Dwa światy

Open source kontra oprogramowanie komercyjne. Do dyskusji o wadach i zaletach obu - często niesłusznie antagonizowanych - modeli rozwoju oprogramowania zaprosiliśmy dwóch praktyków. O open source mówi Artur Skura z Ruchu na rzecz Wolnego Oprogramowania, administrator i dziennikarz prasy komputerowej. Świata tzw. closed source broni Tomasz Kopacz, konsultant, ekspert z dziedziny technologii m.in. Microsoftu, stały współpracownik Computerworld.

Open source kontra oprogramowanie komercyjne. Do dyskusji o wadach i zaletach obu - często niesłusznie antagonizowanych - modeli rozwoju oprogramowania zaprosiliśmy dwóch praktyków. O open source mówi Artur Skura z Ruchu na rzecz Wolnego Oprogramowania, administrator i dziennikarz prasy komputerowej. Świata tzw. closed source broni Tomasz Kopacz, konsultant, ekspert z dziedziny technologii m.in. Microsoftu, stały współpracownik Computerworld.

1. Dlaczego Open Source? Dlaczego oprogramowanie komercyjne?

Artur Skura (A.S.): Pierwszym argumentem przemawiającym za open source jest brak bezpośrednich kosztów zakupu licencji. W ciągu kilkunastu lat popularyzacji informatyki wykształcił się zestaw oprogramowania, który ogromna rzesza użytkowników traktuje jako immanentną cechę każdego komputera. Ten zestaw oprogramowania stał się "rzeczą powszechnego użytku", czymś co po angielsku określa się commodity. Dotyczy to systemu operacyjnego i pakietów biurowych na PA, na serwerach zaś systemu sieciowego i serwera WWW . Wszędzie tam, gdzie nie ma potrzeby stosowania niestandardowych, wysoko specjalistycznych rozszerzeń, użytkowanie oprogramowania open source jest czymś zupełnie naturalnym.

Artur Skura

Artur Skura

Oszczędzamy na kosztach nie tylko w momencie początkowego zakupu, ale także gdy zwiększa się liczba użytkowników sieci, liczba połączeń i liczba procesorów potrzebnych w serwerze. Użytkownik nie płaci za aktualizacje, które jak wiadomo dla producentów oprogramowania są nie mniejszym źródłem zysku niż same licencje.

Często zapomina się o innych ważnym aspekcie open source. Stosując oprogramowanie tego typu, nie musimy się obawiać, że grupa osób, która de facto stworzyła daną bazę danych, dany serwer aplikacyjny itp., przestanie się tymi projektami zajmować. W świecie oprogramowania komercyjnego firmy upadają, tracą zainteresowanie rozwijaniem jakiegoś produktu. W świecie open source dorobek społeczności nie przepada. Ktoś inny przejmuje pracę poprzedników, udoskonala ją i w dalszym ciągu udostępnia użytkownikom.

No i wreszcie trzeci argument - otwartość kodu. Dostęp do kodu źródłowego stwarza użytkownikom ogromną przejrzystość i możliwość zrozumienia zasad działania określonego systemu.

Tomasz Kopacz (T.K.): Dla mnie najważniejszym argumentem za stosowaniem oprogramowania komercyjnego jest brak pojęcia "ktoś". W świecie open source ktoś tworzy oprogramowanie, ktoś inny kontynuuje dorobek tego pierwszego, jeszcze ktoś inny pomaga w rozwiązaniu problemów, z którymi zgłaszają się użytkownicy. Przeciwieństwem tego modelu jest świat closed source, w którym klient - o ile tylko zapłaci umówioną cenę - może liczyć na znanego mu dostawcę bez obawy, że zostanie pozbawiony wsparcia.

Oprogramowanie open source jest na ogół za darmo, ale stoi za nim niezidentyfikowana rzesza developerów. W przypadku closed source wprawdzie płacimy, ale mamy tego kogoś, z kim podpisujemy umowę gwarantującą nam nasze prawa.

Jest wiele przykładów projektów open source, które odeszły w zapomnienie. W Debianie jest kilkaset "osieroconych" pakietów, którymi nikt się nie zajmuje, bo najprawdopodobniej nikomu się nie chce. Dla użytkownika korporacyjnego liczą się stabilizacja i pewność, której niestety open source nie zapewnia.

A.S.: To właśnie w świecie oprogramowania komercyjnego szybciej szukałbym sytuacji, że ciekawe projekty są "uśmiercane" celowo lub na skutek zdarzeń obiektywnych, np. bankructwa lub przejęcia firmy. Programiści nie mają żadnych praw do stworzonego oprogramowania, a kolejni następcy prawni przerzucają sobie niechciany spadek jak gorący ziemniak. Każdy projekt open source, oczywiście jeśli jest interesujący dla developerów, znajdzie kontynuację.

T.K.: Oczywiście, nikt nie mówi o tym, że upadnie Apache czy inna fundacja zajmująca się projektami open source. Ale czy fundacji będzie zależeć na utrzymaniu zgodności w dół za cenę wyzbycia się ambicji. Firmy komercyjne są w stanie przez wiele lat rozwijać oprogramowanie, którego sprzedaż już dawno przestała być dobrym interesem. Robią to, by nie zrazić klientów, którzy się z nimi związali w przeszłości. W podobnej sytuacji, gdy społeczność open source traci zainteresowanie rozwojem określonej technologii, użytkownikowi pozostaje wyrzucić stare oprogramowanie na śmietnik albo wziąć jego rozwój we własne ręce. Mało optymistyczna alternatywa.

Kolejną sprawą, która mi przeszkadza w świecie open source, jest brak terminowości. Jeśli przeanalizować harmonogramy różnych projektów open source, trudno będzie znaleźć taki, który zakończył się bez opóźnień. W przypadku oprogramowania komercyjnego terminowość jest wymuszona wieloma czynnikami, począwszy od przygotowywanych kampanii marketingowych, skończywszy na realizacji celów sprzedaży.

A.S.: Z drugiej strony bardzo często zachodzi sytuacja, że producent oprogramowania świadomie dopuszcza istnienie błędów w bieżącej wersji, licząc, iż usunie je w następnej, którą niebawem odpłatnie jeszcze raz zaoferuje klientowi.