Pierwszy nauczyciel, drugi uczeń

Z Feliksem Sapińskim, prezesem firmy Vulcan, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Z Feliksem Sapińskim, prezesem firmy Vulcan, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Komputer w szkole to dzisiaj właściwie oczywistość. Czy rzeczywiście powinno to być aż takie oczywiste?

Od dawna szukano drogi na skróty, która pozwoliłaby nam łatwo i przyjemnie rozwiązać problemy edukacji. W ten sposób do szkoły trafił telewizor czy wideo. Okazało się jednak, że to tylko pomoc, którą można od czasu do czasu wykorzystać. Podobnie jest z komputerami. Dzięki nim dzieci nie staną się ani lepsze, ani mądrzejsze. Nie znaczy to jednak, że komputer nie może być ogromną pomocą w edukacji. Do tego jednak potrzeba, by było to narzędzie, nad którym nauczyciel sprawuje pełną kontrolę.

Zbyt mało nauczycieli ma komputer w domu. Nauczyciele nawet przyuczeni na kursach nie czują się zbyt pewnie z komputerem i Internetem. A potem okazuje się, że uczeń często zna się na tym lepiej od nich. I nie ma większego dyskomfortu psychicznego i stresu dla nauczyciela jak świadomość, że w czymś jest słabszy od ucznia, że uczeń ma nad nim przewagę. Tutaj zapewne popełniono błąd - komputery powinni najpierw otrzymać nauczyciele, dopiero potem uczniowie. Dzisiaj wielu nauczycieli przedmiotów innych niż informatyka tak bardzo boi się ośmieszenia właśnie z powodu komputerów.

Jeśli komputery, to i Internet. Może on sprawi, że komputery zmienią obraz lekcji w polskiej szkole?

Wykorzystanie w nauczaniu Internetu sprowadza się do kształtowania umiejętności docierania do informacji. Tutaj znowu pojawia się problem przygotowania nauczycieli.

Nauczyciel w szkole nie bardzo potrafi uczniowi w tym pomóc. Zazwyczaj nie jest w stanie nawet sformułować problemu czy zadania, które można by rozwiązać, korzystając z Internetu. W rezultacie wszystko sprowadza się do ciekawostek.

Przez 10 lat ogromnym wysiłkiem przygotowywano nauczycieli do nauczania informatyki. Dopiero od niedawna w Ministerstwie Edukacji Narodowej zaczęto się zastanawiać nad tym, że może jednak lepiej zacząć przygotowywać nauczycieli do merytorycznego wykorzystania komputerów na lekcjach. MEN ma zresztą ogromny kłopot ze szkołami pedagogicznymi. Może trudno w to uwierzyć, ale obecnie opuszczają je absolwenci kompletnie nie przygotowani do używania narzędzi informatycznych w edukacji. Absolwenci, którzy wymagają wysłania na kursy doszkalające.

Miejmy nadzieję, że to sytuacja przejściowa. Ale to chyba nie koniec listy kłopotów?

Największym problemem jest chyba jednak to, że tak bardzo brakuje zasobów edukacyjnych, które można by w pracy z komputerem i Internetem wykorzystać. Szkoła nie jest partnerem dla firm wytwarzających multimedialne oprogramowanie edukacyjne. Wyraźnie daje się odczuć brak informacji zwrotnej, czego szkole potrzeba i jak szkoła ocenia to, co jest dostępne dzisiaj. W efekcie istniejąca oferta zasobów edukacyjnych jest skierowana w stronę indywidualnego ucznia, a nie pod adresem szkoły. Tutaj rolą państwa pozostaje uporządkowanie tej sfery. Dlaczego nie postępuje się tak samo jak w przypadku konkursów na programy nauczania? To przecież Ministerstwo Edukacji Narodowej powinno się zaangażować w proces budowania tych zasobów.

Czy jednak nie mogą nam pomóc doświadczenia innych, bardziej rozwiniętych krajów?

W procesie komputeryzacji szkół jesteśmy kilka lat za państwami zachodnimi. Tam też jednak mają ogromne problemy i to mimo nieporównywalnie większej niż u nas dostępności środków i zasobów. Przede wszystkim nikomu się jeszcze nie udało zmierzyć rzeczywistych efektów wprowadzania komputerów i Internetu do szkół. A jak tego nie wiadomo, to trudno ocenić, co jest dobre, a co złe.


TOP 200