Nie pozwolę na przetargową obstrukcję

Z Piotrem Piętakiem, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, odpowiedzialnym za rejestry państwowe, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z Piotrem Piętakiem, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, odpowiedzialnym za rejestry państwowe, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Firmy informatyczne uważają, że projekt PESEL 2 może się nie udać. Przyjęta przez Pana koncepcja budowy tego systemu jest traktowana jako nieporozumienie. Dlaczego?

Nie pozwolę na przetargową obstrukcję

Piotr Piętak

Moim zdaniem branża informatyczna nie chce przyjąć do wiadomości, że ten projekt prowadzimy inaczej niż dotychczas bywało w administracji publicznej. Na dodatek wciąż się nas podejrzewa o złe intencje. Otóż, jak mówimy, że integratorem systemu PESEL 2 ma być samo MSWiA, to chcemy, aby wiedza o nim pozostała w strukturach państwowych, w żadnym razie w firmach, które będą wygrywać przetargi na sam proces integracji. Państwo musi kontrolować sposób budowy tego systemu, czyli wiedzieć i rozumieć, co się dzieje. Tytułem próby postanowiliśmy siłami naszych informatyków stworzyć Ogólnopolską Ewidencję Wydanych i Utraconych Dokumentów Osobistych (OEWiUDO), jeden z kluczowych elementów PESEL 2. Moim zdaniem zrobili to lepiej niż pewna renomowana firma. Pozyskaliśmy kapitał ludzki, który będzie procentował w kolejnych przedsięwzięciach. To nasze zabezpieczenie na wypadek groźnych dla projektu zachowań rynku.

Co jest jeszcze kością niezgody?

Firmy nie rozumieją, czym ma być system PESEL 2. Dla nas jest to praca końcowego użytkownika, np. urzędnika stanu cywilnego. Wiąże się z tym ogromny problem nieinformatyczny, lecz kulturowy. Wśród 2498 gmin są takie, które są z informatyką za pan brat i takie, które diametralnie odstają od pozostałych. I my wiemy, że w wielu maleńkich urzędach gminnych nie ma sensu inwestować w informatykę. Potrzebujemy jedynie aktów stanu cywilnego w postaci cyfrowej, co można osiągnąć poprzez wykorzystanie odpowiedniej liczby brokerów informacyjnych. Firmy także nie są pewne sytuacji politycznej w Polsce. Wiem, że przedstawiciele biznesu czekają na nowe wybory. Nie widzą perspektywy na stabilne rządzenie. Wobec tego kalkują sobie, że jeśli będą wybory odbędą się na wiosnę, to po co przejmować się moimi pomysłami na budowę PESEL 2. Przypuszczają, że po ewentualnej zmianie rządów przestanę być wiceministrem. Ależ ja nie należę do PiS. Jestem technokratą do wynajęcia! Myślę, że przekonam każdego następcę do mojej koncepcji budowy PESEL 2.

Te argumenty pojawiają się przy każdych bojach o kontrakty w sektorze publicznym. Tyle że tym razem to Pan stoi pod ścianą. Na uruchomienie PESEL 2 ma Pan czas tylko do końca 2007 r. Potem przepadają unijne pieniądze. Grażyna Gęsicka, minister rozwoju regionalnego, odpowiedzialna za wydatkowanie funduszy strukturalnych nie daruje Panu takiej porażki. Zakładam, że firmy walcząc o kontrakty wokół tego projektu, wykorzystają co do joty przepisy Prawa Zamówień Publicznych, aby najpierw oprotestować Specyfikacje Istotnych Warunków Zamówienia, następnie zaś odwoływać się do poszczególnych instancji, gdyby rozstrzygnięcia przetargów nie były po ich myśli. Co wtedy?

Jeśli natrafię na próby obstrukcji w przetargach, to jestem zdecydowany anulować wszystkie postępowania. Pomyślę sobie wówczas tylko, że polskie firmy IT nie chcą zarobić 200 mln zł, skoro przeistaczają się w psa ogrodnika. Wówczas planuję stworzyć PESEL 2 siłami wspomnianego naszego zespołu informatyków - absolwentów Politechniki Warszawskiej i Wojskowej Akademii Technicznej po prowadzonych przez nas kursach (właśnie trwa nabór na nowy kurs, który obejmie 50 osób) i opłacanych z pieniędzy unijnych w ramach gospodarstwa pomocniczego MSWiA. Wspomogą ich byli pracownicy Departamentu Rejestrów Państwowych. Szczególnie dotyczy to Centralnej Bazy Aktów Stanu Cywilnego, na którego budowę ostrzą sobie zęby rekiny polskiego rynku IT.

