Tęsknota za drugim człowiekiem

Z profesorem Wojciechem Bursztą, kierownikiem Katedry Antropologii Kulturowej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, rozmawia Andrzej Gontarz.

Z profesorem Wojciechem Bursztą, kierownikiem Katedry Antropologii Kulturowej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, rozmawia Andrzej Gontarz.

Widać już coraz wyraźniej, że Internet nie spełnił wszystkich pokładanych w nim nadziei. Nie spowodował większej demokratyzacji życia społecznego, nie przyczynił się do zwiększenia otwartości komunikacji społecznej. Równie dobrze rozwija się w demokratycznej Europie, jak i w autorytarnych Chinach. Jak korzystanie z Internetu wygląda dzisiaj z perspektywy antropologii kulturowej?

Warto tutaj zauważyć, że oprócz nadziei były na początku i obawy, na przykład, że Internet spowoduje atomizację życia społecznego. One też się nie sprawdziły.

Po pierwszej euforii i obawach o skutki oddziaływania na tradycyjnie rozumianą kulturę, Internet stał się jednym z głównych tematów badawczych w obrębie antropologii kulturowej - traktowany jest jednak w swoisty sposób. Abstrahuje się tu od ogólnych rozważań typu: co sieć z nami robi? Pokazuje się raczej, jak staje się częścią ludzkiego życia, częścią naszej kulturowej aktywności, jak staje się np. narzędziem walki o nowe interesy etniczne czy kulturowe.

Jednymi z pierwszych, którzy docenili potęgę Internetu i potrafili ją skutecznie wykorzystać, byli Indianie północnoamerykańscy, w szczególności plemię Oneida. Ich doświadczenia wykorzystali potem przedstawiciele innych kultur tubylczych. Internet okazał się bowiem najlepszym sposobem integracji ludów z plemienia Oneida. Jego rozproszeni po całym świecie przedstawiciele mogli się z sobą łatwo komunikować i podejmować skuteczne, wspólne działania. W ten sposób udało im się stworzyć ujednolicony język literacki, wytworzyć elitę kulturalną. Potrafili też skutecznie oddziaływać na administrację amerykańską, by pozyskać niezbędne informacje, jednak już jako "naród Eneida". Za ich przykładem poszło potem wiele innych grup etnicznych.

Czy rola Internetu nie jest w tym przypadku przeceniana? Czy bez Internetu te procesy integracyjne nie byłyby możliwe? Niektórzy twierdzą, że dzięki Internetowi możliwe było zjednoczenie się społeczności kaszubskiej. Moim zdaniem, Internet wpisał się po prostu bardzo dobrze w zapoczątkowany już wcześniej, możliwy dzięki sprzyjającym okolicznościom społeczno-polityczny proces odnowy świadomości etnicznej Kaszubów.

Tęsknota za drugim człowiekiem

Przemiany te nie sprowadzają się, oczywiście, tylko do Internetu. Ważna jest jednak rola, jaką ta nowa technologia w nich odgrywa. Dzięki Internetowi zjawiska integracji etnicznej, społecznej czy kulturowej na pewno uległy przyspieszeniu. Ludzie mogą łatwiej i szybciej porozumiewać się ze sobą, przekazywać sobie potrzebne informacje. To pierwszy, poważny krok do spotkań i działań w realnym świecie. W Polsce bardzo wiele grup etnicznych i mniejszości narodowych - m.in. Ormianie, Tatarzy, Karaimi, Łemkowie - ma swoje strony internetowe, które pełnią bardzo ważną funkcję skrzynki kontaktowej, ułatwiają członkom tych społeczności dostęp do informacji o tym, co dla nich ważne.

Internet jest dzisiaj stymulatorem wielu zjawisk społecznych, co nie znaczy, że jest ich jedyną przyczyną czy źródłem wszystkich przemian. Wiele rzeczy dzieje się równolegle z działaniami w sieci. Internet przyczynia się do kształtowania świadomości kulturowej, poczucia tożsamości narodowej i dumy z przynależności do społeczności etnicznej. Nie osłabia to jednak rozwoju gazet, audycji radiowych czy programów telewizyjnych, które mają podobny cel. Internet nie zawłaszczył wszystkich form komunikowania się ludzi między sobą, dał jedynie nowe, nieistniejące do tej pory możliwości.

