EnFace: Krzysztof Komorowski...

...długo wierzył, że branża IT to tylko przystanek w karierze fizyka jądrowego. W rezultacie poznał ten przemysł od podstaw, począwszy od pracy programisty i analityka systemowego poprzez zarządzanie działem handlowym, aż do roli konsultanta. Od 2004 r. pracuje w IBM Polska i zarazem jest ekspertem Instytutu Sobieskiego w obszarze Nowe Technologie.

...długo wierzył, że branża to tylko przystanek w karierze fizyka jądrowego. W rezultacie poznał ten przemysł od podstaw, począwszy od pracy programisty i analityka systemowego poprzez zarządzanie działem handlowym, aż do roli konsultanta. Od 2004 r. pracuje w IBM Polska i zarazem jest ekspertem Instytutu Sobieskiego w obszarze Nowe Technologie.

O przydatności rozwiązań informatycznych

Krzysztof Komorowski

Krzysztof Komorowski

Nie chodzi mi o słynne porównania standardów jakości w branży IT i samochodowej (gdyby Fordy działały jak Windows, to... ), ani nawet o Nicolasa Carra ("IT Doesn't Matter"). Chodzi raczej o to, że - jak dowodzą wszystkie znane mi statystyki - mniej więcej 50-75% wdrożeń rozwiązań IT nie kończy się sukcesem w tym sensie, że nie przynosi tych rezultatów, które zakładano podejmując decyzję o inwestowaniu w nie. Wyobraźmy sobie 25-proc. współczynnik sukcesu w branży budowlanej czy lotniczej. Czy wobec tego wszyscy jesteśmy kuglarzami sprzedając IT? I dlaczego nikogo to nie niepokoi? Badania wskazują, że przyczyną katastrof rzadko jest technologia, a nawet nieadekwatność funkcjonalna produktów. Prawdziwa przyczyna - której jednakowo nie ogarniają zarówno dostawcy, jak i odbiorcy - sprowadza się do tego, że - jak pięknie pisze Jeff Thull - zadanie firmy IT wcale nie polega na dostarczeniu rozwiązania, ale na "zarządzaniu zmianą, przez którą klient musi przejść, aby uzyskać te korzyści, które rozwiązanie mu obiecywało". I dla których zdecydował się wydać pieniądze. Bo każda decyzja o wdrożeniu IT to - świadoma bądź nie - decyzja o zmianie. I reorganizacji. Tu jest pies pogrzebany. Jest to obszar wielkiego, bo nieuświadomionego ryzyka dla branży IT i jej klientów. Z drugiej zaś strony żyła złota dla tych, którzy będą umieli ją eksploatować. I nie dostarczać rozwiązania IT, ale przeprowadzać klientów przez zmiany, przez które oni muszą przejść.

O kompetencjach branży IT

Na tym tle warto zapytać, czy nasze firmy IT wzmacniają innowacyjność polskich przedsiębiorstw? Pewnie trochę tak, bo przynajmniej zapewniają im - no, może nie innowacyjność - ale porządne, podstawowe wyposażenie. Zdecydowanie najlepiej jest w bankowości. Najgorzej zaś w sektorze publicznym i MSP. Sektor publiczny zmaga się nadal z elementarną integracją wewnętrzną za pomocą narzędzi, takich jak przetargi otwarte z ceną jako jedynym kryterium wyboru. W sektorze MSP zaś 2/3 firm jest przekonanych, że inwestycje w IT nie mają przełożenia na wyniki biznesu. No więc innowacyjność wzmacnia się tam, gdzie klienci tego oczekują. Kłopot z tym, że oczekują tego tylko niektórzy i że nie dotykamy krytycznego czynnika - kompletnej niezauważalności innowacji w ogólnym bilansie handlowym.

Według ostatniego raportu BSA, nasz sektor IT ma indeks Research & Development 7 razy gorszy od średniej europejskiej. Sam indeks, co interesujące, opiera się na takich parametrach, jak: wydatki publiczne i prywatne na R&D, patenty w IT oraz tantiemy z patentów i licencji. Ciekawe, czy ktoś zna partię polityczną, która stawia sobie za cel zwiększenie tych parametrów? Chętnie na nią zagłosuję. Oznacza to także, że opłaca się w Polsce co najwyżej wdrażać innowacyjne, zagraniczne produkty, a nie wymyślać własne. Oczywiście, taka sytuacja to nie wina tylko firm IT. One też nie mogą wzlecieć dużo wyżej ponad klientów. Pesymistyczna wersja jest taka, że to już się nie zmieni i świat trwale podzielił się na wymyślaczy i wdrażaczy.

O ludziach, których brakuje w polskim przemyśle

Czy potężna fluktuacja na rynku pracy w branży IT nie stanowi zagrożeń dla jakości świadczonych przez nią usług? Stanowiłaby, gdyby te usługi charakteryzowały się nader wysoką jakością albo były w jakimś stopniu nowatorskie. Ale nasz rynek nie jest bardzo wymagający. Wystarczy na nim - generalizując - świadczyć rutynowe usługi na średnim poziomie korzystając z przeciętnego personelu o niewybitnych kwalifikacjach. Myślę mimo tego, że istnieje perspektywa dla firm klasy "top gear". Jeden kierunek to - jak zwykle - nisze. Jest wiele bardzo ciekawych! Drugi to wspomniane wcześniej "zarządzanie zmianą, przez którą klient musi przejść". Trzeci kierunek to eksport, przede wszystkim usług na rynki, gdzie opłaca się oferować wysoko kwalifikowane i innowacyjne usługi. Ale aby to robić, trzeba trochę się zawziąć. Często się udaje. Są przykłady.

Rozmawiał Sławomir Kosieliński, fotografował Sławomir Kosieliński


TOP 200