EnFace: Marcin Dąbrowski...

... dyrektor Centrum Rozwoju Edukacji Niestacjonarnej warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, prezes Stowarzyszenia E-Learningu Akademickiego.

EnFace: Marcin Dąbrowski...

O polskim e-learningu akademickim

Większość uczelni w Polsce zdobyła już pierwsze doświadczenia w zakresie e-learningu. Kilkanaście z grupy najbardziej aktywnych szkół zaprezentowało swoje osiągnięcia w bazie Stowarzyszenia. Niestety, duża część z ponad 450 uczelni nie wykorzystuje w pełni możliwości, jakie stwarza zastosowanie nowoczesnych technologii w dydaktyce.

Jest to rezultat rozporządzenia Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 2007 roku, które regulując organizację e-zajęć, przy okazji podcięło skrzydła polskiemu środowisku akademickiemu - uniemożliwiło na przykład prowadzenie pełnych studiów e-learningowych, zarówno w Polsce, jak i dla osób pracujących za granicą.

O e-learningu w SGH

W SGH od wielu lat wszystkie przedmioty podstawowe z pierwszych semestrów studiów uzupełniane są materiałami dostępnymi online, a treści te wchodzą w zakres wymogów egzaminacyjnych. Udostępniliśmy zdalnie prawie 50 przedmiotów rozpisanych po 30 godzin zajęć każdy. Są one punktowane tak jak tradycyjne przedmioty i wymagają osobistego spotkania studenta z wykładowcą dopiero na egzaminie. Część z tych przedmiotów realizowana jest we współpracy z innymi uczelniami, polskimi i zagranicznymi. Dodatkowo, kilkuset nauczycieli uzupełnia prowadzone przez siebie zajęcia materiałami online, prowadząc autorskie strony e-learningowe na udostępnionych przez nas aplikacjach. Nie ma studenta SGH, który nie spotkałby się z e-learningiem.

O kosztach e-learningu

Zdalny kurs można uruchomić za grosze lub za kilkadziesiąt tysięcy złotych, wszystko zależy od poziomu interaktywności i multimedialności, a przede wszystkim od profilu e-zajęć. Na przykładzie SGH mogę stwierdzić, że koszty e-learningu nie są niższe niż koszty tradycyjnego nauczania. M.in. dlatego, że dla kształcenia online staraliśmy się od początku wysoko zawiesić poprzeczkę jakości i nie powielać kiepskich wzorców wykładów statycznych, bez interakcji nauczyciela ze studentem. Staramy się stopniowo zbliżać do modelu amerykańskiego, gdzie najważniejszą kwestią jest wspólna, zdalna praca studentów i interakcja, dialog, dyskusja online z wykładowcą. To się opłaca. Studenci SGH mówią, że jeden przedmiot zdalny zabiera tyle samo czasu co kilka tradycyjnych, stawiając jednocześnie wyższe wymagania - a jednak w każdym semestrze kilkuset z nich wybiera takie e-wykłady.

O ochronie własności intelektualnej

Każda uczelnia przechodzi przez fazę obaw wykładowców przed kradzieżą ich własności intelektualnej, ale z biegiem lat coraz większa liczba nauczycieli rozumie, że najlepszą formą ochrony dóbr intelektualnych jest ich upublicznienie z jasnym przypisaniem autorstwa. Zachęcamy naszych wykładowców do tego, by - skoro już się tak mocno przyłożyli do stworzenia interesującego przedmiotu online - wydawali od razu komplementarne książki i podręczniki. I trzeba przyznać, że z tych online’owych projektów postały naprawdę dobre publikacje.

O popycie na e-learning wśród studentów

Kilkanaście lat temu zaczynaliśmy "w szczerym polu", zarówno jeśli chodzi o wykładowców, jak i o studentów, którzy tłumaczyli nam, że nie mają dostępu do komputera i skarżyli się na brak opcji wydruku materiałów e-learningowych. Dzisiaj widzę, że laboratorium komputerowe dla e-learningu nie jest już tak oblegane jak kiedyś, bo każdy ma dostęp do komputera z Internetem. Kiedy wprowadziliśmy pierwsze e-przedmioty, studenci zaczęli wymuszać na wykładowcach udostępnianie w sieci materiałów uzupełniających tradycyjne zajęcia. Tak więc popularność e-learningu w SGH jest również pochodną starań samych studentów.


TOP 200