Rozmowa z Marcinem Francem, mentorem zespołu CodeRaiders, reprezentującego Polskę na finałach Imagine Cup 2011 w kategorii inżynieria oprogramowania

Na co dzień jest menedżerem projektów w korporacji zajmującej się produkcją samochodowych systemów nawigacyjnych i doktorantem w Katedrze Mikroelektroniki i Technik Informatycznych Politechniki Łódzkiej.

O ROLI MENTORA

Kiedy byłem studentem, istniała co prawda możliwość startu w konkursie Imagine Cup, ale brakowało osób, które miałyby ochotę poprowadzić zespół tak, jak robi się to w przypadku komercyjnych projektów informatycznych. Znanym problemem polskiego systemu oświaty jest duża rozbieżność między rzeczywistością akademicką a biznesową. Z tą drugą nawiązałem kontakt już na samym początku studiów, więc przez prawie pięć lat miałem możliwość weryfikacji tego, jak realizuje się projekty na uczelni, a jak wygląda to w firmach IT. Różnica nie dotyczy jedynie używanych języków programowania czy technologii, ale metod zarządzania projektem czy prowadzenia zespołu. Chciałem, aby moi obecni studenci mieli ułatwiony start w firmach, w których będą w przyszłości pracować, więc w grudniu 2010 r. wywiesiłem na uczelni plakaty z zaproszeniem na spotkanie organizacyjne. Stawili się Błażej Rybczyński, Dominik Dereń, Michał Skuza i Piotr Jaszczyk. Daje to pewne wyobrażenie o zainteresowaniu pozostałych studentów jakąkolwiek działalnością "ponadprogramową". Na szczęście cała czwórka - do której dołączył po pewnym czasie Michał Orzełek, grafik - okazała się posiadać zarówno entuzjazm, jak i umiejętności niezbędne do wygrania polskich finałów konkursu. Oparliśmy się na metodyce SCRUM, wymagającej jedynie wstępnego określenia priorytetów, a następnie rozwijania funkcjonalności systemu w kolejnych iteracjach przy okresowej weryfikacji wcześniejszych założeń, tak aby dostarczona funkcjonalność była jak najbardziej zbliżona do tej, której oczekuję użytkownik końcowy. Po trzech miesiącach mieliśmy gotowy prototyp.

O CIEKAWEJ PRACY PO INFORMATYCE

W dziedzinie programowania Polska stała się centrum outsourcingowym dla Europy Zachodniej. Ta sytuacja ma swoje dobre strony, ale zlecane zadania są często odtwórcze i powtarzalne. O ciekawe projekty łatwiej jest na uczelniach, lecz tam z kolei często szwankuje finansowanie. Microsoft Imagine Cup jest świetną okazją, aby zrobić coś ciekawego, rozwiązać rzeczywisty problem, poczuć, że jest się potrzebnym. Budując LifeCircle+ staraliśmy się stworzyć system, który pomoże każdemu z nas.

O LIFECIRCLE+

LifeCircle+ to nowoczesny, rozproszony system pozwalający rozwiązać najważniejsze problemy, z którymi boryka się krwiodawstwo na całym świecie. Zaledwie około 6% światowej populacji regularnie oddaje krew, pomimo iż 60% z nas jest do tego zdolnych. Krew potrzebna jest średnio co siódmej osobie, która trafia do szpitala, a co trzeci z nas będzie wymagał transfuzji przynajmniej raz w życiu. Dlatego pierwszym filarem LifeCircle+ jest serwis społecznościowy promujący ideę krwiodawstwa. Drugi problem to brak centralnej bazy danych dla centrów krwiodawstwa. Jako łodzianinowi będzie mi trudno oddać krew podczas urlopu w Gdańsku, nawet gdyby była tam ona niezbędna. A zatem drugi filar to centralna baza danych sprzężona z systemem, który pozwala zlokalizować dawców przebywających na danym obszarze i wysłać na ich telefony komórkowe zaproszenie na tzw. "ekspresową donację". Taka globalna baza mogłaby powstać nawet na skalę europejską, co zresztą nie jest czystą abstrakcją, lecz zostało zaproponowane również przez Minister Zdrowia Ewę Kopacz. Wystarczy nagła epidemia - jak ta, z którą mieli ostatnio do czynienia Niemcy - aby uzmysłowić sobie, jak szybko w cywilizowanym kraju może zabraknąć krwi. W przyszłym roku mamy Euro 2012, które również trzeba zabezpieczyć w krew. Trzeci filar LifeCircle+ to zlokalizowany w chmurze nowoczesny system obliczeniowy pozwalający optymalnie zorganizować logistykę transportu krwi, dokonywać symulacji zapotrzebowania, oraz "zarządzać" zarejestrowanymi dawcami.

O SZANSACH NA WDROŻENIE

Konkurs ImagineCup polegał na stworzeniu prototypu, który dowiódł, że nasza koncepcja jest możliwa do realizacji. Teraz staram się zainteresować nią ludzi mających wpływ na polską służbę zdrowia. Być może, pomimo charakterystycznych dla naszego kraju przeciwności biurokracyjno-legislacyjnych, uda mi się przekonać odpowiednie osoby, iż taki system jest niezbędny w Polsce, Europie, a tak naprawdę na całym świecie.


TOP 200