Rozbudowa cyfrowych kompetencji państwa

Z dr. Nikodemem Bończa Tomaszewskim, dyrektorem Centralnego Ośrodka Informatyki (COI), rozmawiają Tomasz Bitner i Sławomir Kosieliński.

Rozbudowa cyfrowych kompetencji państwa

Podstawową rolą COI jest obsługa bieżących rejestrów państwa. Czym różnią się związane z tym zadania od pracy w Narodowym Archiwum Cyfrowym, którego był Pan dyrektorem?

Archiwistyka cyfrowa to tworzenie wielkich baz danych i ich udostępnianie – to po prostu big data. Przejście do pracy nad CEPiK-iem czy rejestrem PESEL oznaczało dla mnie dalsze poruszanie się po podobnym – a nawet łatwiejszym do ogarnięcia – obszarze. Z drugiej strony doniosłość zadań COI dla bieżącego funkcjonowania administracji państwa jest nieporównywalnie większa niż w przypadku archiwów. Jeżeli archiwum nie działa, świat się nie zawali. Jeżeli działać nie będą CEPiK bądź PESEL, odczujemy to jako problem w działaniu państwa.

A więc przychodząc do COI, trafił Pan do innej rzeczywistości. Cyfrowej?

COI powstało jako następca likwidowanych wówczas Wojewódzkich Ośrodków Informatyki i Terenowych Banków Danych (WOI/TBD). Na bazie COI nastąpiła konsolidacja i centralizacja usług udostępnianych dotychczas przez te jednostki. CEPiK to w praktyce wciąż gigantycznej skali usługa półanalogowa, rocznie wpływa nawet 1,5 mln papierowych wniosków o dostęp do danych, w których obsługę zaangażowanych jest ponad 130 osób. CEPiK umożliwia także bezpłatny dostęp cyfrowy, ale z punktu widzenia niektórych interesariuszy jest on niekorzystny, gdyż np. komornikowi prościej jest otrzymać od razu uwierzytelniony przez MSW dokument, mający wartość procesową, niż samemu wyszukiwać dane w bazie i je uwierzytelniać.

Brzmi absurdalnie...

Paradoks polega na tym, że wyszukane dane wymagają jeszcze papierowej walidacji. Dopiero taki dokument ma wartość procesową. Z punktu widzenia komornika analogowo otrzymane dokumenty są wygodniejsze – od razu dostaje „gotowca”. Choć już np. policja z formy papierowej nie korzysta. Podobnych problemów jest zresztą więcej. Rokrocznie ok. 9 mln odpisów aktów krąży w Urzędach Stanu Cywilnego. Ich cyfryzacja jest jednym z kluczowych projektów w ramach programu pl.ID. Obecnie ludzie przenoszący między urzędami dokumenty związane ze zmianami stanu cywilnego, np. rozwodami, występują w roli kuriera działającego wewnątrz państwa. Oszacowaliśmy, że gdyby te papierowe dokumenty zastąpić informacjami wymienianymi pomiędzy USC – bez pośrednictwa obywateli – rocznie produkowałyby one około 5–6 mln dokumentów mniej. Niestety, w przypadku aktów stanu cywilnego wciąż jesteśmy w epoce napoleońskiej.

Przejdźmy do tematu, którego w COI nie lubicie. Dlaczego zarzuciliście projekt elektronicznych dowodów osobistych i kiedy zostanie on ponownie podjęty?

Tu decyzję podejmowało MSW i Komitet Rady Ministrów ds. Cyfryzacji, a nie COI. Moje pierwsze wrażenie było takie, że z jednej strony mamy wielką wizję dokumentu elektronicznego dla wszystkich, w gigantycznej skali, o możliwych kosztach od kilkuset milionów do miliarda złotych. Problem polega na tym, że PESEL wciąż działa na bazie Jantar, która powstała w latach 70. To trochę, jakbyśmy wychodząc z chałupy krytej strzechą, chcieli od razu wejść do rakiety kosmicznej i polecieć na Księżyc. Czemu ta metafora ma służyć? Nie wykonano elementarnych prac związanych z modernizacją na poziomie aplikacji i bazy danych, podstawowej infrastruktury, ale od razu chciano podjąć plan, możliwy do realizacji trzy etapy dalej. Dopiero stworzenie w ramach pl.ID zintegrowanego Systemu Rejestrów Państwowych da nam podstawę do zastanowienia się nad budową rakiety.

Państwo z jednej strony ustala zasady rządzące życiem gospodarczym, a z drugiej strony wchodzi w buty przedsiębiorców. Nie można być jednocześnie sędzią i zawodnikiem. Wydaje się, że COI na polu IT chce być także zawodnikiem, oferując produkty konkurujące z komercyjnymi rozwiązaniami. Przykład to system zarządzani antykryzysowego.

Jeśli chodzi o cztery nasze podstawowe produkty – mikroPESEL, USC, system wspomagający lokalne działania kryzysowe wojewody eZK i eDok – jest to wiano wniesione przez WOI TBD. To promil naszej działalności, choć daje nam know-how w innych dziedzinach. Odpowiem na tę wątpliwość w kilku wątkach. Po pierwsze w memorandum PIIT mówiono o ok. 15 mld zł rocznie jako wartości rynku IT w zamówieniach publicznych. W zeszłym roku budżet COI wynosił 133 mln zł, tj. poniżej 1% wartości tego rynku, a COI jest jedyną państwową organizacją działającą w takim „produkcyjnym” modelu. Mówienie o zagrażaniu rynkowi jest – patrząc na proporcje – trochę niepoważne. Ponadto 98% działalności COI koncentruje się na usługach świadczonych dla MSW w zakresie strategicznym dla cyfrowego bezpieczeństwa państwa, tj. CEPiK i PESEL. I to jest drugi wątek. Trzeci temat – równie ważny. COI nie izoluje się od rynku komercyjnego. W 2013 r. wydaliśmy kilkadziesiąt milionów na zamówienia publiczne, nie tylko zakupy sprzętu, ale i całe rozwiązania IT. Chodzi o synergię, nie konkurencję.


TOP 200