Na swoim

Z Adamem Góralem, dyrektorem generalnym Comp Rzeszów SA, rozmawia Krzysztof Frydrychowicz.

Z Adamem Góralem, dyrektorem generalnym Comp Rzeszów SA, rozmawia Krzysztof Frydrychowicz.

Adam Góral, dyrektor generalny Comp Rzeszów SA.

Adam Góral, dyrektor generalny Comp Rzeszów SA.

Przez ostatnich sześć miesięcy kierowana przez Pana firma zarobiła prawie tyle, ile przez cały poprzedni rok. Chyba nie ma powodów, by narzekać na recesję?

Rzeczywiście, wbrew trendom mamy doskonały rok, który powinniśmy zamknąć wzrostem na poziomie 35-40%. Pewnie zabrzmi to nieskromnie, ale dla mnie te wyniki nie są niespodzianką. To efekt długoletnich inwestycji w grupę software'ową i zarazem potwierdzenie, że droga obrana przez nas w 1995 r. była słuszna.

Jakie były to założenia?

Że nie będziemy sprzedawać cudzych systemów. Postawiłem na rozwój oprogramowania, wierząc, że efekt nie będzie gorszy niż w przypadku produktów zagranicznych. O tym, czy się udało, niech świadczy lista referencyjna.

Zgodzi się Pan z opinią, że sukcesy Comp Rzeszów to trafianie w nisze, których inni nie dostrzegają?

Powiedziałbym raczej, że naszą siłą jest dywersyfikacja. Obsługujemy co trzeci bank spółdzielczy, ale naszymi klientami są również znane banki komercyjne - Lukas, DB24, Bank Pocztowy. Obsługujemy samochodowy Volkswagen Bank. Jesteśmy pionierami informatyzacji banków hipotecznych. Małym bankom oferujemy na zasadach outsourcingu usługi naszego Centrum Usług Internetowych, jednego z nielicznych rentownych przedsięwzięć e-biznesowych. A przy tym jesteśmy tańsi niż zagraniczni dostawcy, co zwłaszcza w trudnych czasach przekonuje klientów.

Coraz częściej Comp Rzeszów występuje w projektach nie związanych z bankowością. Czy to polisa na wypadek mniejszych inwestycji w sektorze finansowym?

Nie. Po prostu rośniemy i poszukujemy nowych szans. Wspólnie z bydgoskim Telmaxem zaangażowaliśmy się w prace nad nowoczesnym systemem billingowym dla zakładów energetycznych. Liczę, że projekt w GUS (opracowanie hurtowni danych na potrzeby spisu powszechnego - red.) otworzy nam drogę do kontraktów w administracji. Ciągle szukamy nowych rynków, ale na szczęście mamy ten komfort, że możemy cierpliwie czekać na wyniki naszych inwestycji, bo istnieje zaplecze w postaci rentownych projektów w bankowości.

Comp Rzeszów przejął lubelski oddział Apeximu zajmujący się rozwiązaniami dla służby zdrowia. Czy intuicja pod- powiada Panu, że to kolejny rynek, o który warto się bić?

Zyskaliśmy ośmiu pracowników i obsługę informatyczną ponad 40 szpitali, którymi opiekował się dotąd Apexim. Niewielu jest specjalistów, którzy łączą wiedzę informatyczną ze znajomością problematyki służby zdrowia. Na razie to trudny rynek, nie rokujący w krótkiej perspektywie. Proszę jednak pamiętać, że kiedy wchodziliśmy na rynek bankowości spółdzielczej, inni również patrzyli na nas z pobłażaniem.

Nie wchodzicie sobie w drogę z warszawskim Compem? W niektórych dziedzinach oferta firm pokrywa się - elementy integracji, bezpieczeństwo, a teraz jeszcze informatyzacja szpitali?

Z Jackiem Papajem (główny akcjonariusz Comp Warszawa - red.) znamy się od 1986 r. Wspólnie pracowaliśmy na sukces Compu i nauczyliśmy się rozwiązywać różnego rodzaju problemy. Sporadycznie może się zdarzyć, iż nasze zespoły z jakichś powodów nie mogą się porozumieć, ale potrafimy te konflikty katalizować.

Na co przeznaczyłby Pan pieniądze z publicznej emisji?

Część na pewno na przyspieszenie naszego biznesu w tradycyjnych sektorach, ale najwięcej chciałbym jednak przeznaczyć na przedsięwzięcie, którego nie chcę w tej chwili jeszcze zdradzać.