Koleżeństwo i własne zdanie

Z Ernestem Hęcińskim, kierownikiem działu informatyki w ABB Dolmel, rozmawia Iwona D. Bartczak.

Z Ernestem Hęcińskim, kierownikiem działu informatyki w ABB Dolmel, rozmawia Iwona D. Bartczak.

Jest Pan trzecim z kolei kierownikiem działu informatyki w ABB Dolmel w ciągu kilku lat. Pana poprzednicy odeszli do innych przedsiębiorstw, podobnie jak kilku innych specjalistów. Czy na pewno jest to dobre miejsce pracy?

Fakt, że nasi pracownicy mają takie powodzenie, świadczy o tym, iż jest to świetne miejsce pracy. To po prostu kuźnia wysoko wykwalifikowanych kadr. Mój pierwszy szef, Janusz Hajdul, przeszedł do centrali ABB w Polsce. Następny, Andrzej Drzazga, został kierownikiem informatyki w ADTranz (dawniej Pafawag), pełniąc jednocześnie funkcję Country IS Manager w Firmie ADTranz. Pozostali również trafili do dobrych firm. Zostali docenieni finansowo i zawodowo. W ABB Dolmel nikt nie robił im utrudnień. Wiedza tutaj zdobyta procentuje. Trzeba zrozumieć, że chcą spróbować swoich sił w innym środowisku, przy innych projektach. Ważne jest też to, że nikt w przypadku ABB Dolmel nie pali za sobą mostów. Do tej firmy wraca się z przyjemnością.

Zapewne jest jeszcze jeden czynnik łagodzący ten odpływ. Udrażniają się ścieżki awansu dla innych osób, młodych, zdolnych ludzi, m.in. dla takich jak Pan. Czym zajmował się Pan przed objęciem obecnego stanowiska?

Pracuję w ABB Dolmel od 1993 r. Rok wcześniej ukończyłem studia na Wydziale Elektroniki Politechniki Wrocławskiej. Otrzymałem tam również sporą dawkę wiedzy informatycznej. Później założyłem własną firmę. To był jednak krótki epizod, ponieważ nie chciałem być tylko sprzedawcą, a na nic innego specjalnie nie było popytu. Tu, w ABB Dolmel, poszukiwano ludzi chętnych do nauki z przygotowaniem teoretycznym, ale przede wszystkim z wiedzą praktyczną w dziedzinie serwisu PC, trochę takich "złotych rączek". W mojej firmie zajmowałem się również składaniem komputerów PC, więc niewiele mogło mnie w nich zaskoczyć. Ale potem musiałem już sam, na bieżąco, uczyć się rozwiązywania technicznych problemów i współpracy z ludźmi.

Zresztą wszyscy byliśmy w pewnym sensie pionierami w tym, co robiliśmy. Wtedy w Polsce nie było dużych doświadczeń w technologiach sieciowych, we wdrażaniu zintegrowanych systemów, nie mówiąc już o polskiej literaturze traktującej o MRP II. Wytworzyło to w naszej firmie specyficzną kulturę, w której każdy problem stanowił podniecające wyzwanie, a każdy sukces w postaci jego rozwiązania był świętowany wspólnie, bez zawiści i rywalizacji. Po prostu lubiliśmy zastanawiać się nad różnymi sprawami, eksperymentować, szukać nowych dróg. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że wypracowane przez nas sposoby rozwiązywania pewnych problemów były lepsze niż te opisywane w dokumentacji.

Bezpośrednio przed objęciem obecnego stanowiska pełniłem funkcję administratora systemu i sieci, a przez ostatnie trzy lata byłem również zastępcą mojego poprzedniego szefa.

Zdobył Pan więc cenne doświadczenia. Czy jako szef działu informatyki wykorzystuje je Pan? Jakie ma Pan plany?

Dzisiaj najważniejszym zadaniem jest wypracowanie strategii dalszego rozwoju systemów informatycznych w ABB Dolmel. Przed nami przejście z Tritona 3.1b na BAAN IV i wdrożenie wielokompanijności, celem lepszego odwzorowania struktury firmy - podział na obszary biznesu. Kolejnym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa na poziomie platformy sprzętowej i software'owej, zgodnie z polityką bezpieczeństwa korporacji, oraz sprawnej komunikacji między siecią lokalną a korporacyjną i wyznaczanie kierunku dalszego rozwoju systemów dziedzinowych. Biorąc pod uwagę strategię firmy, ważna jest koordynacja projektu Y2K, czyli bezproblemowe wejście w XXI wiek.

Objęcie stanowiska kierownika działu informatycznego wiąże się również z zarządzaniem ludźmi. Ani ja, ani nikt z moich poprzedników nie był przygotowywany do roli menedżera. Razem uczyliśmy się bycia menedżerem i podwładnym. To też wpłynęło na specyficzną, niepowtarzalną atmosferę wzajemnego rozumienia się "bez słów", koleżeńskości, ale i wysokich wymagań. Pracuje u nas wielu wybitnych specjalistów, zajmujących się wieloma szczegółowymi problemami. Moim zadaniem jest koordynować ich pracę, ukierunkować ich działalność. Muszę znaleźć indywidualne podejście do każdej osoby.

W dziedzinie informatyki udało się Pana firmie zrobić więcej niż komukolwiek innemu w przemyśle - z wyjątkiem niektórych spółek ABB. No, może o jakichś miejscach z równie udanymi i korzystnymi dla biznesu osiągnięciami informatycznymi nie wiem. Ale jeśli nawet są, to są nieliczne. Jakim czynnikom przypisywałby Pan ten sukces?

ABB wyznacza standardy. Jest to ułatwienie na poziomie budowania strategii, ale wszystkie lokalne problemy podczas jej wdrażania są niepowtarzalne, nie ma wzorów i trzeba rozwiązać je od razu, własnymi siłami. Myślę, że naszą siłą - oprócz rzeczywiście niezwykłej atmosfery i wysokiej kompetencji w dziale informatyki - jest umiejętność współdziałania z całą załogą przedsiębiorstwa: od dyrektora, do którego bezpośrednio raportuję, poprzez kierowników działów i komórek, z którymi rozmawiamy o ich potrzebach, aż po pojedynczego użytkownika, który korzysta z informatycznych narzędzi. Użytkownicy zgłaszają potrzeby, definiują założenia, my uważnie ich słuchamy i dyskutujemy z nimi, gdy czegoś nie można wdrożyć w taki sposób, w jaki proponują.