Kto zdobędzie rynek samorządowy

Z Krzysztofem Fudałą, prezesem firmy Jason MacKenzie, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z Krzysztofem Fudałą, prezesem firmy Jason MacKenzie, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Ile trzeba zainwestować, żeby zaistnieć na rynku oprogramowania?

Produkcją oprogramowania "na poważnie" zajęliśmy się 6 lat temu, gdy zdecydowaliśmy się sprofilować swoją działalność na rynek samorządowy. Poszliśmy trochę pod prąd - wówczas na rynku dużych systemów dominował Informix, my zaś postawiliśmy na technologię Oracle. Pozwoliło to nam zbudować nowoczesny zespół 80 osób, z czego ok. 60 programistów, który potrafił wsłuchać się w życzenia klientów i tworzyć aplikacje w interakcji z nimi. Dwie trzecie wydatków firmy przeznaczaliśmy na produkcję i rozwój oprogramowania. Przy kosztach przedsiębiorstwa na poziomie 6 mln zł rocznie okazuje się, że zainwestowaliśmy w tym czasie gigantyczną kwotę 24 mln zł! To pokazuje, jak drogie jest pisanie programów.

W Państwa przypadku obserwuję nieustannie poszukiwanie silnego udziałowca. Zdaje się, że nazwa firmy jest pamiątką po jednym z nich. Współudziałowcem firmy był Sylwester Michalak, prezes spółki Demos. Jaki cel temu przyświecał?

Kto zdobędzie rynek samorządowy

Krzysztof Fudała

Gdyńska firma Demos stała się dwa lata temu pośrednim udziałowcem Jasona, ponieważ wydawała się dostatecznie duża, aby zapewnić nam dalszy rozwój. Myślałem, że jeśli ich dryg do handlu sprzętem komputerowym zostanie wsparty naszymi usługami, to zdobędziemy poważne kontrakty (czytaj: pieniądze), umożliwiające dalszy rozwój oprogramowania. Poza tym traktowałem związek z Demosem jako pozostanie w kręgu zainteresowania Prokom Software - nie jest tajemnicą współpraca między obiema gdyńskimi firmami. Wydawało mi się, że nasz główny rynek, czyli samorządy, okaże się ciekawy dla Prokomu. Ale na razie wiedzie mu się bez tego świetnie, zdobywając zlecenia w instytucjach publicznych na szczeblu centralnym. Łatwiej rozłożyć równomiernie pracę kilkuset informatyków przy jednym, dużym kontrakcie niż przy kilkuset wdrożeniach na terenie całego kraju.

Zaskoczył mnie Pan wzmianką o Prokomie. Zawsze postrzegałem Was jako firmę zbliżoną do ComputerLandu.

Owszem, największe wspólne interesy łączą nas z ComputerLandem. Równolegle z ruchami kapitałowymi w firmie podpisaliśmy umowę z CL na wspólny rozwój i dystrybucję Forum - naszego sztandarowego systemu wspomagania pracy samorządu. Prawa i obowiązki dotyczące produktu zostały tak podzielone, że ComputerLand ma zajmować się sprzedażą Forum, w szczególności u dużych klientów, zaś my sprawami technologicznymi i rozwojem. W umowie przewidziano, że jedna ze stron może wykupić prawa do całości.

O ile wiem, w tym roku odkupił Pan udziały od Demosu i ponownie wróciły one do Pana. Co spowodowało Wasze rozstanie? Czyżby nie sprawdziła się koncepcja grupy technologicznej i wdrożeniowej wyspecjalizowanej w systemach informacji przestrzennej i obsłudze rynku samorządowego?

Przede wszystkim kultury organizacyjne Jason MacKenzie i Demos na tyle różnią się od siebie, że nie było między nami zrozumienia, np. co to jest proces produkcji oprogramowania czy też dlaczego nie można zwolnić ekipy programistów, by za chwilę, przy jakimś innym kontrakcie na nowo ją zatrudnić. Z podsumowania naszej działalności wyszło, że razem nie damy rady.

A osobno?

Być może jest to jakiś pomysł. Wbrew pozorom rynek IT się budzi. Wszyscy wielcy, m.in. Microsoft i IBM, zaczęli się interesować rynkiem samorządowym, na który warto skierować swoją aktywność. Zapewne zostało to poparte głębokimi analizami na poziomie korporacyjnym. Zatem trzeba się głęboko zastanowić, jaką przyjąć strategię. Zachowawcza nakazywałaby zredukowanie zatrudnienia w mojej firmie i utrzymywanie się głównie z usług serwisowych na rzecz instytucji, w których wdrożyliśmy oprogramowanie. Pieniędzy z rat za te usługi jest wystarczająco dużo, by Jason MacKenzie mógł dalej egzystować na poziomie przychodów 3-4 mln zł. Jednak nie leży to w mojej naturze, zwłaszcza że jestem pewien jakości Forum. Z nim można zdobyć większość rynku samorządowego, który szacuję na kilkaset milionów złotych rocznie. Przykładowo, Warszawa nie ma jednolitego systemu informatycznego - po procesach reorganizacji nowy system informatyczny będzie wykorzystywany przez ok. czterech tysięcy urzędników samorządowych. Z tego wynika biznes na poziomie kilkudziesięciu milionów złotych. Ten, kto wygra ewentualny przetarg na informatyzację samorządu warszawskiego, zarobi krocie.


TOP 200