Komórkowy umiar zalecany

Z prof. Hubertem Trzaską, szefem Pracowni Ochrony Środowiska EM Politechniki Wrocławskiej, na temat zagrożeń wynikających z nadmiernego korzystania z telefonów komórkowych, rozmawia Adam Urbanek.

Z prof. Hubertem Trzaską, szefem Pracowni Ochrony Środowiska EM Politechniki Wrocławskiej, na temat zagrożeń wynikających z nadmiernego korzystania z telefonów komórkowych, rozmawia Adam Urbanek.

Od dłuższego czasu mówi się o szkodliwym oddziaływaniu telefonów komórkowych na zdrowie i samopoczucie ich użytkowników, ale odpowiednie placówki naukowe, predysponowane do prowadzenia takich badań, nie zajmują zdecydowanego i jednoznacznego stanowiska w tej kwestii. Czy mógłby Pan wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje?

Przyczyn po temu jest wiele. Przykład najjaskrawszy to różnica interesów wytwórców urządzeń wytwarzających promieniowanie i ich użytkowników.

Pierwsi dążą do wykazania nieszkodliwości swoich produktów (aspekt ekonomiczny - im wytwór prostszy w konstrukcji, mniej zabezpieczony przeciw efektom niepożądanym, tym tańszy), drudzy - bywa, że „dmuchają na zimne”.

Co ciekawsze, obie strony mają, w jakimś sensie, rację. Z jednej bowiem strony powstanie w organizmie poddanym działaniu pola elektromagnetycznego zmian patologicznych (nieodwracalnych) wymaga stosowania znacznych energii, wielokrotnie przewyższających to, czym dysponuje telefonia komórkowa (vide kuchnia mikrofalowa). Z drugiej zaś stwierdza się występowanie zaburzeń czynnościowych nawet przy niewielkich dawkach pochłoniętej przez organizm energii. Zaburzenia te ustępują po pewnym czasie, po zaniknięciu wywołującego je czynnika. Przyjmuje się, że ustępują nie pozostawiając śladów, choć ciągle nie jest jasne, jakie mogą być skutki długotrwałej ekspozycji. Pewną analogią, łatwo zrozumiałą dla rodaków, może być prowadzący do zaburzeń czynnościowych (pobudzenie procesów metabolicznych, przypływ energii, poprawa humoru), a zalecany przez lekarzy mały drink. Natomiast „biegi długie” wszyscy zgodnie uznają za szkodliwe dla organizmu.

Przedział energii EM pochłanianej przez organizm, a wywołującej zaburzenia czynnościowe, jest bardzo szeroki i w tym przedziale ustala się dopuszczalne poziomy ekspozycji, inne dla środowiska pracy i inne dla populacji generalnej.

Niejednoznaczność, o której mowa w pytaniu, prowadzi do zróżnicowania tych poziomów w przepisach ochronnych obowiązujących w różnych krajach.

Jednak dzięki znacznej aktywności kilku gremiów międzynarodowych można mówić o „światełku pojawiającym się w tunelu” i pewnych trendach do ujednolicania tych przepisów.

Pełne wyjaśnienie wątpliwości wymaga wspomnienia i o drugiej stronie medalu. Chodzi mianowicie o terapeutyczne wykorzystanie energii elektromagnetycznej. Przedział energii stosowanych w medycynie jest znaczny. Pomijając urządzenia służące do niszczenia tkanek i organizmów, mamy diatermie służące nagrzewaniu tkanek, o mocach nawet kilkaset razy przewyższających stosowane w telefonii komórkowej, oraz elektro- i magnetoterapie, gdzie moc jest kilkaset razy mniejsza niż w telefonii. Jednak, biorąc pod wzgląd zbawienne rezultaty tych terapii, nie należy zaniedbywać ochrony przed niepożądaną ekspozycją.

Jak wiadomo, w telefonii komórkowej występują dwa rodzaje zagrożeń promieniowaniem PEM - od stacji bazowych i telefonów. Czego naprawdę ma się obawiać zwykły użytkownik telefonu komórkowego?

Jest tu jeszcze jeden paradoks. Wiele emocji wzbudzają plany instalowania stacji bazowych, natomiast użytkownicy telefonów komórkowych są powszechnie akceptowani. Tymczasem lokowanie stacji bazowej i jej eksploatacja odbywają się pod ciągłą kontrolą organów upoważnionych, co zapewnia pełne bezpieczeństwo (w sensie obowiązujących przepisów ochronnych). Dodajmy, że najważniejszym czynnikiem gwarantującym bezpieczeństwo jest tu odległość między antenami stacji bazowej a osobami, które mogą być narażone na wytwarzane przez nią promieniowanie.

W przypadku użytkownika telefonu komórkowego antena terminalu znajduje się bezpośrednio przy jego głowie; szacuje się, że ponad 50 proc. promieniowanej energii jest absorbowane w ciele operatora - i tu jest pocieszający powód zgodności poczynań technologicznych (pełne wykorzystanie energii) i ekologicznych (zabezpieczenie użytkownika).

Przyjmuje się, że umiarkowane korzystanie z tego znakomitego środka łączności nie powoduje ujemnych skutków zdrowotnych dla jego użytkownika. Natomiast na gaduły nie ma rady. Pierwszy czynnik ograniczający to wysokość rachunku za rozmowy telefoniczne, a drugi to na szczęście przemijająca moda, zgodnie z którą telefon miał przydawać użytkownikowi splendoru.

