Grzech narzekać

Z dr. Dominikiem Batorskim z Katedry Statystyki Demografii i Socjologii Matematycznej w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, współautorem Diagnozy Społecznej 2005, rozmawiają Andrzej Gontarz i Sławomir Kosieliński.

Z dr. Dominikiem Batorskim z Katedry Statystyki Demografii i Socjologii Matematycznej w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, współautorem Diagnozy Społecznej 2005, rozmawiają Andrzej Gontarz i Sławomir Kosieliński.

W swoim wystąpieniu na tegorocznej konferencji Miasta w Internecie Krzysztof Król z Prokom Software przekonywał - jako były polityk i dziennikarz, obecnie zaś menedżer, że mamy coraz mniej powodów do narzekania. Jego zdaniem, potwierdzają to wyniki tegorocznej Diagnozy Społecznej. Uważa, że gdyby dobrze zapoznali się z nią politycy, to musieliby spojrzeć na nasze problemy zupełnie inaczej. Jaka jest rzeczywiście dzisiejsza Polska w świetle tego badania?

Wniosek z Diagnozy faktycznie może być taki, że w rzeczywistości jest lepiej niż nam się wydaje. Wśród Polaków jest wyraźna tendencja do narzekania. Szczególnie, gdy się zadaje pytanie o ogólną ocenę sytuacji, ludzie zwykle mówią, że jest źle. Gdy jednak zapytać o konkretne sprawy, to jest już o wiele lepiej. Przykładowo, trzy czwarte badanych fatalnie ocenia stan służby zdrowia w naszym kraju, ale z drugiej strony także trzy czwarte wyraża zadowolenie z usług lekarzy w miejscu zamieszkania.

Wyniki naszego badania obalają też wiele funkcjonujących powszechnie mitów. Gdyby bezrobocie było rzeczywiście tak wysokie, jak się oficjalnie podaje, to nasz kraj nie mógłby normalnie funkcjonować. Prawda jest taka, że wielu zarejestrowanych bezrobotnych pracuje "na czarno". Faktem jest, że politycy w naszym kraju mało korzystają z jakiejkolwiek wiedzy o społeczeństwie. Nie chodzi tylko o informacje pochodzące z Diagnozy Społecznej, dotyczy to wszelkich danych na temat sytuacji w społeczeństwie, w tym również danych GUS.

Niektórzy jednak podchodzą krytycznie do bardzo optymistycznej, prezentowanej szczególnie przez prof. Janusza Czapińskiego, interpretacji wyników otrzymanych w ramach Diagnozy Społecznej...

Grzech narzekać

Ta krytyka opiera się często na własnym, jednostkowym doświadczeniu krytykującego - znam kogoś, komu żyje się źle, więc nie zgadzam się z tezą o dobrej sytuacji w kraju. Z naukowego punktu widzenia jest to zabieg nieuprawniony. Nie może służyć weryfikacji uogólnionych sądów. Jak najbardziej zasadne jest jednak pytanie o to, jak daleko idące wnioski można wyciągnąć z otrzymanych przez nas wyników, aby niczego nie zbagatelizować jak też i przesadnie nie wyolbrzymiać. Prof. Janusz Czapiński twierdzi, że nastąpiła egalitaryzacja społeczeństwa. Trzeba jednak pamiętać, że wzrost poziomu życia nastąpił w dużej mierze dzięki pomocy państwa, które wydało duże środki na pomoc ludziom, którzy sobie w dzisiejszej rzeczywistości nie radzą.

Czy w otrzymanych od respondentów odpowiedziach widać rozwój społeczeństwa informacyjnego w Polsce?

