CW 10 lat: Dylematy technologii

Ze Stanisławem Lemem, o komputerach przyszłości, świadomości sieci, determinizmie genetycznym i cyberdemokracji, rozmawia Jakub Chabik.

Ze Stanisławem Lemem, o komputerach przyszłości, świadomości sieci, determinizmie genetycznym i cyberdemokracji, rozmawia Jakub Chabik.

Czy można przewidzieć, jak za następnych 10 lat będą wyglądać komputery?

Zawsze interesowało mnie, jak będzie wyglądać dalsza ewolucja komputerów. Wiele lat temu przeczytałem artykuł Hansa Bremermanna, który obliczył, powołując się na podstawowe prawa i stałe fizyki, granicę szybkości1), poza którą będzie można rozważać pewne problemy teoretyczne, ale nie będzie możliwe konstruowanie komputerów.

Potem okazało się, że opierając się na budulcu genetycznym można prowadzić obliczenia równoległe i barierę tę przekroczyć. W ostatnim New Scientist pojawił się artykuł, w którym opisano, co stanie się wtedy, gdy wyczerpiemy możliwości obliczeniowe tkwiące w niciach DNA. Autorzy rozważają pewne fenomeny kwantowe i dochodzą do wniosku, że można by informacje odwzorować jako energię obiektu kwantowego. Obliczają, że teoretyczny laptop - bo fizycznego skonstruować nie sposób - mógłby wykonywać 1051 operacji równoległych na sekundę.

Podobnie można obliczyć granicę pamięci, jako że informacja jest odwrotnością entropii.

Stanisław Lem

Stanisław Lem

A entropia wynika z liczby stanów. Ponadto to, co "liczy" we współczesnych komputerach, to skoki napięcia elektrycznego, a reszta to tylko inertna masa. Gdyby taką masę przetworzyć w energię, to osiągnęłaby ona miliardy stopni. Słowem, z laptopa na biurku robi się nam gwiazda.

Ale gdyby to stłaczanie objętości komputera kontynuować, to w końcu zrobiłaby nam się z tego czarna dziura. Kiedy to przeczytałem, przypomniałem sobie, że w książce Golem XIV w poetycki sposób porównałem "ultymatywny rozum" właśnie do czarnej dziury.

Oczywiście, nikt dzisiaj nie ma pojęcia, jak to zrobić. Nikt nie wie, jak utrzymać te miliardowe temperatury w ryzach. Jakkolwiek nie wiemy, jaka droga prowadzi do "ostatniego komputera", to ciekawe jest, że kilkakrotnie już były stawiane bariery mocy obliczeniowej, ale są ciągle przesuwane. A tutaj, dziwnym trafem, kolejna bariera, obliczona wedle najbardziej fundamentalnych praw fizyki, zeszła się z tym, co kiedyś napisałem.

Jest Pan uważany za stanowczego krytyka informatyki i komputerów. Czy to prawda?

Poniekąd. Jeszcze nie spotkałem komputera, który by się nigdy nie zawieszał. Jak wiadomo, komputery na amerykańskich wahadłowcach mają technologię z lat 60., bo tam ważna jest pewność. A chociaż mam faksy, telefony, e-mail i wszystkie te usprawnienia, to nadal najlepiej pisze mi się na mojej starej maszynie do pisania. Na dodatek nie jest tak, że tylko jakieś stare komputery zawodzą. Również te nowe, w tym najdroższe, mają taką tendencję.

Najgorsze jest to, że zawodność komputera w ogóle nie zależy od wartości semantycznej przekazu. Niedawno przysłano mi z Australii książkę na temat mojej science fiction. A my nie mogliśmy tego przeczytać, bo format się nie zgadzał. Trzeba było pisać do autora, żeby przysłał jeszcze raz, i jeszcze raz...

Z drugiej strony, wielką zaletą jest szybkość przekazu. Mam agenta w Moskwie i Ameryce, kontakt z nimi to teraz kwestia godzin.

Mój sekretarz wysyła do nich e-maila i po dwóch godzinach mamy odpowiedź. Ale szybkość może być też wadą. Szczególnie widać to po giełdach, bo w tej dziedzinie panuje nieobliczalność wywołana reakcjami ludzi. Jeżeli w Hongkongu pojawi się pogłoska, że euro spadnie, to natychmiast trzęsie się na giełdzie w Londynie, bo czas sprawdzenia takiej informacji jest zawsze dłuższy niż czas jej przesłania. Najbezpieczniejszy pod względem informacyjnym jest Arab na wielbłądzie, nie ma żadnego komputera czy telefonu i żaden wirus komputerowy mu nie zaszkodzi. A najpewniejszy środek przekazu to bębnienie na tam-tamach - tam nic się nie zawiesi.

Czytelnik naszego tygodnika jest człowiekiem, który raczej dobrze się czuje w świecie komputerów i Internetu. Dzięki nim może różne sprawy załatwić szybciej i sprawniej. Sięga po Pańską Bombę megabitową czy Okamgnienie i znajduje tam fundamentalną krytykę tych zdobyczy, które jemu ułatwiają życie. Pyta więc: skoro jest tak źle, jak pisze Lem, to dlaczego mi jest tak dobrze?

To proste. Żadne, ale to żadne mankamenty nie są przeze mnie wymyślone. Czerpię je zarówno z własnych doświadczeń, jak i z amerykańskiej prasy. Niedawno czytałem, że jakiś młodzieniec o mało nie włamał się do głównego komputera lotniskowca. Te wszystkie wirusy, awarie, przecież to są fakty.

Instalacja nowego programu wymaga niezerowej wiedzy. Powstaje pytanie: czy ta wiedza służy pewnym celom, które nie są związane z informatyką, czy też działalności samego komputera. Bo jeżeli tylko komputerom, to jest to strata czasu. Czy komputer nas odwodzi od świata rzeczywistego czy przywodzi to kwestia otwarta. Czasami przyszłość przedstawiana jest tak: będzie na Ziemi wielkie komputerowisko, a my, jak takie robaczki, będziemy się kręcić między nimi. To jest pewne ekstremum i nie sądzę, żeby do tego kiedyś doszło. To nieracjonalne, nieroztropne.

Tygodnik Computerworld zaczął swój 20 rok. 20 lat ma też polska transformacja, a polska branża IT też coś koło tego. Kolejne nasze numery to żywe, namacalne świadectwo tego, jak rosła i jak zmieniała się branża IT. Od jakiego miejsca zaczynała. W numerze specjalnym chcemy przedstawić losy pionierów branży IT, a także nakreślić kierunki, w których zmierza polska informatyka. Wydanie już w grudniu!

Podziel się z nami anegdotami i wspomnieniami z tamtych lat, korzystając z formularza w redakcyjnym blogu Computerworld.

Zdjęcia możesz zaś przesłać na adres - mailto:cw@idg.com.pl


TOP 200