Licencja na żądanie

Z Barbarą Czałbowską, wiceprezes firm Cinem@n i Monolith Films, rozmawiają Andrzej Gontarz i SŁawomir Kosieliński.

Z Barbarą Czałbowską, wiceprezes firm Cinem@n i Monolith Films, rozmawiają Andrzej Gontarz i SŁawomir Kosieliński.

Operatorzy telekomunikacyjni coraz chętniej wprowadzają - lub zapowiadają - usługę wideo na żądanie. Wielkie wytwórnie filmowe wcale jednak nie są takie skore do udostępniania filmów przez Internet. Jakie będą zatem szanse rozwoju tego segmentu rynku usytuowanego na styku najnowszych technologii i funkcjonującego od dawna przemysłu filmowego?

Przyszłość mediów to bezsprzecznie fuzja myślenia medialnego, programowego i technologicznego. Sukces na tym rynku może zagwarantować dzisiaj tylko ścisły związek tych dwóch parametrów. Nie można, jak dotychczas, najpierw myśleć o programie, a potem dopiero dobierać odpowiednie technologie do jego realizacji. Kształtowanie programu musi iść w parze z poszukiwaniem inspiracji w dostępnych czy nawet rodzących się dopiero technologiach. Jest to niezbędne, gdyż potrzeby odbiorców dzisiaj szybko się zmieniają, zaś nowe technologie dają możliwość szybkiego reagowania na zmieniającą się sytuację na rynku. Już nie ma czasu na długotrwałe przygotowywanie i wprowadzanie nowej oferty, odpowiedź musi być natychmiastowa.

Jakie warunki muszą zostać spełnione, aby producenci filmowi zechcieli współpracować z operatorami telekomunikacyjnymi?

Barbara Czałbowska, wiceprezes firm Cinem@n i Monolith Films

Barbara Czałbowska, wiceprezes firm Cinem@n i Monolith Films

Trzeba zaproponować takie rozwiązania, żeby przemysł filmowy zobaczył w tym swój interes. Żeby tak się stało, nie wystarczy tylko udostępnić techniczne możliwości pobierania filmów z sieci. Trzeba także uwzględnić wiele innych, równie ważnych okoliczności, które są specyficzne dla funkcjonowania samej branży filmowej.

Cinem@n jest właśnie takim przedsięwzięciem, które ma umożliwiać dostęp operatorom telekomunikacyjnym do filmów z całego świata. Chcemy zaoferować jednolitą, otwartą platformę współpracy. Chcemy być integratorem treści, ale także uporządkować rynek pod względem technologicznym.

Chodzi o to, aby wszystkie zainteresowane podmioty - i operatorzy telekomunikacyjni, i sieci kablowe - mogły mieć łatwy dostęp do oferowanych zasobów. Tylko wtedy będzie to opłacalne.

Telekomy dzisiaj bardzo intensywnie poszukują kontentu filmowego, nie znają jednak specyfiki biznesu filmowego. Myślą, że film to coś w rodzaju paczki, którą można przenieść z jednego miejsca w drugie. Tymczasem, tak naprawdę to nie ma czegoś takiego jak gotowy kontent filmowy, który można wykorzystywać na różne sposoby. Dystrybucja filmów to przede wszystkim skomplikowany system licencji, umów, praw autorskich, rozliczeń, wymogów technologicznych, systemów sprzedażowych kontentu skojarzonych z promocją itd. Dopiero opanowanie wszystkich tych procedur, całego ich łańcucha, daje szansę korzystania z produkcji filmowej.

Popatrzmy zatem na mechanizmy udostępniania produkcji filmowej oczami przedstawiciela branży filmowej. Co jest tutaj najważniejsze?

Najpierw musi być licencja na rozpowszechnianie filmu. Negocjowanie jej warunków jest często bardzo uciążliwe i długotrwałe. Wymaga też specjalnej wiedzy i specyficznego doświadczenia.