Samo pojęcie społeczeństwa informacyjnego jest bardzo niejasne. Trudno więc o jednoznaczną odpowiedź. Widać jednak wyraźnie, że pod wieloma względami Polska jest krajem bardzo zacofanym. Część społeczeństwa funkcjonuje w obszarze informacyjnym, duża część znajduje się poza nim. Niewiele osób korzysta z technik informacyjnych, najwięcej posługuje się telefonem komórkowym. Prawie 26% badanych korzysta jednocześnie z komputera, Internetu i telefonii komórkowej. Nieco ponad 41% nie korzysta jednak w ogóle z żadnej z tych technologii. Jest też spora grupa osób, które rezygnują z komputera i Internetu. Od 2003 r. ubyło ok. 15% osób, które wtedy korzystały z komputerów i Internetu.

Dlaczego tak się dzieje?

To nie jest problem tylko Polski. Tak się dzieje na całym świecie. Ktoś zmienił pracę, gdzie korzystał z komputera, ktoś skończył szkołę, ktoś miał tak przestarzały komputer, że musiał z niego zrezygnować. Mimo tego liczba użytkowników ogółem wciąż rośnie. Musimy wciąż jednak jeszcze rozróżniać korzystanie z komputera a korzystanie z Internetu. Na Zachodzie korzystanie z komputera jest równoznaczne z korzystaniem z sieci. U nas wciąż jeszcze nie. Aż 43,1% mieszkańców Polski deklaruje posiadanie komputera, ale tylko 33,4% korzysta z Internetu.

Generalnie jest w Polsce duża przepaść między tymi, którzy korzystają z technik informacyjnych, a tymi, którzy nie mają do nich dostępu. W grupie młodych, wykształconych, mieszkających w dużych miastach jest dużo osób, które mogłyby z powodzeniem tworzyć społeczeństwo informacyjne. Problem w tym, że ta grupa jest u nas nieliczna.

Czy Diagnoza Społeczna daje wskazówki, w jaki sposób patrzeć na wykorzystanie technik informacyjnych w polskim społeczeństwie? Może pora wreszcie skończyć z hasłami typu elektroniczna administracja czy społeczeństwo informacyjne i zastanowić się, jakie są faktycznie przesłanki do wykorzystania teleinformatyki w modernizacji kraju, usprawnieniu działania urzędów itp.

W świecie od lat wyraźnie widać, że coraz mniej Internet traktuje się jako osobny, odrębny świat. Jest on częścią naszej rzeczywistości, coraz częściej patrzy się na niego jak na narzędzie komunikacyjne używane w życiu. To nie jest tylko efekt zmian języka, ale też skutek zmian w obrębie samego Internetu. Wrażenie, że sieć nie jest powiązana z realnym światem, że to co się w niej dzieje ma mało wspólnego z tym, co ludzie robią na co dzień, wzięło się m.in. stąd, że początkowo było niewielu jej użytkowników. Siłą rzeczy więc komunikacja internetowa odbywała się między ludźmi, którzy słabo się znali, którzy mieli z sobą niewiele wspólnego. Dzisiaj coraz więcej naszych znajomych korzysta z Internetu, więc wykorzystujemy Internet przede wszystkim do podtrzymywania kontaktów z nimi, sprawy, które załatwiamy przez Internet, dotyczą w coraz większym stopniu tego, co ma miejsce w naszym najbliższym otoczeniu.

Zanim zaczniemy więc mówić o zainteresowaniu usługami publicznymi w sieci, warto zapytać, jak mieszkańcy naszego kraju oceniają działalność administracji publicznej.

Pytaliśmy o zadowolenie ze sposobu załatwienia sprawy w urzędzie. Około 40% badanych załatwiało jakąkolwiek sprawę w urzędzie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy (styczeń, luty br.). Prawie 60% z nich miało z tym kłopoty, jedna czwarta twierdziła, że nie było żadnych problemów. Zdecydowanie mniej problemów odnotowano wśród osób mieszkających na wsiach. Im większe miasto, tym ludzie mają więcej kłopotów w urzędach. Na sposób załatwiania spraw przez administrację zdecydowanie częściej narzekają też ludzie z wyższym wykształceniem.

Czy wśród zastosowań Internetu często pojawia się korzystanie z usług oferowanych w sieci przez urzędy?

