Rozbudowa cyfrowych kompetencji państwa

Czy w takim razie Wasze komercyjne produkty są tylko dziedzictwem WOI, czy należy je rozwijać?

Tu chodzi o coś innego. Wnioski z infoafery są proste. Państwo nie może być pozbawione realnych kompetencji w dziedzinie IT. Potrzebuje kadr. Podobne wnioski wysnuli np. Brytyjczycy, tworząc Government Digital Service. To instytucja mająca twarde kompetencje w IT, rozwijająca pewne produkty samodzielnie, tak jak COI. Oczywiście w zupełnie innej skali niż Polska, niemniej model działania jest podobny. Nie chodzi o wielką agencję, która by informatyzowała cały kraj od góry do dołu. Dla ludzi z mojego pokolenia jest zupełnie zdumiewające, że można wysnuć takie przypuszczenie. To model gierkowski, totalnej centralizacji, który już mamy za sobą.

Kompetencje IT budowane są w takiej formule jak COI i one – patrząc na proporcje – nie zagrażają w żaden sposób rynkowi. Natomiast na pewno takie organizacje wymuszają na podmiotach prywatnych optymalizację kosztów, myślenie o efektywności i poprawę jakości realizacji usług dla sektora publicznego. Skutkiem braku kompetencji IT po stronie państwa było bowiem zaniżanie jakości produktów bądź zawyżanie ich ceny w stosunku do tego, co można było realnie wynegocjować. Przykładowo, COI utrzymuje CEPiK o ponad 7 mln zł rocznie taniej niż nasz poprzednik z rynku komercyjnego. Podobnie produkty pl.ID, które zoptymalizowaliśmy pod kątem infrastruktury sprzętowej, pozbywając się pomysłu zakupienia pewnych bardzo drogich serwerów, które byłyby niezwykle kosztowne w utrzymaniu. Okazało się, że tę samą wydajność mogliśmy uzyskać, schodząc półkę niżej i płacąc o wiele taniej, przede wszystkim w kosztach zakupu i utrzymania.

Chodzi o to, aby państwo miało możliwość prowadzenia symetrycznego dialogu z rynkiem. Jasne jest przecież, że nie będzie samo produkowało procesorów. Państwo nie działa przez osoby, tylko poprzez instytucje. Proces budowy kompetencji dzieje się zatem przez instytucjonalizację. Tego się nie da inaczej zrobić.

Jak w takim razie zapewnić informatyczne kadry dla administracji?

Obecnie spontanicznie rozwija się model, wedle którego każde ministerstwo posiada własną agendę informatyczną. To różne formy działania prawnego – instytucje gospodarki budżetowej, jednostki budżetowe, instytucje nauki etc. Wydaje mi się, to moje prywatne zdanie, że najlepiej byłoby stworzyć odgórnie ustawowe ramy, tak jak w przypadku instytucji kultury czy nauki. A więc pojawiłaby się np. ustawa o państwowych agencjach informatyki, określająca ramy działania takich instytucji. To byłby pierwszy dobry krok. Drugi to powoływanie w ramach urzędów, obok dyrektorów generalnych, dyrektorów ds. IT z własnym departamentem i kompetencjami, którzy potrafiliby świadomie definiować produkty IT, a potem kompetentnie je zamawiać i odbierać.

Używając terminu z IT: w naszej administracji jest pełna redundancja. MSW ma taki ośrodek jak COI, ale również własny departament teleinformatyki.

Nasze relacje polegają na tym, że departamenty MSW przede wszystkim definiują wymagania wobec naszych usług i je egzekwują. Ministerstwo wskazuje cele, my jesteśmy instytucją wykonawczą.


TOP 200