Pomiędzy skrajnościami

Z Josephem W. Alsopem, współzałożycielem i prezesem Progress Software, rozmawia Antoni Bielewicz.

Z Josephem W. Alsopem, współzałożycielem i prezesem Progress Software, rozmawia Antoni Bielewicz.

Progress Software to firma o dwudziestoletniej tradycji. Dzięki czemu firmie udało się przetrwać tak długo, podczas gdy wiele innych, równie dużych i znanych producentów oprogramowania znikło z rynku na dobre?

To na pewno zaleta naszego produktu rozwijanego od momentu powstania firmy, a także przyjętego modelu działania. Aż 70% naszych przychodów pochodzi ze stałego biznesu - rozwoju bazy danych i aplikacji opartych na niej. W czasach gorączki internetowej byliśmy za to nawet krytykowani przez analityków. Wiele firm programistycznych przyjęło wówczas model działania polegający na zdobywaniu kolejnych wielkich umów. Przez 1, 2 kwartały mogły się dzięki temu wykazać świetnymi wynikami, później przychodziły kwartały rozczarowujące, a potem znów pojawiały się duże umowy. My pracujemy inaczej, ponieważ 70-80% przychodów pochodzi od stałych klientów.

Pomiędzy skrajnościami

To wszystko oczywiście nie wyklucza innowacyjności, a wręcz zmusza nas do tego, aby starym klientom ciągle proponować coś nowego. Właśnie dlatego przejmujemy firmy, które mają dobre pomysły, takie jak Sonic Software, ObjectStore czy DataDirect Technologies. Gwarantują nam dopływ świeżych koncepcji, a my oferujemy im zaplecze finansowe. Czasem taka współpraca prowadzi do zabawnych sytuacji. Wiem np. że pracownicy Sonic Software, idąc do klientów, często nie wspominają o tym, że są częścią naszej grupy kapitałowej. Prezentują się jako dynamiczny start up ze świetnym pomysłem. O nas przypominają sobie dopiero, gdy potencjalny klient pyta o zabezpieczenie finansowe.

Przez te wszystkie lata rynek teleinformatyczny ulegał poważnym zmianom. Czy Pana zdaniem w przyszłości będzie zmieniał się równie dynamicznie?

Na pewno. Jedną z najważniejszych zmian jest to, że dziś dzięki Web Services i Service Oriented Architecture nikt nie myśli już o tym, w jakim języku został napisany system i z jakiej korzysta bazy danych. Niemniej rynek oprogramowania cały czas tkwi pomiędzy dwoma skrajnościami. Z jednej strony mamy RAD (Rapid Application Tools) oraz inne narzędzia i metody pozwalające na elastyczne i szybkie tworzenie aplikacji. Z drugiej zaś jest MDD (Model Driven Development) i wszystkie metody strukturyzujące proces produkcji oprogramowania. Rynek - w tym oczywiście Progress Software - szuka sposobu na znalezienie miejsca pomiędzy tymi dwoma skrajnościami.

Czy kiedyś znajdzie taką równowagę?

Na pewno zbliży się do stanu równowagi, choć niestety pewnie nigdy go nie osiągnie. Narzędzia programistyczne są coraz lepsze, ale skomplikowanie systemów rośnie jeszcze szybciej. Kilka lat temu przejęliśmy firmę, która miała własny produkt. Jej system został zapisany w 2-3 mln linijek kodu. Po jego przeniesieniu na naszą platformę zajmował 200-300 tys. linijek kodu. Ile linijek kodu liczy sobie ten system dziś? Ponownie 2-3 mln. Oczywiście to jest już inny kod, spełnia też inne funkcje, ale jest go równie dużo.

Jaka jest Pańskim zdaniem rola informatyki w nowoczesnym przedsiębiorstwie? Czy faktycznie kreuje wartość dodaną, czy też jest tylko źródłem pewnych usprawnień?

Bardzo często pytam o to naszych klientów. Ich odpowiedź zależy od tego, czym się zajmują. Specjaliści od finansów mówią ciągle "informatyka służy cięciu kosztów". Ale np. ludzie od marketingu twierdzą już, że dzięki IT zyskują nowe dane, które pozwalają im na tworzenie nowych usług. Traktują więc informatykę jako źródło kreujące wartość dodaną. Zresztą nawet najbardziej zagorzali zwolennicy teorii o IT jako źródle oszczędności często pod koniec rozmowy twierdzą, że nasze produkty kreują jednak "pewną niewielką wartość". To już coś.


TOP 200