Magic w kolorze khaki

Z generałem Eli Gonen'em rozmawia Tomasz Szewczyk.

Z generałem Eli Gonen'em rozmawia Tomasz Szewczyk.

Gen. Eli Gonen związany jest z informatyką wojskową od przeszło 20 lat. Po skończeniu studiów i kursu programowania dużych maszyn, przez wiele lat kierował pracami coraz większych zespołów ludzkich, zajmujących się tworzeniem najróżniejszych aplikacji dla potrzeb tzw. logistyki, czyli swoistego połączenia wojskowej ekonomii, księgowości i gospodarki magazynowej. W końcu zaś, gdy w Izraelskiej Armi powołano specjalny pion informatyczny, stanął na jego czele, uzyskując jednocześnie tytuł First Information Officer. Obecnie jest przedstawicielem Magic Software Enterprises Ltd.

- Skąd wziął się Magic w Armii Izraela?

- Z produktem tym zetknąłem się po raz pierwszy w 1987 r. Testowaliśmy wówczas przydatność różnych narzędzi programistycznych dla potrzeb wojskowych. Osobiście byłem wtedy gorącym zwolennikiem dBase, lecz zleciłem współpracownikom bliższe zbadanie sprawy.

Badania trwały ponad pół roku i polegały głównie na zbieraniu opinii o aplikacjach służących do tego samego celu, lecz przygotowanych za pomocą różnych narzędzi programistycznych. Magic wyszedł z tej próby obronną ręką. Umożliwiał zarówno szybkie tworzenie aplikacji jak i późniejsze, łatwe posługiwanie się nimi nawet bardzo niewprawnym użytkownikom. Jedni i drudzy szybko go polubili.

- Co to było za oprogramowanie?

- Głównie do rozwiązywania typowych zagadnień ekonomiczno-organizacyjnych, takich jak np. racjonalne zagospodarowanie tysięcy rozsianych po całym kraju ciężarówek, planowanie dystrybucji mundurów czy racji żywnościowych. Armia jest bowiem przede wszystkim ogromną masą ludzi i sprzętu, które ze względu na swoją specyfikę, wymagają niezwykle skutecznego zarządzania.

Pierwszą aplikacją, przygotowaną z użyciem tego narzędzia programistycznego, był pakiet biurowy, który ku ogólnemu zadowoleniu, niemal od razu, stał się ogólnowojskowym standardem. Ostatecznie przypieczętowało to sukces Magica. Jak bowiem wiadomo, w żadnej armii nie ma ani dość czasu na poprawianie, czy dostosowywanie programów przygotowywanych przez wiele miesięcy w jakiejś cywilnej firmie software'owej, ani wystarczających pieniędzy, żeby płacić za usuwanie usterek, skoro wojsko posiada tylu zdolnych informatyków.

- Czy były to jedyne względy?

- Nie. W armii często potrzebne są nietypowe programy, które będą używane przez kilka tygodni lub nawet dni. Zwykle jest bardzo mało czasu na ich powstanie, a co gorsza, trudno przewidzieć wszelkie tego typu sytuacje. Jeśli więc dysponujemy na tyle szybkim i elastycznym narzędziem, żeby zdążyć na czas, to dobrze, a jeśli nie, trzeba po prostu rezygnować z komputerów, czyli ponosić straty.

Innej miary czynnikiem jest kapryśność i specyficzne upodobania niektórych odbiorców, takich jak np. piloci samolotów odrzutowych. Stanowią oni odrębną kastę wśród żołnierzy i w związku z tym "nie lubią" używać tych samych narzędzi, co marynarka czy piechota. Jednakże i oni odstąpili tym razem od swych zasad, dostrzegając zalety Magica.

Ostatnią wreszcie kwestią była konserwacja oprogramowania w przypadku częstych zmian personelu. W Magicu takich problemów po prostu nie ma, tak samo zresztą, jak nie występuje problem przenoszenia aplikacji między różnymi platformami sprzętowymi. Z punktu widzenia wojskowości jest to niezwykle istotne.