To ultimatum!

Muszę wykonać zadanie. A swoją drogą, jaki pogląd na świat mają szefowie największych firm IT działających na rynku polskim? Są liberałami czy etatystami? Moim zdaniem są firmami rodem z kapitalizmu korsarskiego i nie mają żadnych szans na rynku Unii Europejskiej z taką metodologią i z takim podejściem do wielkich projektów informatycznych. Żadna unijna administracja nie mogłaby pozwolić sobie na podobne ich prowadzenie jak to miało miejsce w Polsce. Wiedza o IT musi zostać w państwie.

Muszę przyznać, że z podobnym poglądem raz się już spotkałem. Równie krytycznie o branży wyrażał się w 2005 r. ówczesny wiceminister finansów Grzegorz Stanisławski odpowiedzialny za budowę systemu e-Deklaracje...

Nie wiedziałem o tym, ale to symptomatyczne, że dwóch ministrów w dwóch różnych rządach dochodzi do tych samych wniosków. Polskie firmy IT muszą wreszcie zacząć inaczej myśleć o swojej działalności, jeśli chcą przetrwać po zderzeniu się z gigantami międzynarodowego rynku. Gwoli wyjaśnienia. Nie jestem przeciwny polskim firmom informatycznym. W takim Prokom Software pracują doskonali informatycy. Ale zarazem absolutnie nie rozumiem, dlaczego Ryszard Krauze wciąż próbuje metod sprzed afery Lwa Rywina. W marcu 2006 r., kiedy ogłosiliśmy założenia budowy PESEL 2, poprzez jednego ze swoich dyrektorów zaproponował prywatne spotkanie. Następnie wysłał list w tej sprawie. Po co? Czyżby niczego nie zrozumiał? Przecież możemy rozmawiać oficjalnie.

Na wykładzie na międzyuczelnianym seminarium prof. Bolesława Szafrańskiego ujawnił Pan plan utworzenia Instytutu Technik Informacyjno-Administracyjnych. Czemu miałby on służyć?

W takim instytucie można by kształcić pracowników administracji publicznej. Jestem świadom, że przy obecnym poziomie płac urzędników będzie się pogłębiać rotacja kadr. Jeśli nawet przejdą ten kurs, a potem odejdą z administracji do prywatnych firm, to przynajmniej będą rozumieć specyfikę pracy urzędniczej i poznają struktury Unii Europejskiej. Poznanie wiedzy o UE i jej procedurach będzie jednym z głównych celów tej placówki. Słuchaczem tego Instytutu będzie mógł być każdy pracownik administracji publicznej po maturze. Gdy zda końcowy egzamin, będzie dostawał podwyżkę i propozycję nowego, wyższego stanowiska.

Instytut powstanie za pieniądze unijne w ramach priorytetu 4. "Dobre państwo", na który jest przeznaczonych 400 mln zł. Stanie się częścią Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie w jej nowej formule prawnej, w której znika z nazwy "policja", zaś jej program rozszerza się o administrację publiczną. Nadal jednak pozostanie szkołą podległą MSWiA. W Instytucie wykładać będą informatycy z administracji rządowej i samorządowej, ale także policjanci, którzy traktują IT jako praktyczne narzędzie do realizacji procedur.

Wspomniał Pan niedawno o pomyśle utworzenia państwowego przedsiębiorstwa informatycznego. Skąd taka anachroniczna idea rodem z komunizmu, pachnąca na kilometr kapitalizmem politycznym? Dlaczego Pan wraca do SLD-owskich praktyk upartyjnienia życia gospodarczego kraju? Dlaczego nie pomyśleć o Partnerstwie Publiczno-Prywatnym?

W kilku krajach Unii Europejskiej działają takie firmy, aby zagwarantować nie tylko realizację interesów państwowych, ale również wolną konkurencję. Szkoda, że u nas jak się mówi "państwowy", to od razu nasuwają się skojarzenia z komunizmem, w czym niestety utwierdza wiele osób postawa niektórych polityków PiS skorych do centralizacji wszystkiego i ponownego upaństwowienia przedsiębiorstw. W tym przypadku jednakże chodzi o stworzenie realnej konkurencji wobec istniejących firm IT. Na razie nie widzę innej możliwości, aby ściągnąć im cugle. Jeśli jednak zmienią one postępowanie na etyczne, nie wykluczam, że zmienię zdanie. Zgadzam się też po części na PPP.


TOP 200