Kosmiczna pomyłka

Z Mark MacGannem, dyrektorem generalnym European Industry Association EICTA, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Z Mark MacGannem, dyrektorem generalnym European Industry Association EICTA, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

EICTA jednoznacznie popiera projekt nowej dyrektywy unijnej o patentowaniu wynalazków implementowanych komputerowo. Czy Państwo bylibyście za tym patentowaniem, gdyby stosowne regulacje nie obowiązywały już od dawna w USA czy Japonii? Niektórzy twierdzą, że sytuacja, w której światowy system ochrony patentowej w przypadku informatyki jest całkowicie niespójny, pozostaje szkodliwa i na dłuższą metę jest nie do utrzymania. Lepiej więc zamiast wprowadzać takie regulacje w Europie, odejść od nich w skali całego globu...

To nieprawda. Wcale nam się nie podoba system amerykański, który zapewne i tak zmienią sami Amerykanie. Obecny system europejski jest znacznie lepszy. Nie dlatego jednak popieramy projekt dyrektywy, abyśmy chcieli zbliżyć się do modelu amerykańskiego. To kłamstwo.

Z tego, co Pan mówi, można by wnioskować, że przeciwnicy wprowadzania nowych regulacji padli ofiarą nieporozumienia?

Kosmiczna pomyłka

Nieporozumienia? Żartuje Pan... To kosmiczna pomyłka! Można spierać się i argumentować, ale najpierw warto ustalić fakty i wspólne rozumienie podstawowych pojęć. A mam wrażenie, że tego wciąż brakuje w dyskusji na temat patentowania innowacji, w których wykorzystywane jest oprogramowanie. Zamiast tego mamy jedno wielkie pomieszanie materii.

Proszę zwrócić uwagę, że dyrektywa będzie zabraniać patentowania oprogramowania jako takiego czy tzw. metod biznesowych, z czego właśnie czynią największy zarzut przeciwnicy patentowania. Chodzi wyłącznie o wynalazki i innowacje mające charakter techniczny. Dlatego przeciwko propozycji Parlamentu Europejskiego z 2003 r. - który wprowadził tak daleko idące modyfikacje w dyrektywie, że właściwie niemożliwe stałoby się patentowanie czegokolwiek mającego związek z informatyką - najostrzej zaprotestowały europejskie koncerny technologiczne, takie jak Ericsson i Siemens. Ich produktami nie jest zasadniczo samo oprogramowanie, ale wykorzystujące je urządzenia.

Prawo autorskie chroni wyłącznie kod w wersji, w jakiej został zapisany. Konkurent może więc bez przeszkód wykorzystać samą koncepcję techniczną, na bazie której ten kod został napisany. Tymczasem najbardziej pracochłonne jest właśnie stworzenie owych koncepcji, nie zaś samo kodowanie. Innowacje i pomysły muszą być w gospodarce wiedzy odpowiednio nagradzane, także przez ochronę patentową.

Przeciwnicy mówią zaś, że zapis zapisem, ale praktyka będzie zupełnie inna, o czym ma świadczyć obecna działalność Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO).

Działalność EPO nie jest pozbawiona błędów, zapewne wynikających z tego, że ta instytucja jest wciąż niedoinwestowana. Krytyka tej instytucji jest jednak zupełnie nieuzasadniona. Dzisiaj jest tak, że każdy z krajowych urzędów patentowych stosuje własną wykładnię dotyczącą akceptacji zgłoszeń patentowych, w których mowa o oprogramowaniu. Nowa dyrektywa ma to ujednolicić. Unia Europejska ma wszak tworzyć wspólny rynek. Chodzi o to, aby polska firma, która opatentuje rozwiązanie, którego elementem jest program komputerowy, mogła dochodzić bez przeszkód przypadków naruszeń tego patentu w dowolnym innym kraju Unii Europejskiej. Dzisiaj okazuje się to bardzo trudne.

Bez ochrony patentowej firmy przestaną zaś ujawniać swoje wynalazki związane z oprogramowaniem, czego ubocznym efektem będzie zahamowanie rozwoju projektów finansowych z europejskich środków publicznych, w których zakładane jest upublicznienie osiągniętych rezultatów.

Dlaczego cała ta sprawa - wydawałoby się leżąca na styku biznesu, prawa i techniki - wywołuje tyle skrajnych emocji?

