Szok technologiczny

Z prof. dr. hab. Janem Malickim, dyrektorem Biblioteki Śląskiej w Katowicach, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z prof. dr. hab. Janem Malickim, dyrektorem Biblioteki Śląskiej w Katowicach, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Powstanie nowego gmachu Biblioteki Śląskiej w Katowicach, w którym na tak ogromną skalę zastosowano technologie informatyczne, jest dla mnie szokiem. Nie przypuszczałem, że będę mógł korzystać w Polsce z takiej książnicy jeszcze w tym stuleciu. Wyobrażam sobie zatem, co przeżywają, zwłaszcza starsi, pracownicy Pana instytucji... Nazwijmy to szokiem technologicznym.

Szok kojarzy się zawsze z zakłóceniem pewnego ustalonego rytmu życia i pracy. Biblioteka należy do tych instytucji, gdzie tradycja i rutyna są elementem stałym i niezmiennym. Im bardziej biblioteka jest spatynowana i nie ulegająca żadnym zmianom, tym jest to właściwie komplement dla niej. W naszej bibliotece już kilkakrotnie przeżywaliśmy szok technologiczny. Po raz pierwszy, gdy w 1990 r. pojawiła się kserokopiarka, po raz wtóry - kiedy ustaliliśmy, że nowo zbudowana biblioteka będzie funkcjonować na zupełnie innych zasadach.

Rzeczywiście, na początku podchodzono z dystansem do koncepcji totalnej informatyzacji naszej książnicy. Objawiało się to w różny sposób, np. wszyscy milczeli na temat nadchodzącej przyszłości. Była taka blokada psychiczna. Właściwie tylko kilka osób miało przekonanie, że to się uda, m.in. dlatego że w ponad stukilkudziesięcioosobowym zespole więcej było ludzi starszych (40-60 lat). W tej chwili odmładzamy kadrę i mamy już dość liczną grupę pracowników w wieku 24-30 lat.

Aby utrzymać ten kierunek, założyliśmy, że do pracy przyjmujemy wyłącznie ludzi z wyższym wykształceniem, znajomością obsługi komputera i języków obcych. Nie dotyczy to tylko magazynierów.

Jednak pojawiły się problemy z dostosowaniem do nowego, zrewolucjonizowanego otoczenia. Jak sytuacja przedstawia się dzisiaj?

Najważniejsze jest to, że coraz więcej naszych pracowników potrafi poradzić sobie z szokiem o podłożu psychologicznym, przekraczają barierę technologiczną i na co dzień pracują w zinformatyzowanym środowisku. Wydaje mi się, że za dużo jest myślenia w kategoriach mitycznych o maszynie, którą możemy posługiwać się na odległość. To jest przyczyną, że pracownicy nabierają takiego dystansu do nowoczesnej technologii. Lecz są ludzie młodsi, dla których komputery to rzecz naturalna. Czas pozwoli na przystosowanie się wszystkim do nowych warunków pracy, zbliżonych stylem do nowoczesnego banku czy firmy usługowej, niż do stereotypowego wyobrażenia o siermiężnej bibliotece.

Biblioteka Śląska wyznacza więc nowy standard świadczenia usług w dziedzinie informacji, dokonując przeskoku technologicznego z poziomu mozolnego, ręcznego wypełniania rewersów na komputerowy obieg zleceń.

Tak! Zresztą, w bibliotekach przeskok technologiczny najlepiej oddają katalogi: początkowo karty biblioteczne wypełniano ręcznie, potem na maszynie do pisania, aż wykonuje się to komputerowo. Stąd już krok do elektronicznego obiegu danych.

Lecz czy czytelnicy poradzą sobie z nową technologią?

Studenci nie mają żadnego problemu z korzystaniem z systemów informatycznych. Tyle że czytelnikami biblioteki nie są jedynie młodzi ludzie, ale też starsi, obeznani bardziej z katalogiem papierowym niż komputerowym. To im musimy pomóc przełamać barierę przed kontaktem z komputerem.

Jaka jest misja odrodzonej biblioteki?

Stawiamy na szybkość informacji. Wyjmowanie książek z półek, czytanie, a potem ich odkładanie jest zbyt czasochłonne. Czytelnicy chcą jak najszybciej dotrzeć do informacji i taką usługę zamierza świadczyć Biblioteka Śląska.


TOP 200