Czy rzeczywiście kierunkowa charakterystyka promieniowania niektórych aparatów komórkowych jest w stanie zmniejszyć ogólne napromieniowanie głowy użytkownika takiego telefonu?

„Teoretycznie tak” (jak mawiał Edward Dziewoński w kabarecie Dudek). Z technicznego punktu widzenia jest to rozwiązanie w pełni poprawne. Wymaga jednak pewnej dyscypliny w korzystaniu z terminalu wyposażonego w taką antenę, a w szczególności jego trzymania. Argumentu przeciwnego temu rozwiązaniu użyli Amerykanie na podstawie badań degeneracji postawy osób często używających telefonu, a trzymających słuchawkę lub terminal przez dociskanie go głową do ramienia. W naszym przypadku gros energii będzie skierowane w kierunku korpusu operatora.

Chciałbym odpowiedź na to pytanie nieco poszerzyć. Antena terminalu to sprawa ważna i technicznie jasna. Pojawiają się jednak na rynku „magiczne” środki, które mają całkowicie zabezpieczyć użytkownika przed promieniowaniem. Należy z całą stanowczością stwierdzić, że tzw. biedronki i inne urządzenia, które zaleca się przykleić u nasady anteny w celu wyeliminowania oddziaływania pola na operatora, to tylko przykład gadżetów służących jedynie drenażowi kieszeni naiwnych.

Z racji stosowania wyższych mocy w analogowych telefonach komórkowych ich użytkownicy są narażani na większe zagrożenie niż abonenci cyfrowej telefonii komórkowej. Czy jest to istotny element, na który należy zwracać uwagę przy wyborze sieci?

Choć różnica mocy stosowanych w przenośnych terminalach analogowej i cyfrowej telefonii komórkowej przekracza 10x, to nie jest to jeszcze powód do eliminowania któregoś z tych rozwiązań. Widzę tę sprawę w nieco innym aspekcie. W telefonii analogowej stosuje się modulację częstotliwości, której detekcja w organizmach żywych jest mocno utrudniona. Natomiast detekcja amplitudy, zwłaszcza wskutek występowania nieliniowości na błonach komórkowych, powoduje nie tylko oddziaływanie energetyczne na człowieka, ale i błądzenie po jego organizmie prądów o częstotliwościach odpowiadających obwiedni fali nośnej. Badania biomedyczne roli tych prądów są obecnie szeroko prowadzone.

Niektóre źródła podają, że korzystanie z samochodowych stacji przewoźnych może generować niebezpieczne dla otoczenia wielkości promieniowania. Czy tak jest w istocie?

Bez przesady, zwłaszcza biorąc pod uwagę czas ekspozycji osób, które przypadkiem znajdą się w pobliżu takiego urządzenia. Obsługa jest dobrze chroniona przed promieniowaniem odległością od anteny (zainstalowanej na zewnątrz pojazdu) i ekranowaniem przez metalową karoserię. Ważne jest tu zwrócenie uwagi na celowość stosowania anteny zewnętrznej w przypadku telefonii komórkowej. Znakomicie poprawia to warunki łączności i praktycznie eliminuje ekspozycję użytkownika.

W trankingowej łączności dyspozytorskiej za pomocą radiotelefonów korzysta się ze znacznie większych mocy terminali ruchomych. Czy są podstawy do spekulacji, że abonenci tych sieci są bardziej narażeni i powinni jak najrzadziej korzystać z tego typu łączności?

Odpowiedź na to pytanie jest podobna, jak i na poprzednie. Moc promieniowania ma tu drugorzędne znaczenie. Ważniejsze są tu: czas pracy, rodzaj modulacji, miejsce i sposób zamocowania anteny, częstotliwość systemu i inne. Określenie a priori wielkości ekspozycji jest nieomal niemożliwe.

Ze specyfiki promieniowania urządzeń może wynikać mniejsze narażenie przy urządzeniach większych mocy i vice versa, może wystąpić promieniowanie wtórne od dowolnych przedmiotów metalowych, rezonansowe wzmacnianie pola przez elementy bierne itp.

Zarówno w omawianym przypadku, jak i przy innych narażeniach obowiązują dwie podstawowe zasady:

- rozumienie zjawisk, z którymi mamy do czynienia (tu niedoceniana rola wiedzy);

- ostrożność (ale nie fobia!!!) w obecności narażeń.

W razie wątpliwości dotyczących naszego ewentualnego „napromieniowania” należy pamiętać, że każdy właściciel urządzenia wytwarzającego promieniowanie elektromagnetyczne jest zobowiązany na własny koszt przeprowadzać badanie zgodności tego promieniowania z przepisami je ograniczającymi. Pomocy w tej mierze są zobowiązane udzielać wydziały radiologii terenowych stacji sanitarno-epidemiologicznych i placówki inspekcji ochrony środowiska. W szczególnie złożonych przypadkach można szukać pomocy w Centralnym Instytucie Ochrony Pracy w Warszawie, Instytucie Medycyny Pracy w Łodzi lub w naszej pracowni.

Dziękujemy Panu Profesorowi za wypowiedź, która pogłębiła wiedzę czytelników „NetWorlda” na temat oddziaływania telefonii komórkowej na nasze zdrowie.


TOP 200