Po pierwsze, uczciwość

Ze Zbigniewem Skotnicznym, prezesem zarządu Solidex, rozmawiają Andrzej Gontarz i Sławomir Kosieliński.

Ze Zbigniewem Skotnicznym, prezesem zarządu Solidex, rozmawiają Andrzej Gontarz i Sławomir Kosieliński.

Pana wystąpienie na 3. Kongresie Informatyki Polskiej poruszyło uczestników. Wytknął Pan branży m.in. bardzo silną podatność na wpływy polityczne i korupcję. To tak jakby wsadzić kij w mrowisko. Teraz można się spodziewać, że będzie Pan na językach wszystkich, którzy nie mają odwagi krzyknąć: dość. Czy warto było to zrobić?

Coraz trudniej działać uczciwie i rzetelnie. Panuje na rynku totalne zakłamanie. Twierdzi się wręcz, że łapówki ratują firmy przed bankructwem. Określam to jako psychozę. W konsekwencji uczciwość nie ma siły przebicia. Branża IT uwikłana w układy i układziki, w pogoni za pieniądzem i straconymi złudzeniami z czasów księżycowej, nowej gospodarki zatraciła swój instynkt samozachowawczy i zdolność do krytycznej oceny oraz publicznego napiętnowania działań tych, którzy psują jej dobre imię, nie stosują zasad uczciwej konkurencji i niszczą szansę na rozwój branży, w której działają.

Myśli Pan, że uczciwość da się zadekretować?

Po pierwsze, uczciwość

Zbigniew Skotniczny

Najważniejsze, aby ludzie nie chowali głowy w piasek. Niech przestaną milczeć! Wbrew pozorom największe spustoszenie w moralności czyni przekonanie, że nic się nie da zrobić. Przykładowo, w pościgu za kontraktami za wszelką cenę zapomniano o zasadach uczciwej konkurencji. Rozplenił się prymitywny dumping cenowy. Na dłuższą metę jest to samobójstwo dla firmy i całej branży IT. Marże spadły do poziomu, który nie zapewnia pokrycia kosztów działalności, w tym spłaty często wysokich kosztów beztrosko zaciągniętych kredytów. Liczne firmy z naszej branży, powiązane układami lub kapitałowo zaczęły handlować między sobą, tworząc specyficzne łańcuszki św. Antoniego. W konsekwencji publikowany statystyczny wzrost sprzedaży na rynku IT jest efektem często trzy-, a nawet czterokrotnego liczenia wartości obrotu tym samym produktem, nie zaś faktycznego wzrostu, co analitycy mogą łatwo wykazać.

W potocznym mniemaniu najgorzej jest na rynku zamówień publicznych. Pan zaś przekonuje, że patologia wkradła się już w każdą dziedzinę biznesu.

Ryba psuje się od głowy. Stać mnie, aby w przetargu publicznym zaoferować najniższą cenę. Ale po co? Czyż nie jest prawdą, że 80% czasu zamawiającego i potencjalnego dostawcy idzie na kombinowanie, jak przetarg przeprowadzić, a nie na rozważanie nad istotą przedmiotu zamówienia? A potem się dziwimy, że nad branżą ciążą niepochlebne opinie, wywołane licznymi przypadkami klęsk projektów IT. Notabene firmy doradztwa personalnego poszukują dla mnie kilku pracowników, m.in. do zajęcia się sektorem publicznym. Lecz ludzie nie chcą się zajmować sektorem publicznym, ponieważ przeraża ich myśl wchodzenia w jakieś układy. Inna sprawa, że porażają dysproporcje wynagrodzeń między oferującymi a odbiorcami. Czasami wynosiły 10:1. Na dodatek średnia wynagrodzeń w branży kilkakrotnie przekraczała średnią krajową.

Gdy Roman Kluska odchodził z Optimusa, dawał do zrozumienia, że w tak skorumpowanym otoczeniu nie można działać. Pana firma jest chwalona za świetne wyniki finansowe, lecz zarazem pada pytanie, co dalej? Wybił się Pan ponad przeciętność. Nie można się już ukryć w niszy. Czy sprzeda Pan swoją firmę?

Niczego nie wykluczam. Moja irytacja sytuacją w branży może przypomina głos wołającego na puszczy. Wierzę jednak, że pobudzi środowisko do działania. Inaczej ugotuje się we własnym sosie. Nie ma nic gorszego niż towarzystwo wzajemnej adoracji, czego przejawy widać w naszych branżowych organizacjach.


TOP 200