Niewątpliwie jest ona wykorzystywana w walce politycznej. Skutki odrzucenia dyrektywy dotyczącej patentowania dla europejskiej branży informatycznej mogą być daleko idące. Pozbawienie ochrony własności intelektualnej zawartej w prawie patentowym sprawi, że inwestycje w prace badawczo-rozwojowe w branży przeniosą się gdzie indziej. Co więcej, kapitał venture capital zainwestuje w innowacyjne firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw jedynie wtedy, gdy ich obecne i przyszłe wynalazki mogą być chronione przez patenty. Warto więc jeszcze raz przemyśleć wszystkie zyski i straty płynące z przyjęcia bądź odrzucenia projektu dyrektywy.

(Prawie) wszystko w naszych rękach

Wizyta w Polsce Mark MacGanna, który przyjechał zasadniczo tylko po to, aby przekonać polski rząd do głosowania za dyrektywą o patentowaniu wynalazków implementowanych komputerowo, sprawia, że cała sprawa zaczyna nabierać rumieńców. Wyrównanie sił przeciwników i zwolenników patentowania oprogramowania na arenie europejskiej doprowadziło do tego, że w tej akurat sprawie głos Polski może okazać się decydujący. Tym samym od nas - po raz pierwszy - zależy przyszły los teleinformatyki europejskiej.

Zapewne dobrze zdaje sobie z tego sprawę Włodzimierz Marciński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Informatyzacji, który stara się rzetelnie poznać racje wszystkich stron. Od jego opinii będzie zależeć decyzja Polski odnosząca się do poparcia bądź też odrzucenia obecnego kształtu dyrektywy dotyczącej patentowania wynalazków implementowanych komputerowo.

Prof. Michał Kleiber, minister nauki i informatyzacji, w opublikowanym na internetowych stronach ministerstwa komunikacie stwierdził, że "Ministerstwo podejmie starania, aby Parlament Europejski, do którego trafi budząca wątpliwości dyrektywa, ponownie przedyskutował jej zapisy. Ich obecna forma może bowiem uderzyć w różne środowiska, m.in. w małych i średnich przedsiębiorców". Może to oznaczać, że Polska nie zdecyduje się na rewizję stanowiska unijnej Rady ds. konkurencyjności, która jednoznacznie poparła projekt dyrektywy. Kraj członkowski może teoretycznie zażądać zmiany wypracowanego stanowiska, ale w praktyce to się właściwie nie zdarza - oznaczałoby to bowiem przyznanie się do niekompetencji przedstawiciela naszego kraju podejmującego wcześniejsze decyzje, a był nim ówczesny szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Za wniesieniem wniosku o rewizję polskiego stanowiska usilnie lobbują natomiast środowiska przeciwników projektu dyrektywy.

Do odrzucenia dyrektywy w parlamencie w trakcie drugiego czytania potrzeba zaś 2/3 głosów. Jeśli się to uda, to ze względu na przyjęte zwyczaje i procedury, Komisja Europejska nową propozycję przedstawi najwcześniej za dwa lata.

Przemysław Gamdzyk

Zastrzeżenia wobec patentów

Rada Ministrów zadecydowała, że z uwagi na liczne niejasności i sprzeczności dotyczące obecnego projektu dyrektywy w sprawie zdolności patentowej wynalazków realizowanych przy pomocy komputera, Polska nie może poprzeć jego brzmienia, które zostało przyjęte w głosowaniu 18 maja 2004 r. Polska opowiada się jednak za jednoznacznymi instrumentami prawnymi, gwarantującymi, że wynalazki realizowane przy pomocy komputera będą posiadały zdolność patentową. "Ponad wszelką wątpliwość program komputerowy lub jego fragment nie będą mogły być patentowane" - uważa polski rząd. Przedstawiciel Polski w Brukseli zgłosi zastrzeżenia wobec dyrektywy. To może oznaczać, że głosowanie nad nią może zostać przesunięte o 2, 3 miesiące.

EICTA zrzesza 50 największych ponadnarodowych korporacji oraz 32 krajowe zrzeszenia z 24 państw europejskich, do których należy łącznie 10 tys. firm branży teleinformatycznej i elektroniki użytkowej. Członkiem EICTA jest PIIT.

Wszystkie artykuły dotyczące dyskusji na temat patentowania oprogramowania, która toczy się na łamach tygodnika Computerworld, mogą Państwo znaleźć na naszym serwisie internetowym pod adresem:http://www.computerworld.pl/patenty


TOP 200