Co ja tutaj robię?

Z Anną Streżyńską, prezesem Urzędu Komunikacji Elektronicznej, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z Anną Streżyńską, prezesem Urzędu Komunikacji Elektronicznej, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Gdy ważyły się losy Pani wyboru na prezesa UKE, zwłaszcza jak nie została Pani zakwalifikowana do drugiego etapu konkursu, analitycy ING niezwłocznie zalecili kupno akcji Telekomunikacji Polskiej. Uznali, że brak silnego regulatora rynku wzmacnia TP. Teraz będą musieli zmienić zdanie, skoro dostała Pani nominację. Jak doszło do Pani wyboru?

Przez lata zdobyłam pozycję eksperta, który nie bierze każdej roboty, rzetelnie oceniającego fakty. Nie udowadniałam niczego na siłę. Wspierałam radą operatorów alternatywnych, żyłam ich problemami na co dzień. Wtedy zauważyłam jak ważna jest konsekwentna postawa administracji publicznej, w tym właśnie regulatora. Cieszę się, że wtedy moje poglądy spotkały się z uznaniem polityków obecnego PiS. Ale jak wiadomo, na początku ponownej kariery w administracji zostałam podsekretarzem stanu, co z założenia jest pracą legislacyjną, kiedy sama czuję się z temperamentu regulatorem, czyli sędzią. Tak się w końcu stało. Najważniejsze dla ostatecznej decyzji było zaufanie do mnie premiera Kazimierza Marcinkiewicza, którego od początku naszej współpracy interesuje jedno: kiedy i o ile spadną ceny usług telekomunikacyjnych, z których korzysta społeczeństwo? I jako regulator zamierzam na to pytanie szybko odpowiedzieć.

Może nie będzie miała Pani okazji, gdy okaże się, że KRRiT bierze pod skrzydła rynek telekomunikacyjny. Jest jeszcze inna możliwość, że UKE przejmuje całkowicie nadzór nad częstotliwościami bez względu na ich przeznaczenie, zaś Krajowa Rada skupia się na analizie treści. W każdym razie należy wrócić do idei zintegrowanego regulatora.

Co ja tutaj robię?

Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej

Gdyby do tego doszło - a przypominam jeszcze o takim "drobiazgu" jak wola polityczna - decyzje w Urzędzie byłyby podejmowane przez zarząd. Jedna osoba nie byłaby w stanie sprostać tak szerokiej problematyce. Tymczasem mam stosunkowo proste zadania - odpowiadam za pocztę i telekomunikację, ale media, rozumiane jako regulacja treści, wymagają już innej wiedzy. Nowy Urząd musiałby zmierzyć się z nowymi wyzwaniami globalnej sieci, w której wiele zjawisk jest poza jurysdykcją polskiego państwa. Zrozumienie tego faktu rośnie w wielu krajach i coraz większą wagę przywiązuje się do różnych form współpracy, opartych na wspólnych wartościach podlegających ochronie prawnej. To powoduje po stronie administracji zwiększony głód wiedzy i ekspertów. Jeśli administracja ma być skuteczna, musi być profesjonalna, stabilna i musi odpowiadać rozwojowi gospodarczemu i technologicznemu. Skoro w realnym świecie następuje konwergencja, musi ona dotyczyć także prawa i organów.

Jednego możemy być pewni, że jak regulator wpływa na rynek, chociażby ustanawiając decyzje w sprawie poszczególnych rynków. Na jakim jesteśmy obecnie etapie?

Komisja Europejska notyfikowała decyzję w sprawie zakańczania połączeń w sieciach komórkowych i rozpoczynania w sieciach stacjonarnych. Nadal rozmawiamy o zakańczaniu połączeń w sieciach stacjonarnych, ponieważ KE zgłosiła na uzasadnione wątpliwości. W przypadku decyzji umożliwiającej m.in. nałożenie tzw. wewnętrznego roamingu, wycofaliśmy poprzednią decyzję, gdyż po rozmowach z KE uznaliśmy, że należy przeprowadzić dodatkowe badania.

Co to oznacza dla nas klientów? Czy jak przyjmiemy wszystkie decyzje w sprawie 18 rynków sklasyfikowanych w Prawie telekomunikacyjnym, to będzie taniej?

