Między dawnymi a nowymi czasy

Z Janem Ołdakowskim, dyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego.

Kierowane przez Pana muzeum ma opinię placówki nowoczesnej, otwartej na nowe technologie i nowe media. Jak udaje się Wam połączyć nowe rozwiązania komunikacyjne z dawnymi, historycznymi treściami? Jak generalnie ocenia Pan rolę i znaczenie technik informacyjnych we współczesnym muzealnictwie?

Komputery są w naszym muzeum integralną częścią narracji i opisu ekspozycji. Mamy m.in. interaktywne, dotykowe mapy, duże, plazmowe telewizory, korzystamy także z komputerowych baz danych. To pomaga i ułatwia prezentację treści, ale jest też sygnałem dla zwiedzających: jesteśmy w nowoczesnym miejscu. Trzeba jednak pamiętać, że nowoczesność nie jest celem samym w sobie. To raczej sposób pokazania tego, co jest treścią działalności naszej placówki. Opowiadamy historię ludziom, którzy do przychodzą, a żeby ułatwić jej odbiór, stosujemy nowe metody.

Policzyliśmy, że w opisach ekspozycji jest w sumie półtora tysiąca stron tekstu. Ekspozycja to tylko opakowanie dla treści. Do wsparcia przekazu zastosowaliśmy różne formy komunikacji, w tym elektronikę i technologie komputerowe. Nie staraliśmy się jednak za wszelką cenę wprowadzać rozwiązań high tech. Użyta przez nas technika to sposób na komunikację z widzem. Często, żeby osiągnąć lepszy efekt, jest opakowywana w stare rzeczy. Na przykład, opowieści Powstańców można słuchać z aparatu radiowego z 1938 roku, ale w środku są nowoczesne rozwiązania, pozwalające wybierać z bazy odpowiednie teksty. Zdjęcia z okresu wojny pokazywane są w okularach fotoplastikonu, chociaż sam mechanizm ich wyświetlania jest już współczesny. To pewnego rodzaju gra z widzem - wykorzystując jego wrażliwość komunikacyjną wykształconą przez współczesne media, przekazujemy treści historyczne.

Kto jest głównym, pierwszoplanowym odbiorcą tak pomyślanego przekazu? Czy projektując w ten sposób ekspozycję mieliście Państwo na myśli przede wszystkim młodzież? Jak na taką formę narracji reagują starsi?

Chcieliśmy trafić przede wszystkim do osób młodych i do obcokrajowców. Chcieliśmy także, aby Powstańcy - uczestnicy przedstawianych przez nas wydarzeń - czuli się tu dobrze. Co prawda, nasi starsi goście zwracają czasem uwagę na zbyt szybki montaż i eskalację dźwięków oraz obrazów…, ale wybaczają nam to, bo wiedzą, że w ten sposób łatwiej i lepiej dotrzemy do młodzieży. Najważniejsze dla nich jest to, aby ktoś chciał słuchać ich opowieści, aby następne pokolenia chciały poznawać ich historię, może nawet fascynować się ich przeżyciami i wyczynami. Widzowie, do których dotrze nasz przekaz, odwdzięczają się z kolei zainteresowaniem i szacunkiem dla historii Powstania.

Co takiego sprawia, że udaje się Wam połączyć z sukcesem dwa odległe, wydawałoby się, światy - świat historii i współczesności? Kolejne obchody rocznicy Powstania Warszawskiego pokazują, że jest możliwe, aby młodzi i starzy znaleźli z sobą wspólny język, aby sprawy z przeszłości stały się tematem zainteresowania młodzieży, która naturalną koleją rzeczy patrzy przede wszystkim w przyszłość. To przecież nie jest tylko kwestia zastosowanych nowych technik komunikacyjnych na ekspozycji?

Nie udałoby się, gdyby nie wprowadzenie Powstania Warszawskiego do kultury masowej. Odmitologizowaliśmy miejsce, by zainteresować nim jak największą grupę ludzi. Muzeum z założenia to miejsce, które otrzymuje pulę eksponatów i musi nimi zainteresować ludzi, a żeby zrobić to jak najlepiej, musi prowadzić dialog ze społeczeństwem - o historii, o kulturze, o przeszłości, ale także o przyszłości. Musi być częścią społeczeństwa, częścią miejsca, gdzie się znajduje, częścią kultury, w której funkcjonuje.

Weszliśmy w kulturę masową, mając taki, a nie inny mit. Okazało się, że w tym obszarze sprawdził się on znakomicie. Młodym ludziom bardzo łatwo jest utożsamić się z Powstańcem, który ryzykuje życie w obronie bliskich, ojczyzny, idei, w które wierzy. Jest to rodzaj wspólnoty z Powstańcami, wynikający z szacunku młodych ludzi dla tych, którzy walczą o wolność.

Udało nam się połączyć wzorce kulturowe, zainteresowania dla przeszłości z nowymi technologiami i nowoczesnym myśleniem. Gdyby Muzeum bazowało tylko na samym high tech, to przypuszczam, że nie osiągnęłoby takiej popularności i widzowie nie przychodziliby tu tak często.

Budując ekspozycję, myśleliśmy o niej jak o filmie: co by widz chciał obejrzeć, gdyby miał do dyspozycji kamerę? Co by go zainteresowało, gdyby mógł to dla siebie sfilmować? Nowe technologie służą nawiązaniu komunikacji z widzami, bo młody odbiorca, który przychodzi dzisiaj do Muzeum, właśnie tego oczekuje. Mamy na przykład ekrany dotykowe ze zmieniającym się obrazem przemieszczania się frontów II wojny światowej w zależności od wybranych wydarzeń.

Czym, z Pana punktu widzenia, jest dzisiaj nowoczesność, innowacyjność? Jak ocenia Pan pojmowanie wyzwań związanych z nowoczesnością w naszym kraju? Na ile jesteśmy dzisiaj społeczeństwem nowoczesnym, innowacyjnym i w czym to się przejawia?

Pojmowanie nowoczesności i jej poziom w naszym kraju pozostawiają wiele do życzenia. Wyobrażenie Polaków jest często archaiczne, XIX-wieczne. Na tym tle samo wykorzystanie nowych technologii automatycznie jawi się, jako budowanie nowoczesności. Jeżeli coś jest u nas nowoczesne technologicznie, to od razu robi wrażenie. A tymczasem, nowoczesność może oznaczać także bycie miłym dla klientów, okazywanie szacunku innym, dbanie o porządek na ulicy. Tego musimy się uczyć, ale to jest najtrudniejsze. Gdy się jednak bardzo chce, to przynosi efekty.


TOP 200