W grupie osób korzystających z Internetu 49% badanych deklarowało, że kiedykolwiek szukało informacji w serwisach administracji publicznej, 25% naszych respondentów-internautów twierdziło, że robiło to w ostatnim tygodniu. Pobieranie lub wypełnianie formularzy i druków urzędowych jest nieco rzadsze niż poszukiwanie informacji. Dotychczas przynajmniej raz używało Internetu w ten sposób 34% użytkowników. W przeciągu jednego tygodnia kontakt z formularzami urzędowymi miało ok. 12% użytkowników. Ponad połowa z poszukujących informacji na stronach urzędowych miała do załatwienia konkretną sprawę. Osoby korzystające z Internetu znacznie częściej załatwiały ostatnio sprawy w urzędzie niż osoby niekorzystające z Internetu.

Generalnie najbardziej popularną formą korzystania z Internetu pozostaje wciąż u nas po prostu przeglądanie stron WWW .

Czy warto więc inwestować w "elektroniczną administrację"?

Jane Fountain w swojej książce "Building the Virtual State" pokazuje, że poczynione do tej pory, niemałe inwestycje nie przyniosły spodziewanych efektów, nie rozwiązały wcale najważniejszych problemów współczesnej administracji. Autorka pokazuje, że e-administracja nie będzie też tańsza.

U nas trudno oceniać efekty funkcjonowania elektronicznej administracji, gdyż tak naprawdę to niewiele jeszcze przez Internet można załatwić. Główną barierą przed korzystaniem z elektronicznych usług publicznych jest brak motywacji wśród użytkowników. Brakuje po prostu oferty, która by zachęcała do korzystania z Internetu w kontaktach z urzędem. Z drugiej strony nasi użytkownicy mają słabe umiejętności korzystania z Internetu. To też jest przeszkoda dla rozwoju inicjatyw typu e-government.

Trzeba też pamiętać, że informatyzacja poszczególnych urzędów nie zmieni jakości działania całej administracji publicznej. Być może trzeba poczekać, aż wszystkie urzędy zaczną działać w sieci, wymieniać między sobą elektronicznie dokumenty. Do faktycznej zmiany potrzebne jest powstanie nowego, elektronicznego środowiska pracy urzędów. Na to przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Diagnoza Społeczna 2005 to największe badanie socjologiczne we współczesnej Polsce poświęcone jakości życia mieszkańców. Poprzednie edycje miały miejsce w 2000 i 2003 r. Prowadzone zostało na próbie 9 tys. mieszkańców. Dzięki zastosowanej metodzie (ta sama grupa osób pytanych w kolejnych edycjach) określa nie tylko aktualną sytuację, lecz także wskazuje zmiany w poszczególnych grupach społecznych.

<hr size=1 noshade>Korzystanie z nowych technologii w Polsce

Grzech narzekać

Posługiwanie się technikami informacyjnymi w naszym społeczeństwie nie oznacza jednoczesnego korzystania z całego ich dostępnego spektrum przez każdego użytkownika. Nie wszyscy mieszkańcy naszego kraju korzystają jednocześnie ze wszystkich możliwych technik informacyjnych. Posiadanie komputera wcale nie oznacza korzystania z Internetu. Korzystanie z telefonu komórkowego wcale nie oznacza dostępu do komputera i Internetu, czy też na odwrót. Wykres wskazuje na wyraźny podział wśród użytkowników technik informacyjnych ze względu na rodzaj używanego medium. W badanej populacji są zarówno tacy, którzy korzystają wyłącznie z komputera, jak i tacy, którzy korzystają tylko z telefonu komórkowego, nie używając pozostałych urządzeń. Niewielki odsetek respondentów deklaruje, że korzysta jedynie z Internetu. Może to oznaczać na przykład, że są osoby, które nie mają w domu ani komputera, ani telefonu komórkowego, ani dostępu do Internetu, natomiast od czasu do czasu zdarza im się oglądać strony internetowe u sąsiadów bądź znajomych lub też korzystać z robionych przez kogoś innego wydruków ze stron internetowych.


TOP 200