Myśląc o zyskach dla potomnych

Z Januszem Dawidziukiem, dyrektorem Lasów Państwowych, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z Januszem Dawidziukiem, dyrektorem Lasów Państwowych, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Jaki status prawny i kondycję ekonomiczną mają obecnie Lasy Państwowe? Nie mogę również oprzeć się przed zadaniem Panu pytania, po co leśnikom komputery?

W Polsce lasy zajmują ok. 28% powierzchni kraju. Na mocy Ustawy o lasach z 28 września 1991 r. - lasami, jako majątkiem Skarbu Państwa, zarządza Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe. Od kilku lat w rankingu gazety „Nowe Życie Gospodarcze” lokujemy się na 13-14 miejscu największych polskich przedsiębiorstw z 30 bln st. zł przychodów. Jesteśmy 3 firmą w kraju pod względem liczby zatrudnionych (40 tys.). o trójstopniowym modelu organizacyjnym, z dużą samodzielnością jednostek podstawowych, czyli nadleśnictw. Szczycimy się 70-letnią tradycją. Z takiej perspektywy możemy powiedzieć, że Lasy Państwowe najlepiej przyczyniają się do ochrony zasobów leśnych.

Zanim odpowiem, po co leśnikom komputery, pragnę zwrócić uwagę na pewien znaczący aspekt naszej działalności: leśnictwo jest działem gospodarki o niskiej rentowności. To bardziej lokata kapitału na przyszłość i majątek - niż sposób na szybkie zyski. Zresztą w skali Europy mamy do czynienia z nadprodukcją drewna. Rocznie przyrasta ok. 500 tys. m3 drewna, a rynek konsumuje ok. 300-350 tys. m3. W konsekwencji ceny utrzymują się na dość niskim poziomie. Ponadto rynek europejski jest zarzucany drewnem z innych rejonów świata.

W naszym rozumieniu las to nie fabryka drewna, lecz nieodzowny element środowiska. Podatek leśny płacimy od drzewostanu starszego niż 40 lat. Oznacza to, że nasze finanse zależą od gospodarki lasami w minionych dziesięcioleciach, a od nas zależy, czy zapracujemy na zyski dla potomnych za następnych 80-100 lat, ponieważ o takiej perspektywie musimy myśleć, prowadząc dobrą gospodarkę leśną. Dlatego takim organizmem, który korzysta z dorobku poprzednich 100 lat, a tworzy zasoby na następne 100, nie można dzisiaj zarządzać bez sprawnego systemu informatycznego. Leśnik musi dokładnie wiedzieć, co się dzieje na nadzorowanym przez niego obszarze.

Co Pan uważa za najważniejsze osiągnięcie SILP?

Największą zaletą, jaką dostrzegam w SILP, jest możliwość oglądu sytuacji w lesie w danej chwili, ponieważ w bazie danych znajdują się nieustannie aktualizowane informacje opisu taksacyjnego Planu Urządzania Lasu, który jest sporządzany raz na 10 lat. Wszystkie czynności, wykonywane w lesie, na bieżąco wprowadzamy do systemu, co automatycznie powoduje aktualizację opisu taksacyjnego.

Jednak wprowadzenie SILP nie obywa się bez wewnętrznych konfliktów w firmie. Branżowe pismo „Las Polski” publikuje w każdym numerze głosy jego przeciwników i zwolenników. Do Pana skierowano w tym roku list otwarty leśniczych z nadleśnictw Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie i Szczecinku, pełen zarzutów wobec systemu i sposobu jego wdrażania. Jak to się stało, że w instytucji paramilitarnej, którą w gruncie rzeczy są Lasy Państwowe, dochodzi do „buntu na pokładzie”? Notabene zdarzyło mi się, że w jednym z nadleśnictw w północnej Polsce tak panicznie bano się rozmowy o tym systemie, że moi interlokutorzy stanowczo odmówili ujawniania nazwisk, a zgodę na wizytę uzyskałem dopiero po kilku rozmowach telefonicznych. Potem okazało się, że miejscowi leśnicy są bardzo, ale to bardzo „kontra” SILP...