W zasadzie dostęp do atrakcyjnych, nowych filmów fabularnych jest możliwy wyłącznie przy zakupie tytułu na wszystkie pola eksploatacji, tzn. kino, DVD, VoD, Pay TV, Free TV, itd., na co stać wyłącznie wiodących dystrybutorów filmowych na danych terytoriach. Istnieje oczywiście możliwość negocjowania z wielkimi studiami dostępu do ich bibliotek wyłącznie w zakresie licencji VoD, ale zainteresowanie polskiego rynku inwestowaniem w starą produkcję (nie tylko w licencje, ale i w komplet cyfrowych materiałów wyjściowych oraz opracowania językowe) jest niewielkie.

Ponadto licencjodawca ma bardzo ściśle określone wymogi technologiczne co do sposobu udostępniania filmu i rozliczania wpływów (np. czy płatności są dokonywane kartą czy gotówką przez sieci abonenckie, czy są zabezpieczenia DRM, jakie są stosowane systemy dostępowe do produktu itp.). Film można wprowadzić na własną platformę, np. cyfrową, tylko z zachowaniem reżimu technologicznego, akceptowanego przez licencjodawcę.

Dopiero gdy uda się spełnić wszystkie warunki zawarte w licencji, można myśleć o eksploatacji filmu. To jednak wcale nie oznacza końca problemów. Każdy film musi być rozliczony z każdego pobrania. Każde indywidualne pobranie musi być raportowane licencjodawcy. Jeżeli mamy do czynienia z dużą liczbą filmów i dużą ilością pobrań każdego z nich, to procedura rozliczeniowa staje się bardzo skomplikowana. Gdy mamy wielu licencjodawców, to sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. Trzeba też pamiętać o tym, że osobno negocjowane są warunki do każdego ustalonego pola eksploatacji (wideo na żądanie jest na przykład innym polem eksploatacji niż udostępnianie filmu w płatnym kanale filmowym czy internetowym). Do obsłużenia takiego systemu potrzeba specjalnych sił i środków.

Ile na tym można zarobić? Na jakie przychody z tytułu udostępniania filmów mogą liczyć telekomy?

Przeciętnie opłata za wypożyczenie hitu filmowego w wypożyczalni w Warszawie wynosi maksymalnie 11 zł na dobę. W usługach wideo na żądanie trzeba by zaproponować kwotę porównywalną, z dywersyfikacją cen w zależności od regionu kraju, a więc w granicach 8-10 zł za 24 godz. Ile z tego może zostać u operatora?

Standardowo 50% opłat za pobranie filmu należy się licencjodawcy, niezależnie od wpłaty MG, tzn. minimalnej gwarancji, której może zażądać licencjodawca, nie chcąc ponosić ryzyka nominalnych strat z powodu mało efektywnej dystrybucji.

Przy takich kwotach rozliczenia muszą być prowadzone co do grosza...

Tak, raportowanie finansowe musi być bardzo precyzyjne. Każdy z operatorów telekomunikacyjnych, który chciałby na własną rękę udostępniać filmy, musi się z tym liczyć. Czy to będzie mu się opłacać? Czy będzie w stanie samodzielnie ponieść wszystkie związane z tym inwestycje?

Załóżmy, że będzie 200 tys. abonentów zainteresowanych usługą wideo na żądanie. Trudno przewidzieć, z jaką częstotliwością każdy z nich będzie korzystał z systemu. Załóżmy jednak, że każdy obejrzy przynajmniej jeden film. Będzie więc 200 tys. pobrań. To daje kwotę 2 mln zł. Pytanie, czy będzie to w skali miesiąca czy kwartału? Co najmniej połowę z tego trzeba od razu przeznaczyć na opłaty licencyjne. Reszta zostaje do podziału między operatora i inne podmioty, w tym m.in. pośredniczące w pozyskiwaniu licencji. Bezpośrednie negocjowanie ze studiami filmowymi idzie dosyć opornie. Telekomy na świecie korzystają zazwyczaj w tym zakresie z usług lokalnych dystrybutorów. Poza tym każdy z operatorów ma jeszcze jakieś koszty własne związane z obsługą systemu i utrzymaniem usługi. Jaki więc może być finalnie zysk? Gdy się dokładnie policzy, to widać, że nie jest to interes zbyt dochodowy.

Każdy z operatorów bardzo mocno się jednak dzisiaj stara, aby mieć takie usługi w swojej ofercie...

