko zmienią one jej treść, to zapewne Rada Europy po prostu ich nie zaakceptuje.

Jeśli zaś dyrektywa przejdzie, to nie sądzę, by środowiska programistów się poddały. Raczej wykorzystają ten moment do odwołania się do szerokiej opinii publicznej. Znaczenie debaty dotyczącej tej dyrektywy wychodzi znacznie poza obszar branży informatycznej. Od tego, jak silne jest oddziaływanie dużych organizmów gospodarczych na obowiązujące w Europie prawo, zależy przyszłość funkcjonowania Unii. Kwestia tego oddziaływania jest zaś kluczowa dla patentowania programów.

Kto chce tego patentowania?

Można mówić o całym kompleksie biznesowo-prawnym, któremu tradycyjnie przewodzi IBM. Obecny szef działu patentowego europejskiego IBM, Fritz Teufel, jest bardzo dumny z tego, że IBM wpierw doprowadził do zmiany praktyki działania EPO, a potem wpłynął na praktykę niemiecką, także sądową. Notabene Fritz Teufel publicznie mówił już w połowie lat 90., że polski urząd jest zacofany i trzeba go zeuropeizować.

Pierwsza próba legitymizacji nowej praktyki EPO zakończyła się w 2000 r. całkowitym niepowodzeniem. Spowodowała jednak konsolidację środowisk open source w skali europejskiej, które obecnie przewodzą oporowi przeciwko patentowaniu oprogramowania. Wówczas w Komisji Europejskiej powstał pomysł przeprowadzenia sterowanych konsultacji. Również one wymknęły się spod kontroli, zasadniczo przynosząc efekt negatywny. Od tego momentu zwolennicy dyrektywy zaczęli się posługiwać pojęciem "większości ekonomicznej". Wyszło szydło z worka, że za przyjęciem nowych rozwiązań stoją duże koncerny IT.

Rzecznicy patentowi na ogół również popierają pomysł patentowania oprogramowania, twierdząc, że w oprogramowaniu nie ma znowu niczego takiego szczególnego, że jest ono tylko częścią techniki.

Dlaczego mają nie popierać, skoro z patentów żyją? W większości krajów to dość majętna i wpływowa grupa, nic więc dziwnego, że udaje się jej doprowadzać do zmiany praktyki działania lokalnych urzędów patentowych. Nie inaczej stało się w przypadku Europejskiego Urzędu Patentowego. Teza, że działania EPO w odniesieniu do oprogramowania są wyważone, nie znajduje potwierdzenia w praktyce. Wystarczy przypomnieć, że urząd ten udzielił patentu na algorytm kompresji obrazów JPEG, a ostatnio nawet na sprzedaż w Internecie w stylu Amazona.


TOP 200