Nie ukrywam, że mamy problemy z wdrożeniem SILP. Do tych kłopotów przyczyniła się głównie ogromna skala tego przedsięwzięcia. Ponadto musimy pokonywać bariery przed „nowym”; przechodzimy przecież z poziomu kalkulatorów na komputery. I jeszcze jedno: wprowadzanie zintegrowanego systemu informatycznego ujawnia niedoskonałości w sposobie zarządzania i organizacji nadleśnictw. Konflikt wokół SILP wynika właśnie z tego powodu. Kiedy na moje polecenie dyrektor pionu Organizacji i Wdrożenia DGLP przyjechał do nadleśnictw, inicjatorów listu otwartego, aby zbadać sprawę i poznać powody takiego wystąpienia, okazało się, że ich przełożeni wbrew logice zastosowali model podwójnej księgowości – tradycyjnej, czyli „papierowej”, oraz komputerowej w SILP. Nie dość, że to już powodowało podwójną pracę dla pracowników nadleśnictw, to jeszcze zostali oni zobligowani do wprowadzania danych popołudniami, po godzinach pracy urzędników nadleśnictwa. W takiej sytuacji nie trudno o „bunt na pokładzie”...

Czy rzeczywiście nie było innego sposobu na informatyzację przedsiębiorstwa?

Kiedy w 1993 r. zostałem dyrektorem LP, prace nad SILP były już znacznie zaawansowane. Trudno wtedy było je przerwać i zaczynać od początku np. wg koncepcji, aby budować poszczególne moduły oddzielnie i następnie je integrować. Trzeba było je kontynuować.

Pamiętajmy też, że kiedy w roku 1992 zapadały decyzje o wyborze wykonawcy oprogramowania, w Polsce jeszcze nie było tak rozbudowanego rynku informatycznego, jaki mamy obecnie. Dlatego Hewlett-Packard w naszym imieniu zlecił prace austriackiej firmie SDS. Oczywiście, byłoby lepiej związać się z silną polską firmą komputerową, zlecając jej wykonanie i wdrożenie systemu, lecz w tamtym czasie takiej nie było! A tak prace toczyły się wśród nieustających dyskusji między Warszawą a Wiedniem, co było o tyle kłopotliwe, że SDS nie powołał przedstawicielstwa w Polsce...

Ponadto udział w tworzeniu systemu kilkunastu wybitnych specjalistów z dziedziny leśnictwa spowodował nieuchronnie zmonopolizowanie przez nich wiedzy o SILP, który bez jej udokumentowania grozi poważnymi perturbacjami w skali całej firmy, gdyby różnice zdań osób pracujących nad nim uniemożliwiały dalszą wspólną pracę. W pewnym momencie moja rola sprowadzała się do wysłuchiwania racji poszczególnych specjalistów i godzenia zwaśnionego zespołu, który przeistaczał się w grupę nieokiełznanych indywidualistów, co - niestety - pozostało bez zmian do dziś. Żałuję, że wciąż nie mamy niezależnego wsparcia ze strony dobrej, polskiej firmy, która wniknęłaby w specyfikę naszego przedsiębiorstwa i gospodarki leśnej, przez co mogłaby odciążyć naszych fachowców i przełamać ich monopol na wiedzę w zakresie informatyzacji firmy.

W tym roku kończy się gwarancja na oprogramowanie stworzone przez firmę SDS. Z wypowiedzi wnioskuję, że myśli Pan o podjęciu współpracy z polską firmą?

Tak. To zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż tworzenie własnymi siłami zewnętrznej firmy usługowej, która zatrudniałaby np. zespół autorów SILP. Po raz kolejny powiem, że ich monopol na wiedzę trzyma mnie w szachu. System, jak się okazuje, ma wiele słabych stron. Zbyt dużo usterek. Nie chcę teraz dokonywać zmian, kiedy moi pracownicy uczą się obsługi obecnej wersji SILP. Aby jednak zapobiec sytuacji, kiedy po wygaśnięciu umowy z SDS zostaniemy sami, chciałbym nawiązać współpracę z dobrą, polską firmą, która na bieżąco będzie monitorowała system i naprawiała go, a zarazem będzie projektowała jego nową wersję. Ona też musi podjąć się napisania zupełnie nowego oprogramowanie zgodnego z duchem informatyki przełomu wieków. Czyli Forest2, wolny od usterek, doskonalszy, a przede wszystkim tworzony przez krajowych programistów, którzy zapewnią serwis i pomoc przy wdrażaniu. Rok 1997 jest decydujący dla SILP. Liczę, że dzięki niemu znajdzie się duża grupa użytkowników, która w przyszłości sprosta zadaniu wdrożenia nowej wersji oprogramowania.