- Czy nie istnieje zatem obawa, że w związku z pojawieniem się takich narzędzi jak Magic, wielkimi krokami nadciąga "czarna godzina" dla programistów, bo końcowi użytkownicy będą pisać wszystko sobie sami?

- O, nie. Tworzenie aplikacji przez końcowego użytkownika, to czysta utopia. Widziałem już w 1985 r. pierwsze "osiągnięcia" Japończyków w pracy nad językami V generacji i jak słyszałem do dziś pozostają one jedynie w fazie prób. Podobne obawy zgłaszano już w czasach, gdy nowsze języki wypierały z użycia assembler.

Magic jest niewątpliwie świetnym narzędziem, ale jak każdy inny język IV generacji nadaje się tylko dla utalentowanych programistów. Mimo, że nie ma w nim tzw. kodu źródłowego, nieprofesjonaliści nie będą potrafili wykorzystać wszystkich jego zalet, gdyż ujawniają się one dopiero podczas tworzenia bardziej złożonych aplikacji. Nie obawiałbym się zatem o los informatyków. Przewiduję raczej znaczny wzrost dochodów tej grupy osób, bowiem dzięki szybszym narzędziom wielokrotnie wzrasta ich wydajność pracy.

- Jak duże jest zastosowanie Magic'a w Armii Izraela?

- Wojna, którą prowadzi mój kraj, w niczym nie przypomina europejskich stereotypów w tym względzie. Mówiąc w dużym uproszczeniu, ok. 99% operacji wojskowych odnosi się do sfery gospodarczej, a tylko niecały 1%, przypada na rzeczywiste działania bojowe. Z tego też względu zastosowania informatyki sprowadzają się w większości przypadków do typowo pokojowych zagadnień, takich jak: gospodarka magazynowa, służba zdrowia czy księgowość.

Z drugiej strony, jeśli zważymy mnogość stosowanego sprzętu, możemy wyróżnić w tej armii trzy główne, historycznie uwarunkowane poziomy. Kwatera główna wyposażona jest w komputery typu mainframe, gdyż pojawiły się one w wojsku jako pierwsze, ok. 30 lat temu, średni szczebel dowodzenia, to wprowadzone ok. 1980 r. minikomputery i różnego rodzaju stacje robocze, zaś najniższy stanowią notebooki i podobne, bazujące na technologii PC.

Jeśli zatem zadajemy pytanie o narzędzia software'owe, wykorzystywane przez Armię Izraela, to odpowiedź brzmi: stosuje się w niej prawie wszystko, co do tej pory powstało na świecie. Magic jest w tym kontekście stosunkowo nowym produktem, lecz mimo wszystko oceniam, że w nim właśnie tworzone jest ok. 95% ogółu aplikacji, przeznaczonych dla komputerów osobistych, czyli dla niższego i średniego szczebla dowodzenia.

- Mówimy przez cały czas o angielskojęzycznej wersji Magic 5.0. A co z szóstą wersją? Czy będzie po polsku?

- Ponieważ prace projektowe wciąż trwają, mogę jedynie powiedzieć, że planujemy je zakończyć na początku przyszłego roku i że nowa wersja będzie na pewno wyposażona w zmodernizowany, w pełni graficzny interfejs użytkownika. Jeśli zaś chodzi o lokalizację, zupełnie nie widzimy takiej potrzeby, choć nie wykluczamy też tej możliwości. Programiści polscy dobrze znają język angielski, a aplikacje można przecież generować w dowolnie wybranym języku.

- Jak duże szanse w Polsce ma Pana zdaniem Magic?

- Na rynku cywilnym, sądzę, że dość duże, gdyż jest sprawdzonym i wydajnym narzędziem. Myślę, że dzięki niemu uda się waszym programistom uniknąć wielu niepowodzeń i błędów, które stały się naszym udziałem. Poza tym, produkt ten charakteryzuje się dobrym stosunkiem kosztów do możliwości, pozwala zaoszczędzić sporo czasu oraz nie wymaga drogiego sprzętu. Jestem więc dobrej myśli. Jeśli zaś chodzi o sferę wojskową to... rozmowy trwają.

- Dziękuję za rozmowę.


TOP 200