Jeżeli chodzi o Kaszubów, to nie są i nigdy nie byli społecznością tak zatomizowaną jak Indianie Oneida. Poza tym, nie byli nigdy społecznością całkowicie odmienną od reszty otoczenia. Mają odrębny język, ale nie całe dziedzictwo kulturowe. Silna tendencja do powrotu do przeszłości, szukania swoich korzeni charakteryzuje dzisiaj przede wszystkim grupy małe, o wyraźnej odrębności etnicznej. Tatarzy czy Ormianie w naszym kraju to jednak nie to samo co Kaszubi czy Ślązacy.

Ci ostatni dążą do tego, by stać się mniejszością etniczną, ale akurat tutaj wpływ Internetu nie jest zbyt widoczny. Wykorzystanie Internetu nie wpłynęło w żaden zauważalny sposób na wyniki referendum. Tu głosowali w większości ludzie bez dostępu do Internetu, informacje docierały do nich głównie przez prasę, kontakty z innymi osobami, poglądy kształtowały się w społecznościach lokalnych i w rodzinie.

Czy Internet może odegrać znaczącą rolę w życiu politycznym, na przykład w kampanii wyborczej jako element aktywizacji obywatelskiej wyborców?

Internet stał się źródłem manifestacji wszelakich doznawanych i świadomie konstruowanych podziałów, źródłem ekspresji kultur, ras, grup o pochodzeniu mniejszościowym. Z drugiej strony pojawiły się w sieci różne nowe, niszowe tzw. nowoplemiona, które - na dłuższy lub krótszy czas - skupiają się wokół wspólnie wyznawanych wartości, choć bez względu na usytuowanie terytorialne. W tym sensie w Internecie jest obecny walor demokratyzacji. Uobecnia się on właśnie w możliwości werbalizowania własnej różnicy kulturowej.

Internet staje się też ważnym obszarem aktywizacji społecznej, miejscem inicjatyw społecznych, bezcennym źródłem informacji obywatelskiej. Na przykład w Poznaniu po decyzji władz uniemożliwiającej "paradę równości" w sieci ujawniły się wszelkie możliwe grupy i środowiska protestujące przeciwko takiej postawie czynników oficjalnych. Internet stał się miejscem zjednoczenia wszystkich, którzy domagają się przestrzegania swobód obywatelskich, miejscem wymiany poglądów, przedstawiania opinii.

Przy okazji wyborów prezydenckich i parlamentarnych oraz ich wyników mieliśmy z kolei do czynienia z renesansem folkloru politycznego. To też swoisty rodzaj manifestacji postaw i poglądów na świat polityki. Bez Internetu trudno by było o taką łatwość i skalę tego rodzaju wypowiedzi.

Statystyki mówią, że z Internetu korzystają głównie ludzie młodzi. Czy to oznacza, że można spodziewać się w przyszłości nowej jakości w aktywności obywatelskiej społeczeństwa?

Wśród młodych ludzi zauważalne jest coraz bardziej pragmatyczne podejście do Internetu - bez żadnego ideologicznego zadęcia, bez zbędnych haseł i euforii. Studenci nie kupują książek w księgarniach, tylko na Allegro - nie dlatego, że zauroczyła ich wizja uczestniczenia w nowoczesnym handlu elektronicznym, ale tak jest po prostu taniej, a do tego nie trzeba się nachodzić po sklepach. W sieci jest też coraz więcej zabawy, coraz więcej kontaktów. Czy można więc wyobrazić sobie skrzyknięcie tych ludzi do jakichkolwiek działań społecznych bez udziału Internetu?

Czy to przyniesie poważne zmiany w relacjach społecznych, w sposobach kontaktowania się ludzi między sobą?

Charakter relacji społecznych się zmienia. Nie sprawdzają się jednak czarne scenariusze, że Internet tworzy pokolenie socjopatów, którzy czują się lepiej przed ekranem komputera niż w kontaktach twarzą w twarz. Ta nowa, sieciowa, wirtualna forma komunikacji rodzi, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, tęsknotę za spotkaniem z drugim człowiekiem, tęsknotę za żywymi ludźmi. Chętnie korzystamy z komputera, aby umówić się na spotkanie, ale zdecydowanie wolimy, aby było to spotkanie w świecie rzeczywistym niż w cyberprzestrzeni. Nie zaprzestaniemy korzystania z Internetu jako kolejnego, dodatkowego medium komunikacyjnego, ale też nie wyzbędziemy się nawyków i tęsknot do zachowań sprzed ery Internetu, do spotkań i kontaktów z prawdziwymi ludźmi.


TOP 200