Kanty na bok

Z Tomaszem Czajkowskim, prezesem Urzędu Zamówień Publicznych, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z Tomaszem Czajkowskim, prezesem Urzędu Zamówień Publicznych, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Nowelizacja Prawa Zamówień Publicznych (Ustawa z dnia 7 kwietnia 2006 r. o zmianie ustawy Prawo zamówień publicznych oraz Ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych, dalej w skrócie PZP), która wchodzi w życie 25 maja 2006 r., daje szansę - także branży teleinformatycznej - na uproszczenie procedur przetargowych. Przy okazji może pobudzić rozwój gospodarki elektronicznej. Jakie założenia przyświecały pracom legislacyjnym?

Postawiliśmy na maksymalną informatyzację procesu zamówień publicznych, aby zrównać formę papierową z elektroniczną. Ale - zgodnie z duchem systemu zamówień publicznych - decyzja, w jaki sposób poprowadzić postępowanie o zamówienie publiczne, leży po stronie zamawiającego, dysponenta budżetowych pieniędzy. To on ma zdecydować, czy woli stosować procedury papierowe, łącznie z korespondencją z oferentami, czy też stawia na pełną formę elektroniczną.

Ustawa przewiduje nowe tryby i mechanizmy prowadzenia postępowań. Które z tych rozwiązań poleciłby Pan instytucjom publicznym chcącym budować system teleinformatyczny?

Tomasz Czajkowski, prezes Urzędu Zamówień Publicznych

Tomasz Czajkowski, prezes Urzędu Zamówień Publicznych

Zdecydowanie dialog konkurencyjny. W tym trybie zamawiający wybierze najlepsze rozwiązanie dla siebie, bez obaw - jak dotychczas - że nie jest w stanie określić, czego tak naprawdę potrzebuje. Może rozmawiać z oferentami tak długo, jak mu to będzie potrzebne. Zgodnie z regulacjami zawartymi w dyrektywach nie został bowiem sformalizowany termin zakończenia postępowania. Wreszcie, gdy ostatecznie ustali, co chce kupić, może poprosić wybrane firmy o złożenie ofert.

W tak zwanym dynamicznym systemie zakupów można upatrywać szansy wzrostu zakupów przy wykorzystaniu katalogów elektronicznych. To bardzo ciekawy sposób na zmniejszenie się liczby przetargów.

Zaszło istotne nieporozumienie! Dynamiczny system zakupów jako nowy instrument przyspieszania zamówień (ale nie tryb) nie ma nic wspólnego z katalogiem przedmiotowym, jakim są katalogi elektroniczne proponowane przez platformy handlu elektronicznego. Zgodnie z przepisami Rozdziału 2 Prawa Zamówień Publicznych, zamawiający ustanawia taką procedurę, stosując odpowiednie przepisy dotyczące udzielania zamówienia w trybie przetargu nieograniczonego. Musi zatem określić, co chce kupić w dynamicznym systemie, czas trwania dynamicznego systemu zakupów, przewidywane terminy dokonywania zakupów, a także przedstawić wymagania techniczne dotyczące urządzeń teleinformatycznych niezbędnych do porozumiewania się zamawiającego z wykonawcami.

W wyniku tego pierwszego postępowania powstaje spis firm, które są w stanie podjąć się określonego zadania lub sprzedać towar o powtarzalnych parametrach. Ta lista nie jest zamknięta. Aby nie ograniczać konkurencji, w każdej chwili może się nań dopisać zainteresowane przedsiębiorstwo.

Wykonawcy z tej listy składają zamawiającemu tzw. oferty orientacyjne, ewentualnie uaktualniane po upublicznieniu uproszczonego zamówienia na stronach internetowych zamawiającego. Myślę, że w ten sposób będą kupowane np. artykuły spożywcze albo sprzęt medyczny.

Natomiast to, o czym pan mówi, czyli katalog przedmiotowy, znajdzie niewątpliwie zastosowanie przy umowach ramowych, które będą mogły być teraz stosowane także przez sektor finansów publicznych.

Jak zauważyłem, takich nieporozumień może być więcej, chociażby wynikających ze zmiany znaczenia aukcji elektronicznej w PZP?

Rzeczywiście, dzisiejsza aukcja elektroniczna jako osobny tryb przemianowana zostaje na licytację elektroniczną do kwoty zamówienia 137 tys. euro. Natomiast odtąd przez aukcję elektroniczną będziemy rozumieć swoistą dogrywkę np. w przetargu nieograniczonym. Po zakończeniu - nazwijmy to tak - części papierowej, można przeprowadzić dogrywkę w formie aukcji na kwantyfikowalne elementy zamówienia, nie tylko cenę, ale również okres gwarancji, czy czas reakcji serwisu. Gwoli wyjaśnienia, to nie jest procedura przypominająca przetarg dwustopniowy, lecz cały czas to samo postępowanie.

Czy zamawiający są aż tak skorzy do korzystania z nowinek technicznych?

Obawiam się, że nie jesteśmy jeszcze w pełni przygotowani do stosowania elektronicznych narzędzi w procedurach zamówień publicznych. Wciąż jeszcze lepiej sobie radzimy z kartką papieru i długopisem niźli z komputerami. Może jednak instytucje publiczne mile mnie zaskoczą i takich aukcji czy licytacji będzie się odbywało znacznie więcej niż teraz.

Pomyślałem sobie, że z punktu widzenia przedsiębiorców najważniejsze zmiany zaszły w sferze środków ochrony prawnej. I media, i politycy wciąż traktują system zamówień publicznych jako ciąg nieustannych awantur o przecinki, czy też brak numeracji załączników...

Skala zjawiska została wyolbrzymiona. Liczba postępowań z odwołaniami to ok. 10% zamówień ogłaszanych w Biuletynie Zamówień Publicznych. To zarazem tylko i aż 10%. Natomiast niewątpliwie występują wcale nieodosobnione przypadki pieniactwa, blokowania przetargów, niedopuszczania do podpisywania kontraktów. I to jest prawdziwy problem. Ale jestem przekonany, że ta nowelizacja ukróci tego rodzaju praktyki. W końcu ustawa jest nastawiona na uczciwego i kompetentnego zamawiającego. Gdybyśmy przewidzieli wszystkie możliwości obchodzenia prawa, kodeks karny stałby się nieprzydatny.

Musi się jednak zmienić coś jeszcze. Nadal zamawiający nie rozumieją, że otwarcie polskiego rynku zamówień publicznych oznacza ich weryfikację przez wiele podmiotów, nie tylko z własnego podwórka. Każdy kant zostanie wychwycony. Słowem, skończyły się tanie numerki i kombinacje, jak by tu obejść prawo.


TOP 200