Skąd się bierze zdrada?

Z Tomaszem Byzią, prezesem i założycielem spółki doradczej StrictWise, rozmawia Krzysztof Frydrychowicz.

Z Tomaszem Byzią, prezesem i założycielem spółki doradczej StrictWise, rozmawia Krzysztof Frydrychowicz.

Od kilkunastu lat jest Pan uczestnikiem rynku informatycznego, a studia nad etyką to jedno z Pańskich zainteresowań. Czy w Pana ocenie wraz z dojrzewaniem rynku IT i jego stabilizacją następuje wzrost zaufania między partnerami? Wydarzenia z ubiegłego tygodnia (konflikt IBM z ComputerLandem - przyp. red.) mogłyby sugerować, że jest zgoła odwrotnie.

Tomasz Byzia

Tomasz Byzia

Nie odpowiem wprost, bo wszelka próba generalizacji byłaby nieuprawniona. W mądrych podręcznikach jest napisane, że w biznesie dopuszcza się drobne grzechy, ale w przypadku długofalowej współpracy firm pożądane jest stosowanie zasady wzajemności. Faulując partner musi wiedzieć, że czeka go riposta. Dopóki ta wymiana ciosów odbywa się w granicach rozsądku, jest postrzegana jako gra rynkowa lub negocjacje o zaostrzonym przebiegu.

Proszę jednak pamiętać, że rynek informatyczny w Polsce kurczy się. Gra radykalnie się zaostrza. Duże pieniądze zarabia się na dużych kontraktach zarezerwowanych dla elity. Na niższym szczeblu trwa zażarta walka o każde zamówienie. Obowiązkiem przedsiębiorcy jest myśleć o własnym przetrwaniu, a nie o sukcesie partnera, bo w biznesie obowiązuje fundamentalna zasada - "follow the money".

Tylko że podejmując decyzję o nieetycznym zachowaniu wobec partnera, przedsiębiorcy powinni brać pod uwagę jej długofalowy koszt i skutki dla firmy, a nie tylko doraźne korzyści z jednego kontraktu. A to już nie tylko etyka, ale czysta ekonomia.

Jak ewoluuje partnerstwo?

Oceniam, że na poziomie operacyjnym zasady partnerstwa między polskimi firmami IT są już dojrzałe. Firmy na ogół wiedzą jak pozyskać partnerów, wspólnie wypracować kontrakt, zrealizować projekt. Mniej dojrzałe jest partnerstwo w aspekcie stricte biznesowym. No cóż, skoro rynek się nasyca i coraz trudniej pozyskać wartościowy kontrakt, więc decyzja o zdradzie partnera niektórym może przyjść łatwiej.

Zresztą ta sytuacja często jest kreowana przez system motywacyjny organizacji zmuszający np. handlowców do wyrobienia "targetów" sprzedaży pod groźbą utraty pracy.

Jak Pan ocenia skalę nieuczciwości w biznesie?

Odpowiem tak: skala nieuczciwości jest taka, na jaką pozwala system gospodarczy, w którym żyjemy. Jeśli są w nim luki, które umożliwiają czerpanie dużych zysków z działań "pozamerytorycznych", zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie potrafił oprzeć się pokusie.

Czy myśli Pan, że zagraniczne korporacje wliczają w koszty to, że w krajach takich jak Polska mogą spotkać się z podwyższonym ryzykiem nieuczciwości?

Znam firmy, które posługują się systemami punktowymi pomocnymi w ocenie ryzyka prowadzenia biznesu w danej części świata. Efektem pracy tych systemów są tabele informujące np. o tym z jakim udziałem czynnika korupcyjnego należy liczyć się w Polsce, Rosji, Niemczech. Te systemy to próba minimalizowania ryzyka, a nie jego "finansowania". Nie wierzę, że dojrzały i świadomy menedżer milcząco zaakceptuje fakt, że np. 5% przychodu w skali roku będziemy tracić na danym rynku tylko dlatego, że w pozycji "Uczciwość partnerów" jest 5 a nie 7 pkt. jak w innych regionach świata. Zarządzanie ryzykiem, także "nieuczciwości", to zadanie menedżerskie.

Czy zna Pan przypadki zagranicznych firm, które po zetknięciu z naszą kulturą uznały, że nie potrafią tu prowadzić interesów i zwinęły się z Polski?

Tak, ale co znamienne nie były to duże firmy. Praca w korporacji na swój sposób odczłowiecza, bo korporacje są bezosobowe. Są menedżerowie, w oczach których interes korporacji często usprawiedliwia kompromisy, na co ten sam człowiek w prywatnym życiu nigdy by się nie zgodził.

Załóżmy, że w relacji dwóch firm doszło do poważnego nadużycia zaufania. Sprawa jest poważna, padły mocne słowa. Czy możliwe jest pojednanie? Czyli muszą się zmienić ludzie, żeby firmy na nowo zaczęły rozmawiać?

Tak samo jak w życiu. Najważniejszy jest aspekt ludzki, ktoś się z kimś pokłócił, ktoś kogoś zawiódł. Zmiany personalne raczej nie wystarczą. Małym firmom zwykle nieczystości uchodzą płazem, o ile w ogóle ktoś się o nich dowie. Co innego w dużych, dobrze wyeksponowanych spółkach giełdowych. Tutaj dochodzą do głosu czynniki zewnętrzne. Trzeba brać pod uwagę, co rynek i klienci powiedzą na to, że zwaśnione firmy znowu kooperują. Jak ocenią ich wiarygodność.

Czy Pańskim zdaniem branża informatyczna w Polsce jest w jakiś szczególny sposób dotknięta plagą korupcji i nieuczciwości?

W tej kwestii informatyka nie wyróżnia się niczym szczególnym. Tyle że nawet jeśli nieuczciwość i korupcja nie są tak powszechne jak się czasem podnosi, to i tak jest to zjawisko wyniszczające. Nawet minimalny poziom korupcji jest szkodliwy dla przedsiębiorczości. Każda nieuczciwa jednostka zakłóca system i zmusza do nieuczciwości innych uczestników rynku, którzy są postawieni przed dylematem - dać i zarobić czy też zachować się uczciwie, skazując siebie i pracowników firmy na niepewny los w walce o przetrwanie. Znam ludzi, którzy musieli takim paskudnym dylematom sprostać.

Powiedziałem, że branża IT nie jest ani lepsza, ani gorsza od innych, ale jest pewien istotny element, który potencjalnie może sprzyjać snuciu podejrzeń wokół informatyki. Informatyka jest droga, a co więcej jej wartość jest przeszacowana. Informatycy zarabiają dużo, niektórzy twierdzą nawet że za dużo. Branża usług informatycznych wciąż operuje na stosunkowo wysokich marżach. Tu może kryć się źródło nadużyć, kiedy dwie identyczne usługi można skrajnie różnie wycenić.


TOP 200