Nowy pakiet regulacyjny zakłada pewną sekwencję wydarzeń: ustalenie pozycji, nałożenie obowiązków i określenie relacji międzyoperatorskich. Stare obowiązki nadal są ważne, ale muszą zostać zweryfikowane, czy poprzez korzystanie ze starego pakietu zwiększyła się konkurencyjność na rynku. Te analizy pomogą nam nałożyć nowe obowiązki, bardziej dostosowane do obecnych potrzeb regulacyjnych, które docelowo mają poskutkować obniżką cen.

Gdy dokona już Pani wszystkich analiz i nastąpi pełna liberalizacja rynku, będzie mogła Pani wnioskować o likwidację Urzędu.

Tak się raczej nie stanie, a w każdym razie nie tak prędko. Wciąż się pojawiają nowe rynki, nowe usługi, które, aby zaistnieć, będą wymagały regulacji. Nowi gracze też z czasem osiągną pozycję znaczącą i będą stwarzali bariery dla kolejnych graczy. Myślę, że Urząd będzie ewoluował w stronę konwergencji mediów i telekomunikacji, jeśli chodzi o zakres merytoryczny, a w stronę ochrony konsumentów, jeśli chodzi o zakres podmiotowy, a także w stronę regulacji ex-post, aby zapewnić ład między słabszymi a silniejszymi graczami na rynku.

Na tej zasadzie UKE powinno dawno opowiedzieć się za przyznawaniem bezpłatnie częstotliwości. Jakiś podmiot chce dostać pasma GSM, to je dostaje. Zdecydowanie więcej byłoby z tego pożytku niż z organizowania na siłę przetargów, czego najlepszym przykładem jest ostatnie postępowanie, które zakończyło się fiaskiem, gdy Telekomunikacja Kolejowa zrezygnowała z częstotliwości GSM.

Na razie Prawo telekomunikacyjne nie daje wyboru. Trzeba organizować przetargi. Przypadek Telekomunikacji Kolejowej wskazuje na konieczność debaty nad sensownością postępowań podejmowanych na siłę i nie kończących się niczym. Często możliwość rozdysponowania częstotliwości powoduje składanie przez niektórych operatorów wniosków tylko po to, aby zablokować możliwość wydania ich bez przetargu, lub po to, aby procedury przetargowe wydłużyły czas ich wydania, a sam przetarg podniósł koszty nowego operatora. A do tego momentu częstotliwości "marnują się". Cóż z tego, że oferta "kolejarzy" była sensowna, skoro - gdy się zastosowało wzór liczenia punktów wymyślony w Urzędzie - to nastąpił wyścig cen i ostatecznie fiasko przetargu, wobec braku poparcia właściciela dla tak dużego wydatku. Trzeba będzie ponownie przemyśleć założenia.

Mimo wszystko jestem w stanie sobie wyobrazić, że wyjdzie Pani stąd w kajdankach. NIK sprawdzi postępowanie w sprawie GSM i uzna, że przyznawszy komuś te częstotliwości za niższą cenę niż proponowana przez TK, naraziła Pani Skarb Państwa na wielomilionową stratę.

Nie zamierzam siedzieć w więzieniu za to, że ciężko wyliczyć wartość rynkową tak rzadkiego dobra, jak częstotliwości. Musimy nauczyć się wyliczać korzyści z przyznawania częstotliwości bez wpłacania do kasy państwa bajońskich sum, lecz biorąc pod uwagę wiele czynników: konkurencyjność, nowoczesne usługi, długofalowe skutki dla gospodarki i społeczeństwa, a także oczywiście to, że operator przejmuje dobro publiczne, jakim jest spektrum, zarabia na nim, więc musi za nie także zapłacić. Chociaż przetarg powinien być tak zorganizowany, aby nie doprowadzać do absurdu. Dyrektywa UE wyraźnie stwierdza, że ważniejsze jest wprowadzanie nowoczesnych usług i konkurencji, niż wysokie licytowanie. Z kolei wielu ekspertów uważa, że sama licytacja jest w określonych okolicznościach sposobem weryfikacji solidności oferenta. Trzeba znaleźć złoty środek. Dobrą okazją do dyskusji stanie się debata nad nowelizacją Prawa telekomunikacyjne-

go, którą chcemy przyjąć najpóźniej na początku 2007 r. Nie stanie się nic bez politycznej akceptacji, ale nie można zaniechać takiej dyskusji jedynie ze strachu, bo to prowadzi do niegospodarności.


TOP 200