Jak Pan wspomniał, informatyzacja ujawnia niedociągnięcia organizacyjne. A czy pomoże zwiększyć rentowność?

Tak. Wynika to z logiki wdrożenia SILP, która zakłada usprawnienia organizacyjne. Nareszcie będziemy wiedzieć, ile możemy np. sprzedać w jednym dniu drewna dębowego o określonej średnicy. W końcu ocenimy faktyczne potrzeby kadrowe.

Jak też byłem nadleśniczym, który nie miał pojęcia o informatyce i nigdy nie wiedziałem dokładnie, ile danego dnia miałem drewna na sprzedaż. Dopiero ujawniało to zestawienie na koniec miesiąca. Musieli wtedy przyjechać leśniczowie, a wszystko trzeba było zliczyć „na piechotę”.

I jeszcze jedno. Kiedyś dość łatwo było przez przypadek lub wręcz celowo nie zafakturować iluś metrów sześciennych drewna. Ewidencja drewna była prowadzona ręcznie, co mogło kusić do „pomyłek”. Teraz system jest nazbyt skomplikowany, aby to zrobić. SILP wymusza dyscyplinę i porządek w nadleśnictwie. Poza tym w znacznym stopniu eliminuje z lasu nadmierną biurokrację, ponieważ trzeba wypełniać zdecydowanie mniej formularzy. W konsekwencji leśniczym i nadleśniczym zostaje więcej czasu na las, przez co lepiej mogą wyznaczać hierarchię działań. Kiedy wprowadzimy rejestratory, a w przyszłości komputery PC jako terminale SILP w leśnictwach, sprawa jeszcze się ułatwi. Dokumentacja będzie prowadzona na bieżąco. Teraz największym problemem jest to, że leśniczy musi dowozić dokumentację do nadleśnictwa i wprowadzać dane z własnej ewidencji.

Kiedy system zaczął się zwracać?

Myślę, że już zaczął się zwracać. W roku 1993 przejąłem firmę, która miała ok. 1 bln 300 mld starych zł długu i tylko 300 mld wykazywanego zysku. Była firmą deficytową. Teraz mamy normalną sytuację finansową, jesteśmy na plusie.

W Pana świetnie prezentującym się gabinecie, nie dostrzegłem komputera. Czyżby nie był Panu potrzebny?

Mnie wystarczy przetworzona informacja, która pochodzi od moich współpracowników. Gdy danych jest za dużo, natychmiast zaczynają się kłopoty. Obecnie komputer byłby miłym przedmiotem dekoracji wnętrza - i tylko tyle. Decyzje muszę podejmować na podstawie przygotowanej informacji, a nie mam czasu na samodzielne dokonywanie analiz. Owszem, komputer dodaje tzw. powagi przy podejmowaniu decyzji, lecz ja nie potrzebuję gadżetów.

Na moim szczeblu muszę mieć wyłącznie syntetyczne informacje. Pragnę otrzymywać dane ekonomiczne o przedsiębiorstwie, stan zapasów drewna, stan należności, ile mamy pieniędzy w kasie itd. Tym zajmują się odpowiedni pracownicy. Może kiedyś będziemy mieli możliwość z poziomu Dyrekcji Generalnej „podglądać” to, co dzieje się w konkretnym nadleśnictwie, lecz to na razie przyszłość. Teraz pozostaje analiza danych, które spływają w formie raportu ze SILP z dyrekcji regionalnych. Już niedługo będzie miało to miejsce w sposób automatyczny, ponieważ łączymy dyrekcję generalną z poszczególnymi dyrekcjami. Tak powstaną zręby pod nasz „leśny” intranet.


TOP 200