To zainteresowanie jest w pewnym sensie zrozumiałe. Filmy są bowiem podstawą pakietów triple play, stanowią koło zamachowe rozwoju sieci szerokopasmowych, napędzają koniunkturę na łącza szerokopasmowe. Ważnym czynnikiem jest tu jeszcze zmieniający się styl życia mieszkańców. Coraz mniej unormowany tryb pracy sprawia, że coraz trudniej jest nam dopasować się do ramówki telewizyjnej. W takiej sytuacji musi zwyciężyć opcja swobodnego zagospodarowywania czasu wolnego przez abonenta. Musi się jednak pojawić dostosowana do tego oferta medialna.

Filmy i gry stanowią podstawę cyfrowej rozrywki. Operatorzy telekomunikacyjni są gotowi inwestować w ich udostępnianie, nawet jeśli na tym nie zarobią, byle wyszli na zero. To nie jest bowiem cel sam w sobie, lecz środek do celu, sposób na zwiększenie zainteresowania korzystaniem z łączy szerokopasmowych.

Dlaczego branża filmowa tak niechętnie odpowiada na to rosnące zapotrzebowanie ze strony telekomów?

Mamy tutaj do czynienia z pewnym konfliktem interesów. Licencjodawcy filmów są powściągliwi, bo na razie nie ma w tym dla nich prawdziwego biznesu, jest natomiast dużo pracy związanej z obsługą licencji. Jest też dużo pracy związanej z wyselekcjonowaniem oferty nadającej się do wykorzystania na platformach cyfrowych. Przychody z tytułu udostępniania filmów w Internecie są zbyt małe (patrz: wcześniejsze wyliczenia), aby stanowiły decydujący argument przetargowy. Nie zapominajmy również o lobbingu producentów światłoczułych materiałów filmowych, którym zależy na tym, aby filmy były rozpowszechniane na ich produktach. Zamiana zapisu na cyfrowy też stanowi wysiłek, którego producenci i dystrybutorzy nie chcą podejmować. Z drugiej strony, jeżeli robi się przepisywanie na taśmy beta digital, to równie dobrze można by nagrywać na dyski. Problem jednak w tym, że nie ma zbyt wielu odbiorców takich zapisów. Liczba kin cyfrowych jest ciągle śladowa, funkcjonują głównie w Chinach, USA i Japonii.

Najlepiej, gdyby film od początku powstawał w wersji cyfrowej. Czy nie używa się cyfrowych kamer? Wiele mówi się o korzyściach z tego rodzaju zapisu dla wytwórni filmowych, reżyserów, aktorów - że jest taniej, że można od razu obejrzeć efekt pracy i w razie potrzeby nakręcić duble, że łatwiej jest montować gotowy materiał itd.

Korzyści z pewnością są i wiele wytwórni stosuje technikę cyfrową na różnych etapach produkcji filmu, chociażby przy efektach specjalnych. Decydujące znaczenie ma chyba wciąż jeszcze kwestia jakości. Jak twierdzą wybitni reżyserzy, istnieje kolosalna różnica jakości między zapisem światłoczułym i cyfrowym. Ich zdaniem zapis cyfrowy jest na przykład zbyt płaski, nie daje możliwości subtelnego różnicowania klimatów poszczególnych scen. Może się nadawać do kręcenia sitkomów, ale już tworzenia wielkich dzieł filmowych reżyserzy nie chcą się przy jego użyciu podejmować. Być może, gdy pojawi się większa liczba cyfrowych kanałów dystrybucji, wzrośnie zapotrzebowanie na tańsze filmy realizowane tą techniką jako odpowiedź na preferencje programowe użytkowników.

Od czego będzie zależał rozwój rynku cyfrowej dystrybucji filmów?

Od nowych pomysłów, od kreatywności ludzi. Tam gdzie media spotykają się z nową technologią, wygrają ci, którzy nie będą myśleć i działać stereotypowo, lecz zachowają świeżość spojrzenia, dalekowzroczną perspektywę myślenia i twórczą postawę. Dzisiejsza technika umożliwia szybką reakcję na zmiany potrzeb rynku, ale trzeba umieć się nią w odpowiedni sposób posłużyć.


TOP 200