EN FACE: Jarosław Czaja...

... prezes gliwickiej firmy programistycznej Future Processing, zatrudniającej już 350 osób pracujących głównie dla klientów z Wielkiej Brytanii

O KŁOPOTACH Z ROZPOZNAWANIEM TWARZY

Po 11 września 2001 r. służbom specjalnym marzyło się wyłapywanie terrorystów na lotniskach dzięki systemom identyfikacji twarzy. Jako student trzeciego roku informatyki na Politechnice Śląskiej, w roku 2002 wyjechałem na stypendium do angielskiego Nottingham Trent University i zatrudniłem się w firmie Feedback Data pracującej nad produktami z tej dziedziny. Po jakimś czasie stworzyłem w Polsce czteroosobowy zespół pracujący na jej zlecenie. Chociaż w gruncie rzeczy byliśmy grupą studentów mających niewielkie pojęcie o złożoności tego zagadnienia, doprowadziliśmy projekt od etapu, na jakim znajdowało się wówczas wiele poważnych firm, wydając na to ułamek ich budżetów. Rozpoznawanie twarzy w normalnym otoczeniu przerosło wszystkich graczy. Duże firmy wycofały się z tych projektów w 2004 r. i skupiły na dokumentach tożsamości, na których można zamieścić wysokiej jakości zdjęcie twarzy pozwalające dokonać automatycznego rozpoznania.

O SUKCESIE INŻYNIERSKIM I KOMERCYJNEJ PORAŻCE

Jeden z udziałowców Feedback Data, doceniając osiągnięcia naszego zespołu, założył ze mną spółkę, która miała zaatakować rynek inteligentnego monitoringu wideo. W Wielkiej Brytanii zainstalowano 4 mln kamer wideo, ale brakuje ludzi, którzy mogliby obserwować transmitowany przez nie obraz. Inteligentny monitoring ma alarmować operatora, że np. jakiś człowiek podszedł do ogrodzenia więzienia lub lotniska. Miarą doskonałości tak skomplikowanego systemu jest zdolność filtrowania sytuacji, które nie powinny budzić niepokoju - przelatującego ptaka, biegnącego psa, cienia rzucanego przez chmurę. Z naszym produktem wystartowaliśmy w konkursie ogłoszonym przez brytyjskie MSW (Home Office) i jako jedyna spośród dziesięciu startujących firm otrzymaliśmy certyfikat Primary Detection System. Potwierdza on, że nasz system może działać niezależnie od operatora i będzie podawał wyniki lepsze, niż człowiek jest w stanie uzyskać. To był duży sukces i spodziewaliśmy się, że utoniemy w zamówieniach, ale tak się nie stało. Projekt utknął w martwym punkcie.

O POŻYTKACH Z ODWROTU Z OUTSOURCINGU W AZJI

Mieliśmy dziesięcioosobową firmę i trzeba było odpowiedzieć na pytanie: co dalej? Jako inżynier byłem w siódmym niebie, ale biznesowo zmierzaliśmy donikąd. Byłem głodny sukcesów biznesowych. Zdecydowaliśmy się więc na świadczenie mniej wyrafinowanych usług programistycznych na rynku brytyjskim. W 2004 r. przestaliśmy mówić o komputerowej wizji, a zajęliśmy się tworzeniem oprogramowania dla branży finansowej, ubezpieczeniowej i wydawniczej. Od tamtego czasu rośniemy w tempie 60% rocznie i dziś zatrudniamy prawie 350 osób! Wykorzystaliśmy fakt, że angielski biznes był trochę zawiedziony produktem, który otrzymywał od firm programistycznych z Azji. Ofiarą indyjskiego przemysłu programistycznego padła jakość, na czym zyskał wizerunek firm programistycznych z Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie chyba także łatwiej o kreatywność i nieszablonowe rozwiązania. Indyjski programista świetnie realizuje precyzyjne wymagania, ale projekty programistyczne rzadko są tak precyzyjnie specyfikowane i potrzebują nie tyle sprawnego wykonawcy, ile człowieka zdolnego podjąć wyzwanie. Wykorzystaliśmy odwrót od firm z Azji, a kolejne projekty pozyskiwaliśmy dzięki marketingowi szeptanemu. Prawie wszyscy klienci są nadal z nami.

O POWROCIE DO KONCEPCJI INTELIGENTNEGO MONITORINGU

Nie opuściła nas całkowicie myśl o komputerowej wizji. Dzięki środkom unijnym prowadzimy prace nad produktami biometrycznymi, inteligentnym monitoringiem i aplikacjami związanymi z obrazowaniem rezonansowym w systemach medycznych. Najintensywniej pracujemy nad systemami wizyjnymi umożliwiającymi automatyczną kontrolę jakości w fabrykach. Tworzymy produkt, który miałby wspomóc inżynierów w budowaniu takich systemów. Przed nami zapewne co najmniej kilka lat prac rozwojowych, ale powalczymy o pozycję lidera na świecie. Przy tak zaawansowanych projektach nie ma wyjścia. Trzeba zajść wysoko, aby nakłady miały szansę się zwrócić, choć oczywiście może być też tak, że nic z tego nie wyjdzie. Wprowadzenie na rynek jakiegokolwiek gotowego produktu to trudna sprawa i zazwyczaj kończy się niepowodzeniem.


TOP 200