EnFace: Jacek Klimek...

... wiceprezes Ais.pl, jednej z niewielu polskich firm IT, która prawie 100% swojej działalności prowadzi na rynku amerykańskim i innych rynkach zachodnich.

... wiceprezes Ais.pl, jednej z niewielu polskich firm IT, która prawie 100% swojej działalności prowadzi na rynku amerykańskim i innych rynkach zachodnich.

O różnicach między polskim i amerykańskim podejściem do e-administracji

Fotografował Jacek Smarz/Nowości

Fotografował Jacek Smarz/Nowości

Specjalizujemy się w projektach e-government realizowanych dla amerykańskiej administracji stanowej. Przez wiele lat próbowaliśmy przenieść nasze doświadczenia na grunt polski, ale okazało się to niemożliwe nawet w naszym rodzimym Toruniu. W Polsce (u)rząd elektroniczny de facto nie istnieje, a próby jego stworzenia podejmowane są dość nieporadnie. Nad Wisłą dąży się do tego, aby wszystko z dnia na dzień stało się zintegrowane. Taka strategia nie ma szans, nie powiodła się nigdzie na świecie. Nie tylko jest trudna do wdrożenia, ale wyłącza z gry małe, innowacyjne firmy i blokuje elastyczne modyfikacje istniejących rozwiązań. Na końcu zazwyczaj okazuje się, że po pięciu latach systemu nadal nie ma, ale jakoś urzędnikom nie daje to do myślenia. I nie ma tu nic do rzeczy źle funkcjonujący w Polsce podpis elektroniczny. W Stanach Zjednoczonych e-podpis nigdzie nie jest wykorzystywany, a jednak wszystko działa.

O Partnerstwie Publiczno-Prywatnym i roli obywateli

Wydaje się, że nie jest słuszne podejście, zgodnie z którym w Polsce to urzędnicy opracowują plany funkcjonalności systemów e-government, zazwyczaj bardzo rozbudowanych. W Stanach Zjednoczonych inicjatywa należy do firm, które prowadzą wdrożenie, finansując je z własnej kieszeni. Model zakłada bowiem, że wykonawca pokryje koszty dzięki pobieraniu części opłat związanych z różnego rodzaju działaniami i "transakcjami" obywateli korzystających z e-urzędu. Wykonawca jest więc żywotnie zainteresowany tym, aby obywatele korzystali z jego rozwiązań.

Jeśli w USA jakieś rozwiązanie nie działa, działa słabo, albo nie cieszy się powodzeniem wśród obywateli, to jest likwidowane bądź przebudowywane. Modyfikacje pod kątem zadowolenia obywateli, często w oparciu o ich sugestie, wprowadzane są właściwie cały czas. Oczywiście czasami stan określa konieczność wprowadzenia pewnych usług, np. informacyjnych, które nie przynoszą nikomu dochodów, ale ich wdrożenie jest korzystne dla obywatela. Nie jest jednak możliwe powstanie i utrzymanie przy życiu systemu podobnego do osławionych Wrót Polski, z których prawie nikt nie korzysta. I nie jest to moja odosobniona opinia. Ostatni raport Unii Europejskiej nie zostawił na polskiej e-administracji suchej nitki.

O innowacyjnych projektach w e-administracji

Wydaje mi się, że w Polsce e-administrację widzi się głównie jako możliwość złożenia zeznania podatkowego online, zarejestrowania działalności gospodarczej, czy uzyskania pozwolenia na parkowanie w śródmieściu. Ale e-government może obsługiwać zupełnie inne działania, zależnie od potrzeb obywateli. Na Hawajach zbudowaliśmy np. aplikację, która służy do zdalnej rejestracji zgonów. W sytuacji, gdy trudno jest przemieszczać się pomiędzy tyloma wyspami, taka zdalna aplikacja jest bardzo użyteczna. Także na Hawajach funkcjonuje portal informacji kryminalnej pozwalający wyszukać informacje na temat przestępstw popełnionych przez daną osobę. Z kolei w stanie Indiana zrobiliśmy w tym roku ciekawą aplikację służącą do kontroli prac wykopaliskowych na stanowiskach archeologicznych.


TOP 200