Elektronika wymaga wsparcia

Rozmowa z prezesem i wiceprezesem Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki, Andrzejem Kaczmarkiem i Stefanem Kamińskim

Rozmowa z prezesem i wiceprezesem Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki, Andrzejem Kaczmarkiem i Stefanem Kamińskim

W Polsce istnieje kilka tysięcy firm elektronicznych, z których niespełna dwieście należy do Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki. Czy taka izba jest w stanie reprezentować interesy całej branży elektronicznej?

Andrzej Kaczmarek: Tylko firm komputerowych w naszym kraju jest istotnie ok. 2 tys. i ciągle powstają nowe. Elektronika jest dynamicznie rozwijającą się gałęzią naszej gospodarki i jest sprawą oczywistą, że powinna mieć izbę gospodarczą reprezentującą jej interesy. Tak jest we wszystkich krajach o strukturze wolnorynkowej, do której my, z niejakim trudem, podążamy.

Idea powołania izby gospodarczej w branży elektronicznej powstała jeszcze przed dwoma laty, ale nie sprzyjały temu gwałtowne zmiany na krajowym rynku elektroniki. Wielkie, państwowe zaklady elektroniczne, takie jak Unitra, Eltra, Toral, znalazły się na krawędzi bankructwa, gdyż rynek krajowy zalewany był sprzętem z Zachodu bez żadnych ograniczeń. Był to okres wzmożonego importu, ale również przemytu na dużą skalę. W pewnym okresie wartość sprzętu przemycanego szacowano wyżej niż tego legalnie wwożonego do naszego kraju. Powstał więc naturalny konflikt między producentami i importerami. W grupie importerów legalnych i nielegalnych interesy też były rozbieżne. Nie było atmosfery sprzyjającej integracji środowiska i organizowaniu izby gospodarczej. Państwowe firmy szukały gwałtownie wsparcia dla działań restrukturyzacyjnych, natomiast przedsiębiorcy prywatni koncentrowali się na imporcie gotowych wyrobów. Zbliżenie nastąpiło wówczas, gdy ci ostatni, wzbogaciwszy się trochę, zaczęli inwestować również w produkcję. Ich interesy zaczęły się pokrywać z interesami dotychczasowych producentów, czyli zakładów państwowych. Sytuacja w której każdy przedsiębiorca sam musi występować wobec władz nie jest wygodna z wielu względów, m.in. z uwagi na klimat podejrzeń i korupcji. Powstanie izby gospodarczej wynikało więc z potrzeby chwili.

Stefan Kamiński: Stopniowo do świadomości wszystkich uczciwych ludzi z branży zaczęła docierać prawda, że przedłużający się stan chaosu, może całkowicie zdezorganizować produkcję i dystrybucję elektroniki w kraju. Przeciwstawili się temu młodzi pracownicy państwowych firm, takich jak: Elemis, Eltra, Toral i Unimor. Do nich dołączyli póżniej inni, także z prywatnych zakładów. Pod koniec ub.r. udało się nam zgromadzić ponad 100 członków - założycieli izby gospodarczej elektroniki, która oficjalnie została zarejestrowana 24 lutego br.

W międzyczasie powstała - konkurencyjna do Waszej, jak sądzę - Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji. Czy istnienie dwu izb gospodarczych w jednym środowisku nie doprowadzi do jego dezintegracji ?

A.K.- Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji nie uważamy za konkurenta, a wręcz przeciwnie - za sojusznika w walce o interesy tak dynamicznie rozwijającej sie gałęzi gospodarki, jaką jest szeroko pojęta elektronika. Ma ona tyle sektorów i specjalności, że jednej izbie trudno byłoby je wszystkie ogarnąć. Tak się złożyło, że tamta izba skupia przede wszystkim firmy softwarowe oraz importerów gotowego sprzętu komputerowego, a telekomunikacja w nazwie jest chyba trochę na wyrost.

S.K.- Tam, gdzie występują problemy wspólne dla obu izb, szukamy porozumienia i współpracy. Ta współpraca istnieje zresztą na codzień i w wielu tematach mamy podobne stanowiska. Tak jest np. w głośnej ostatnio sprawie kontyngentów.

*Chodzi o interpretację rozporządzenia Rady Ministrów z 25 stycznia br. w sprawie kontyngentu na bezcłowy import sprzętu elektronicznego. Jest ono powszechnie krytykowane, chociaż intencją jego była obrona interesów krajowych producentów komputerów.

S.K.- Problem powstał po podpisaniu umowy z EWG o całkowitym zdjęciu cła na komputery sprowadzane z tamtych krajów, podczas gdy cła na części i podzespoły do produkcji komputerów pozostały na nie zmienionym poziomie 20%. Tak więc krajowi producenci t.zw. składaków stanęli wobec grożby zupełnego bankructwa. Przy okazji straciłyby pracę tysiące ludzi. Ochrona ich interesów była konieczna, chociaż jej forma niezbyt szczęśliwa. Kontyngenty nie kojarzą się dobrze w gospodarce wolnorynkowej. Zbyt dużo tam ingerencji władzy, dowolności interpretacji przepisów i niejasnych kryteriów przydziałów. To nie może się podobać żadnej izbie gospodarczej.

A.K. Krajowe firmy elektroniczne działają ciągle pod presją zagrożenia, wynikającego m.in. z niestabilności przepisów celnych. Dla firm z tej branży nawet kilkuprocentowa podwyżka ceł jest podważeniem ich egzystencji, gdyż uzyskiwana rentowność mieści się w granicach 5-7 %. Walczymy więc o stabilizację przepisów i stworzenie doraźnego systemu ochronnego na okres restrukturyzacji zakładów elektronicznych.

S.K.- Naszym zdaniem, polityka celna powinna opierać się na następujących założeniach: maksymalnymi stawkami należy obciążżyć wyroby gotowe, około 50% tej stawki powinno obowiązywać produkty montowane z gotowych podzespołów, natomiast minimalnymi stawkami powinny być obciążone wyroby montowane z poszczególnych elementów elektronicznych.

Kto miałby dokonywać tak skomplikowanej analizy anatomicznej sprzętu elektronicznego dla potrzeb celnych ? Jest to praca dla wysokiej klasy specjalistów, a nie dla celników.

S.K.- Nasza izba wyszła z inicjatywą powołania agencji celnej elektroniki, skupiającej takich specjalistów, dysponujących własnym laboratorium. Działając pod auspicjami naszej izby, dokonywaliby oni odpraw specjalistycznego sprzętu zgodnie z obowiązującymi przepisami.

A co na to Główny Urząd Ceł ?

A.K.- Właśnie tam zgłosiliśmy nasz projekt i uzyskaliśmy aprobatę GUC, który zdaje sobie sprawę z ogromu zmian technologicznych w naszej branży i własnej niemożności nadążania za nimi. Mam nadzieję, że już wkrótce będziemy współpracować z Głównym Urzędem Ceł przy odprawie celnej elektroniki, z którą tyle jest problemów na granicy.

Dziękuję za rozmowę.