Od razu na wielkiej scenie

Ze Zbigniewem Łapińskim, analitykiem Deutsche Bank, rozmawia Iwona D. Bartczak.

Ze Zbigniewem Łapińskim, analitykiem Deutsche Bank, rozmawia Iwona D. Bartczak.

Dzięki nowym technologiom zmienił się paradygmat biznesu telekomunikacyjnego - źródło jego zarobku, zmieniła się też wartość dodana żądana przez klienta. Telekomy muszą od nowa budować strategie biznesowe. Już sporo zrobiły. Czy technologia będzie motorem również kolejnych zmian w branży telekomunikacyjnej?

Zmiany technologiczne w dalszym ciągu pozostaną podstawą strategii firm telekomunikacyjnych. Kierunek zmian jest znany: transmisja danych w telefonii stacjonarnej, transmisja radiowa w telefonii komórkowej, technologia szerokopasmowego dostępu, VoIP. Oznacza to ogromne inwestycje właśnie w sprzęt, systemy i specjalistów, w technologiczne fundamenty biznesu. Nie ma dużego ryzyka, jeśli chodzi o wybór technologii, jest natomiast po stronie przychodów. Zanim usługa nie zostanie oferowana, nie można powiedzieć, w jakim wymiarze będzie zaakceptowana przez rynek. WAP się nie sprawdził, ale tego nie można było przewidzieć, dopóki z telefonem w ręku nie sprawdziło się jego działania.

Stare inwestycje nie zdążyły się zamortyzować. Czy będą hamować wdrażanie nowoczesnych rozwiązań?

Od razu na wielkiej scenie

Zbigniew Łapiński , Analityk Deutsche Bank

Ten majątek, który nie zdążył się zamortyzować, zostanie spisany na straty. Wstrzymanie się z wdrażaniem nowości przyniosłoby nieporównywalnie większą stratę. Dlatego dzisiaj w lepszej sytuacji są telekomy, które stosunkowo niedawno poczyniły większe inwestycje w infrastrukturę, np. Telekomunikacja Polska SA. Jej infrastruktura, poza dostępową, jest dość nowoczesna. Inni ponoszą podwójny wysiłek finansowy: straty z powodu ciężaru przestarzałego majątku i wydatki związane z nowymi koniecznymi inwestycjami.

Koszty inwestycji są ogromne. Czy są do udźwignięcia dla poszczególnych firm, zwłaszcza w kontekście liberalizacji rynków, a więc zmiany formuły kosztowej w taryfach?

Są do udźwignięcia, ale ich wielkość jest głównym motorem widocznej już na globalnym rynku konsolidacji sektora. Firmy łączą się, ponieważ w ten sposób większe uzyskują środki inwestycyjne, ale przede wszystkim zaczyna oddziaływać ekonomia skali w przypadku tych inwestycji. Również koszt kapitału pozyskiwanego dla globalnych przedsięwzięć jest mniejszy. Liczy się również efekt w postaci stałych cen, które uzyskują klienci telekomów, działających w kilku krajach czy nawet regionach.

Czy France Telecom, współwłaściciel TP SA, ma szansę stać się operatorem globalnym?

Tak, zarówno France Telecom, jak i obecny na polskim rynku Deutsche Telekom mają ogromną szansę stać się operatorami globalnymi. To szczęśliwy układ dla TP SA, ponieważ może ona od razu tworzyć docelową strategię biznesu, nie patrząc, kto stanie się jego następnym właścicielem. Nie traci ani czasu, ani pieniędzy na tymczasowe rozwiązania. W złej sytuacji jest np. Netia, której właściciel, Telia, w najbliższym czasie przejdzie w inne ręce.

Ale France Telecom nie ma pieniędzy na inwestycje, jest wyciśnięty jak cytryna, co publicznie wiadomo, a TP SA zaplanowała na przyszły rok aż ponad 11 mld zł wydatków.

France Telecom nie musi mieć tych pieniędzy, bo ma je TP SA: ze środków własnych i z emisji akcji.

Na polskim rynku nie widać szczególnych oznak konkurencji między Deutsche Telekom a France Telecom. Czy to oznacza, że te telekomy dojdą do porozumienia i podzielą się polskim rynkiem?

Nie widać oznak rywalizacji, ponieważ nie było gdzie konkurować. Ale to na pewno się zmieni wraz z liberalizacją rynku i postępem w konsolidacji branży. Będzie walka, nie zmowa. Do gry wejdą też inni wielcy konkurenci, którzy na razie są mało widoczni, np. telewizje kablowe. Wszystko przecież wskazuje, że dostęp do konsumentów będzie raczej realizowany przez telewizor niż przez komputer PC.


TOP 200